ZAPOMNIANA MEDYCYNA
Leszek Wiktor © Klimek
Rak to choroba, a nie wyrok śmierci
"Uleczyć nieuleczalne" Michał Tombak.

Nie raz miałem okazję być świadkiem sytuacji, w których nawet silni duchem ludzie bledli, usłyszawszy straszną diagnozę - rak. Każdy przyjmował tę wiadomość jak wyrok śmierci, nie podlegający apelacji. Osoby poważnie chore doskonale rozumieją, że ich choroba jest nieuleczalna, jednak do ostatniej chwili starają się chwytać życia. Taki jest już człowiek - docenia zdrowie dopiero po jego utracie. Dzisiejsza medycyna nie może dać odpowiedzi na pytanie, jakie są przyczyny chorób nowotworowych. Jaka siła zmusza komórki naszego ciała do przekształcania się, rozmnażania z ogromną prędkością, aby później śmiertelnie wrastać w zdrowe tkanki, powodując ból i cierpienie? Lekarze i uczeni stworzyli wiele teorii, wyjaśniających mechanizm powstawania raka, ujawnili masę czynników rakotwórczych, stymulujących rozwój komórek nowotworowych. Jednak prawdziwej przyczyny nie udało się znaleźć. A nie udało się to, jak mi się wydaje, z następujących powodów:

dlatego, że podczas leczenia raka nie rozpatruje się organizmu jako jednego biologicznego systemu, a jako zbiór poszczególnych organów. Walka przeważnie skierowana jest na chory organ, w którym wykryto guz. Powszechnie stosowane zabiegi - rentgeno- i chemioterapia, napromieniowywanie izotopowe teoretycznie są skierowane na mobilizację sił obronnych organizmu. Niestety, organizm osłabiony chorobą nie posiada wewnętrznych rezerw, aby się bronić, jest zatruty od środka. Oprócz tego powyższe zabiegi niekorzystnie zmieniają płynne środowisko w organizmie, czyniąc je jeszcze bardziej zasadowym. Sprzyja to zwiększonemu rozwojowi bakterii chorobotwórczych, co jeszcze bardziej osłabia organizm.

medycyna wciąż poszukuje uniwersalnego leku lub kombinacji leków, które mogłyby skutecznie likwidować guzy (znowu skutek, a nie przyczynę choroby). Nie tędy droga. Choroba nowotworowa to porażenie całego organizmu, zaczynając od mózgu, a kończąc na jelicie grubym. "Ziarna" tej choroby tkwią w człowieku od dzieciństwa, a w ciągu życia zaczynają "kiełkować", dając stopniowo odnóża w postaci przejściowych stadiów zasadniczej choroby (czyli nowotworu). Katar, przeziębienie, reumatyzm, artretyzm, choroby oczu, uszu, gardła, nerek, wątroby, serca, układu kostnego i nerwowego - wszystko to są ogniwa jednego nowotworowego łańcucha. I dopóki "właściciel" nie pozwoli swojemu organizmowi skorzystać ze znajdujących się w nim, danych przez przyrodę sił obronnych, uruchamiających odporność, samoregulację i samoregenerację, tak długo tysiące jednostek naukowo-badawczych, miliony lekarzy nie będą w stanie stworzyć leków lub metod, które mogłyby ostatecznie wyleczyć człowieka. Na dzień dzisiejszy nawet te osoby, które pomyslnie przeszły operację i żyją, podświadomie znajdują się pod ciągłą presją nawrotu choroby.

Przez wiele lat miałem kontakt z chorymi na raka. Na pewno ich liczby nie można porównać z tysiącami chorych w różnych szpitalach na całym świecie. Żyją oni do dziś, chociaż wyrok na nich w większości przypadków był jeden - śmierć.

Pewnego razu do Centrum Zdrowia w Moskwie, w którym pracowałem przyszła 39-letnia kobieta. Lekarze stwierdzili u niej raka trzustki. W ciągu 6 miesięcy przeszła dwie operacje. Była bardzo osłabiona. Lekarze dawali jej 2-3 miesiące życia. Męczyła ją nieustanna gorączka 38-39°C. Jednym słowem - kobieta ta "spalała się" w oczach. Na spotkaniu z nią powiedziałem - "Jest nas troje: ty, ja i twoja choroba. Z kim chcesz być? Dwoje zawsze pokona jednego". Nie doczekałem się odpowiedzi, ale po wyrazie jej oczu zrozumiałem, że ona chce żyć i będzie walczyć do końca.

Terapię rozpoczeliśmy od oczyszczenia jelita grubego przy pomocy lewatywy. Metodę tą zaproponował w roku 1946 amerykański lekarz Gerson. Przez długi czas stosowano ją w szpitalu dla chorych na raka, prowadzonym przez córke lekarza, przy czym należy dodać, że z dobrym skutkiem. Z czasem jednak zapomniano o niej, ponieważ wielu współczesnych lekarzy uważa lewatywę za przeżytek.
Istota metody polega na zrobieniu choremu dużej ilości lewatyw: 6-8 na dobę. Do irygatora nalewa się 1,5 litra przegotowanej wody o temperaturze +38°C, 3-4 łyżeczki soku z cytryny i 1 szklankę soku z buraków. Ilość lewatyw zależy od stanu chorego - im jest cięższy, tym więcej zaleca się lewatyw. Później lewatywy należy robić raz na dzień lub co drugi dzień do momentu, gdy u chorego pojawi się własny stolec.
Skuteczność metody Gersona można wyjasnić tym, że oczyszczanie jelita grubego pomaga usunąc z organizmu toksyny, które powstają w wyniku funkcji życiowych komórek nowotworowych. Jeżeli nie usunie się tych toksyn, to wraz z krwią dostają się one do mózgu i całkowicie blokują samoregulację procesów życiowych, co prowadzi do śmierci. Jeszcze w latach 50-tych Gerson zwrócił uwagę na ścisły związek funkcjonowania jelita grubego z pracą mózgu i centralnego układu nerwowego. Zawsze powtarzał swoim uczniom - "Rak to zemsta natury za nieprawidłowo spozywane posiłki. W 99% to zatrucie własnymi toksynami, a tylko 1% stanowią nieodwracalne zmiany, które występują w organizmie".
Jeżeli rak zaatakował układ pokarmowy, pojawia się problem, co jeść? Mięso, ryby, przetwory mleczne, różne zupy, buliony nie są zalecane. Pozostają kasze, warzywa i owoce. Łączenie warzyw w postaci surowej lub gotowanej z owocami jest niemozliwe, gdyż są trawione w różnym czasie - warzywa 4 godziny, a owoce 2 godziny. Natomiast można dowolnie łączyć świeżo przygotowane z nich soki. Wchłaniane są one praktycznie jednocześnie, przy czym organizm nie traci energii na procesy trawienne, otrzymując jednocześnie mocne dawki niezbędnych witamin, soli mineralnych i enzymów. Moja pacjentka po lewatywach mogła spożywać tylko ryż, kaszę gryczaną, pieczone ziemniaki i 2 litry soków dziennie. Szczególną rolę w procesie leczenia raka odgrywa sok z buraków i marchwi. Wieloletnie badania naukowe dowiodły, że sok z buraka i marchwii zatrzymuje rozwój guza, wypłukuje stare, chore komórki nowowtworowe i zwieksza skuteczność działania enzymów utleniających, przy czym sok z buraka może zwiększyć zdolności utleniające o 400-1000%. Do końca jeszcze nie zbadano roli barwników wchodzących w skład marchwi i buraka, ale to, że hamują rozwój komórek nowotworowych zostało udowodnione naukowo.
Najlepszym połączeniem dla osób chorych na nowotwór jest sok z marchwi i buraka w proporcji 4:1. Pić należy 1-2 litry soku dziennie w równych porcjach co 4 godziny w ciągu dnia i jeden raz o 1.00 w nocy. Niektóre osoby nie tolerują soku z buraka, co przejawia się mdłościami, osłabieniem, spowolnieniem tętna czy obniżeniem ciśnienia. W przypadku wystąpienia podobnych reakcji należy ograniczyć przyjmowanie soku z buraka do 2 stołowych łyżek na dobę i z dnia na dzień zwiększać te ilość. Zamiast soku z buraków można dodać do soku marchwiowego sok z jabłek i 2 łyżki czerwonego wina na każdy litr soku.
Podzielone są opinie specjalistów, czy sok z buraka należy przyjmować od razu po przygotowaniu, czy odstawić na 1 do 1,5 godziny. W świeżo wyciśniętym soku jest 2,5 raza więcej aktywnego tlenu, a także niezbędnego dla hemoglobiny aktywnego żelaza. I dlatego osobom chorym na nowotwory proponuję pić sok z buraka od razu po przygotowaniu. Przy okazji zwracam uwagę na to, że dla osób chorych na anemię lub ludzi w podeszłym wieku, u których jest zakłócony proces oddychania komórkowego, spożywanie soków z buraka jest po prostu koniecznością. Regularne jego spożywanie gwarantuje każdemu działanie odmładzajace organizm, białe i zdrowe zęby i 80% zabezpieczenia przed chorobami nowotworowymi.
Rak atakuje nie tylko ciało, ale i duszę. W związku z tym moja pacjentka dużo czasu poświęcała na ćwiczenia stabilizujące kondycję psychiczną. Ponieważ znajdował się ona w stanie silnego napięcia nerwowego i nie potrafiła się rozluźnić (co jest wadą wielu osób), nauczyłem ją stosować samohipnozę. Oprócz tego odbyłem z nią 10 seansów hipnotycznych (regresji hipnotycznych), podczas których skłoniłem ja do powrotu do okresu dzieciństwa (jedna z przyczyn raka u wielu osób są silne stresy przezyte we wczesnym dzieciństwie). Tak krok po kroku likwidowaliśmy psychiczne korzenie, które "odżywiały" jej chorobę. Podczas seansów próbowałem przekonać ją, że długo pamiętana kiedyś doznana krzywda "pożera" ciało i w końcu prowadzi do powstania raka. Jeśli w człowieku dominuje gniew i nienawiść, to jego organizm jak gdyby spala sie od środka. Chciałem przekonać moją pacjentkę, że gniew i nienawiść, to źli sprzymierzeńcy zdrowia.
[...] Pacjentka, zanim wyzdrowiała, musiała nad sobą popracować. Oprócz opisanych metod, czterokrotnia oczyszczała wątrobę, brała różne ziołowe kąpiele, dużo się poruszała, przeprowadzała zabiegi wodno-powietrzne, przestrzegała specyficznej diety, piła herbatę z liści maliny, czarnej porzeczki, pokrzywy, wykonywała specjalne przeciwnowotworowe ćwiczenia fizyczne. Kiedy po sześciu miesiącach wytężonej pracy nad odzyskaniem utraconego zdrowia zwróciła się do lekarza, który spisał ją już na straty usłyszała jedynie - "Pani jednak żyje! A ja myślałem..."
Metody samoleczenia czyli apteka w każdym z nas

Natura w każdym z nas umieściła cudowną, znakomitą indywidualną "aptekę", w której znajdują się wszystkie leki na wszystkie nasze choroby. Pozostaje tylko jedno zadanie - nauczyć się z tych leków korzystać. Proces samoleczenia składa się z dwóch etapów. W pierwszym etapie należy nauczyć się rozluźniać mięśnie całego ciała. Drugi etap, to wprowadzenie do naszego "komputera" - podświadomości, odpowiedniego programu uzdrawiającego, skierowanego na uruchomienie procesów samoregulacji. Metoda samoleczenia jest skuteczna, ponieważ w naturalny sposób wykorzystuje indywidualne mozliwości obronne organizmu, bez żadnych skutków ubocznych.

Etap I - rozluźnienie. Położyć się na plecach, na rozłożonym na podłodze miękkim kocu. Ręce ułożone wzdłuż tułowia, dłonie zwrócone na zewnątrz, lekko zgiete palce rąk, stopy rozchylone, głowa przechylona na bok, usta uchylone, język przyciśnięty do górnego rzędu zębów, oczy zamknięte. Dlaczego trzeba najpierw przyjąć taką pozycję? Dlatego, że zgięte palce pozwalają szybko rozluźnić mięśnie rąk, rozchylone stopy rozluźniaja mięśnie nóg. Głowa zwrócona na bok rozluźnia mięśnie szyi i ramion, lekko rozchylone usta i opisane ułożenie języka tworzą "maskę relaksu". Zamknięte oczy pozwalają skoncentrować się. Przyjąwszy prawidłową pozycję rozluźniającą należy się uspokoić, postarać się o niczym nie myśleć, a najważniejsze - osiągnąć równy, spokojny oddech. Aby się rozluźnić potrzeba zwykle 2-5 minut.


Etap II - samoleczenie. Komórki każdego organizmu naszego ciała posiadają zdolność prymitywnego myślenia (które przypominają nierozwinięte myślenie małego dziecka). To zawsze należy brać pod uwagę, gdy zwracamy się do chorego organu. Człowiek powinien sobie wyobrazić chory organ, skoncentrować swoją uwagę na przekazaniu w myślach choremu organowi rozkazu, spróbować się z nim "skontaktować". Żądania skierowane do chorego organu powinny być wyrażone zdecydowanie i jasno, w formie przemawiania do kapryśnego, ale ukochanego dziecka, które nie wypełnia swoich obowiązków. Każdy organ naszego ciała ma swój "charakter". Żołądek i wątroba, to organy uparte i "niezbyt mądre" i dlatego też należy zwracać się do nich tonem ostrym, rozkazującym. Serce jest mądrzejszym organem, ulega rozkazom w delikatnej, serdecznej formie.

Przykład. Przeprowadziwszy pierwszy etap relaksu należy rozpocząć drugi. Spróbować w swoich myślach zajrzeć w głąb swojego serca i zobaczyć w nim maleńki kolorowy płomyczek - źródło miłości i ocalającej energii. Obserwować jak płomyczek się zwiększa, wypełnia całe serce, a potem ogarnia całe ciało od czubka głowy po koniuszki palców rąk i nóg. Proszę spróbować poczuć, jak światło oczyszcza ciało z chorób, likwiduje stany zapalne, a wraca zdrowie i rześkość. Należy sobie powiedzieć spokojnie - "Z każdym wdechem jestem coraz bliższy pełnego oczyszczenia. Światło w moim ciele to uzdrawiajaca energia". Jesli zna się konkretne miejsce, gdzie znajduje się guz, stan zapalny itp. należy położyć tam prawą rekę i wyobrazić sobie, że uzdrawiające światło, skoncentrowane pośrodku dłoni, jest gorące i jego promień rozpuszcza guz tak, jak promienie słońca topią śnieg lub bryłki lodu.

Jest to tylko przykładowe wyobrażenie. Myślę, że każdy z Państwa ma dość fantazji, by stworzyć własne obrazy. Najważniejsze, by rozluźnić mięśnie i "zapisać" leczniczy program w podświadomości. Seanse można przeprowadzić w dowolnym czasie, najlepiej w samotności. Jeżeli pomaga Państwu spokojna, relaksująca muzyka, proszę ją wykorzystywać. Spokojna, lubiana melodia wzmacnia efekt relaksu.

Zwracam się do osób chorych, jak również do tych, którzy się nimi opiekują. Trzeba zrozumieć, że decydującą rolę w zwycięstwie nad rakiem ma optymizm samego chorego, chęć życia i wiara w wyzdrowienie. W większości przypadków chory na raka staje się nic nie rozumiejącym obserwatorem, który modli się o pomoc do lekarzy i oczekuje od nich cudu. Można setki razy przekonywać chorego, że wyzdrowieje, namawiać, by się nie poddawał, przekonywać o możliwościach współczesnej nauki, jednakże tak długo będzie on leżeć, zamartwiać się i nie spróbuje popracować nad sobą, tak długo rezultat takiej "psychoterapii" będzie zerowy.

Leczenie poprzez likwidację guza, mam na myśli jego operacyjne usunięcie, czyli gwałtowne wdarcie się w skomplikowane struktury organizmu, w wielu przypadkach przypomina naprawę urzadzenia elektronicznego przy pomocy młota i łomu. Osądźcie Państwo sami - kiedy wszystkie istniejące sposoby oddziaływania na guza zostana wyczerpane (człowieka rozkrojono, stwierdzono że nic się nie da zrobić, zaszyto i odesłano do domu, aby tam czekał na smierć, gdy najbliższym powiedziano już po cichu, że kochana osoba nie będzie żyć) wtedy zaczyna się "spektakl", wszyscy uczestnicy którego, oprócz skazanego na śmierć, znają koniec. A może lepiej byłoby przestać żałować chorego, powiedzieć mu prawdę, dać możliwość wykorzystania ostatniej szansy? Piszę te słowa dla tych, które w "spektaklu" grają rolę "pogrzebanych za życia". [...] ze swoją chorobą jesteście sami. Możliwe, że to, co teraz czytacie, wyda się wam okrutnym, ale to prawda, a prawda nie może być okrutna. Prawda nie zabija, lecz uzdrawia. Uzdrawia, jeśli człowiek znajdzie w sobie siły i męstwo, aby ją zrozumieć.

Ludzie zlekceważyli nakaz umiaru w jedzeniu, przestali się ruszać, zatruli swoje płuca i krew dymem papierosowym, nadmiernym spożyciem kawy i słodyczy. Sami doprowadzają swój organizm do tego, że musi cały czas się bronić. Niejednokrotnie daje on sygnały ostrzegawcze, prosi o pomoc, ale człowiek go nie słucha. Tłumi ból różnymi tabletkami. Teraz przyszedł moment, kiedy wszystko zależy od nas samych. Jeśli pospieszycie z pomocą zmęczonemu walką o życie własnemu organizmowi, to macie szanse żyć. Chcę, aby z tego co napisałem każdy wyciągnął dla siebie wniosek:

Niezależnie od tego w jak trudnej sytuacji zdrowotnej byśmy się nie znaleźli, zawsze trzeba trzymać się trzech zasad:

            wierzyć, że wystarczy nam sił do walki z chorobą,
            mieć nadzieję na pełne wyzdrowienie,
            kochać swoje ciało i duszę.

Każdy powinien zrozumieć, że rak to ostatnie, końcowe ogniwo w łańcuchu naszych chorób. Rak nie jest chorobą konkretnego organu, lecz chorobą wszystkich układów w organizmie, z których jeden szybciej "nie wytrzymał". Rak to przede wszystkim wynik nieprawidłowego, fatalnego trybu życia, braku umiejętnościradzenia sobie ze stresem, ignorancji w dziedzinie fizjologii organizmu oraz nieprzestrzegania praw natury.

Dlatego walka z "konkretnymi" guzami ma nikłe szanse na sukces, czego przykładem mogą być przypadki śmierci znanych polityków, gwiazd filmów i estrady (ich na pewno stać było na kosztowne leczenie). Przy takim trybie życia, jaki prowadzimy rak jest po prostu nieunikniony, istnieje w każdym z nas od chwili narodzin (znajduje się w genetycznej pamięci noworodka) i dopiero z czasem daje o sobie znać. Wiele osób, na szczęście, nie dozywa raka, ponieważ wcześniej umiera na poprzedzajace go choroby. Diagnostyka jest popularna w bogatych, ekonomicznie rozwiniętych krajach. Jednak nawet wczesne wykrycie raka nie gwarantuje wyzdrowienia, jeśli nie podejmie się zasadniczych krków i nie zmieni trybu życia. Dane statystyczne dotyczące najlepiej rozwiniętych krajów, gdzie precyzja lekarzy, doskonały poziom farmacji i urzadzeń medycznych nie dają nadziei - co czwarty mieszkaniec Ameryki umiera na raka. Zaś mieszkańcy gorzej rozwiniętych krajów po prostu nie dożywają raka - umierają na poprzedzające go choroby - zawały serca, udary mózgu itp.

Na co ludzie chorują i szybko umierają

Próba przesledzenia procesu powstawania wielu chorób nie jest aż tak czasochłonna, jak mogłoby sie nam wydawać. Chociaż organizm każdego człowieka jest inny, jest indywidualnością, to schemat powstawania chorób u wszystkich jest jednakowy. W uproszczeniu wygląda on następująco - każda choroba, począwszy od lekkiego zaczerwienienia skóry (np. alergii) po raka dowolnego organu jest chorobą całego organizmu, a nie jego oddzielnych części. Nie jest ważne jaka to choroba, jak ją nazwiemy, ważne że spowodowana jest przez gromadzące się w organizmie trucizny. Trucizny te dostają się do organizmu dwiema drogami:

      z zewnątrz (wraz z pokarmem, powietrzem, wodą, lekami),
      tworzą się wewnątrz w rezultacie procesów życiowych samego organizmu lub znajdujących się w nim bakterii.
Każdy nie przyswojony pokarm gromadzi się w jelicie grubym i przekształca się w "stół biesiadny" dla bakterii, które wytwarzają w organizmie trujące substancje. Substancje te wchłaniane są przez ścianki jelita grubego, a później wraz z krwią są rozprowadzane do wszystkich organów, powodując różne choroby. Proszę mi wybaczyć, ale podam drastyczny przykład. W czasie II wojny światowej niemieccy okupanci przeprowadzali nastepujące eksperymenty. Od osób cierpiących na chroniczne zaparcia pobierali zawartość jelita grubego, przygotowywali serum i wstrzykiwali zdrowym ludziom. W zależności od ilości trucizny następowały zaburzenia psychiczne, pękanie naczyń krwionośnych i wylew krwi do mózgu.

Na początku XX wieku profesor Uniwersytetu Moskieskiego Zepp napisał interesującą pracę, która jak wiele prac rosyjskich lekarzy nie doczekała sie publikacji. Na podstawie doświadczeń profesor ustalił, że wylew krwi do mózgu spowodowany jest z reguły zapaleniem uszu, a zapalenie uszu to z kolei wynik zapalenia gardła. Gardło natomiast choruje, gdy nerki źle wypełniają swoje funkcje. Nerki niedomagają dlatego, że człowiek śpi w ciepłej pościeli, chodzi ciepło ubrany, nosi nie przepuszczającą powietrza odzież. Choroba nerek prowadzi do zakłócenia oddychania skórnego oraz innych funkcji skóry. Zła praca nerek i skóry powoduje choroby watroby, te zaś prowadzą do zaburzeń pracy układu krążenia i układu pokarmowego. Powstają zaparcia, które powodują samozatrucie organizmu. W rezultacie dochodzi do rozszerzenia i rozerwania naczyń krwionośnych mózgu. Kiedy porażony zostaje mózg (mikrowylew), następują zmiany we wszystkich układach organizmu, co może prowadzić do różnych psychoz, schizofrenii, demencji, zakłóceń słuchu, wzroku, chorób jelita grubego, powstania kamieni żółciowych, nerkowych, reumatyzmu itd.

Mniej więcej w tym samym czasie, ale zupełnie na innym końcu świata japoński profesor Nishi zauważył, że u 99% osób, które zmarły z powodu różnych chorób, znaleziono mikrowylewy krwi do mózgu i to w tych częściach, które kierują ruchami kończyn. To doprowadziło Nishi do wniosku, objaśniającego zjawisko chłodnych rąk i nóg. U osób stale mających chłodne ręce i nogi zakłócona jest praca serca, nerek, naczń krwionośnych. Mają one również osłabione płuca i wątrobę, a przyczyna tego wszystkiego są zaparcia. Jesli pokarm nie jest całkowicie spalony, a jego niestrawione resztki rozkładają się w jelicie grubym, to powstaje tlenek węgla, który łącząc się z hemoglobiną tworzy trujący związek. Związek ten, gromadząc się latami w organizmie niszczy mózg, układ krwionośny i ogólnie cały organizm.

Przed II wojną światową amerykański doktor Abbot opublikował pracę, w której opisał pochodzenie niektórych chorób, wynikajace ze zmian w kręgosłupie. [...] Gwałtowny ruch, dźwiganie niedużych ciężarów, mało ruchliwy tryb życia, nieprawidłowe ułożenie ciała podczas pracy lub nauki itp. sa w stanie spowodować minimalne zwichnięcie kręgów. Zwichnięty kręg uciska nerwy i naczynia krwionośne, które są powiązane z mięśniami i konkretnymi organami ciała. Jeśli nerw jest uszkodzony, to i organ, którym on kieruje źle funkcjonuje.

    przy przemieszczeniu kręgów szyjnych mogą pojawić się następujące dolegliwości - bóle głowy, rozdrażnienie, nerwowość, bezsenność, katar, wysokie ciśnienie, ciągłe przemęczenie, alergia, głuchota, choroby oczu, wypryski, pryszcze, różnorodne egzemy, choroby gardła, przeziębienia, choroby tarczycy.
    przy przemieszczeniu kręgów piersiowych mogą pojawić się następujące dolegliwości - astma, kaszel, ciężki oddech, sapanie, bóle rąk (od łokcia w dół), pleców, choroby związane z nieprawidłowym funkcjonowaniem serca, bronchit, zapalenie płuc, choroby pęcherzyka żółciowego, choroby wątroby, niskie ciśnienie, zaburzenia w krwioobiegu, zapalenie stawów, choroby żołądka, zgaga, owrzodzenie żołądka i dwunastnicy, nieżyt żołądka, choroby nerek, stany ciągłego zmęczenia, choroby skóry (wągry, wypryski, pryszcze, egzema, czyraki), reumatyzm, bóle brzucha, niektóre rodzaje bezpłodności.
    przy przemieszczeniu kręgów lędźwiowych mogą pojawić się następujące dolegliwości - zaparcia, biegunki, skurcze w nogach, choroby pęcherza moczowego, rozregulowanie cyklu miesiączkowego, bolesna miesiączka, impotencja, silne bóle w kolanach, ischias, lumbago, bóle lędźwiowe, zły krwioobieg w nogach, obrzęki kostek, "zimne" nogi, słabość w nogach, skurcze w mięśniach nóg, hemoroidy.
Biorąc pod uwagę to, co napisałem wyżej każdy człowiek, nawet nie znający się na medycynie może wyciągnąć wniosek, że wszystkie choroby są odzwierciedleniem nieprawidłowego trybu życia (tego, co i jak jemy, jak oddychamy, śpimy, poruszamy się, myślimy), prowadzonego od dzieciństwa do późnej starości.

Jeszcze raz uważnie prześledźmy patologiczny układ naszych chorób. Na początku występują minimalne zmiany w kręgosłupie (spowodowane nieprawidłowym ułożeniem ciała podczas snu, brakiem ruchu). Prowadzą one do zakłóceń pracy skóry (organizm jest ciągle niedotleniony). Proces ten nasila się poprzez noszenie zbyt ciepłej odzieży, zaniedbywanie zabiegów wodno-powietrznych. Zakłócenie oddychania przez skórę osłabia pracę wątroby i nerek (powstaje kamica, osłabiają się zdolności filtracyjne tych organów), niekorzystnie zmienia się jakość i skład krwi. Zła jakość krwi może spowodować choroby żył, skurcze nóg, niewłaściwy stan zębów, włosów i paznokci, nieprawidłową pracę serca, choroby oczu, uszu i w końcu mózgu. Osłabienie pracy wątroby i nerek prowadzi do zaburzeń układu pokarmowego, a zaburzenia te z kolei powodują choroby żołądka, dwunastnicy (niestrawność, zgagę) itp. Oprócz tego prowadzi to do chronicznych zaparć, które powodują samozatruwanie się organizmu. Towarzyszą im choroby nerwowe i psychiczne, bóle głowy, słabość, bezsenność, a w końcu pękanie naczyń krwionośnych mózgu. Jeśli nawet nie prowadzi to do śmierci, to powoduje paraliż kończyn, gdyż uszkodzony zostaje obszar mózgu odpowiedzialny za system ruchu. Sparaliżowane, chłodne kończyny jeszcze bardziej pogarszają stan serca, naczyń krwionośnych i nerek. W tej sytuacji pojawia się nieciekawa perspektywa chorób serca, raka lub choroby Alzheimera. Na tym zamyka się krąg chorób.

Oczywiście u każdego człowieka choroby rozwijają się według "scenariusza", charakterystycznego tylko dla jego organizmu i nie zawsze kolejność ich jest taka, jak opisana powyżej. Często choroby rozwijają się jednocześnie. Osoby cierpiące na opisane choroby lub znające je z obserwacji przyjaciół, znajomych lub rodziny, po przeanalizowaniu swojego lub ich trybu życia powinny się ze mną zgodzić.

Sami hodujemy raka

Przyprowadzono do mnie kiedyś chłopca, miał dwanaście lat. Przez ostatnie dwa lata miał silne napadowe ataki astmy. Twarz jego była opuchnięta, koloru bladożółtego, stwierdziłem skrzywienie kręgosłupa, był otyły (skutek kuracji hormonalnej), miał zwolnienie z najprostszych nawet ćwiczeń fizycznych. Gra w piłkę, jazda na rowerze, pływanie - wszystko to pozostawało w sferze marzeń. Siedział przede mną nieszczęśliwy, pozbawiony dzieciństwa dwunastoletni inwalida. Najgorsze było to, że jego przyszłe życie rysowało się jeszcze straszniej (astma oskrzelowa to przewlekła choroba bardzo trudna do wyleczenia). Na moje pytanie "Co lubi jeść?" mama odpowiedziała, że mięso, zupy, produkty mleczne i słodycze, ciastka.

Nigdy nie mogę zrozumieć rodziców, którzy ze ślepej miłości starają się kupować swoim dzieciom lody lub smaczne cukierki, słodki napój gazowany lub watę cukrową, nie rozumiejąc, że wszystkie te produkty zmienią się w organizmie dziecka w trucizny, które nosić nosić w sobie będzie do końca życia. Dlatego też często, gdy rodzice mówią o chorobach dziedzicznych, mam ochotę zaprzeczyć. Nie choroby są przekazywane dziedzicznie, dziedziczony jest nieprawidłowy tryb życia, który w rezultacie jest przyczyną wielu chorób.
"Czy się hartuje, uprawia rano gimnastykę?" - Nie. Niestety większość dzieci w chwili obecnej nie wie, co znaczy hartowanie ciała, poranna gimnastyka. Telewizor, komputer zastąpiły gry i aktywność fizyczną, dlatego też większość dzieci cierpi na nadwagę, wady wzroku, i ma bardzo niską odporność organizmu na wszelkie infekcje. "Jak lubi spać?" - Miękkie łóżko, wysoka poduszka, ciepła kołdra, pierzyna. "Czy często chorował na grypę, anginę?" - Tak. "A jak się chłopiec wypróżnia?". Matka wzruszyła ramionami - "Naprawdę nie wiem". Zapytałem chłopca: "Czy masz kłopoty, gdy robisz kupkę?". Na jego policzkach pojawił się rumieniec. Odpowiedział: "Robię, ale z trudem. Mam zatwardzenie, a kał ma postać kozich bobków". "A jak często boli cię głowa?". Odpowiedział, że raz na tydzień na pewno. "I co wtedy robisz?". - "Nic, leżę lub mama daje mi tabletkę". Przede mną siedziało dziecko, które dopiero zaczynało żyć. Ale już teraz można było powiedzieć, że przy takim trybie życia było ono potencjalnym kandydatem do zachorowania na raka.
Zgodnie ze statystyką w krajach Europy zachodniej co czwarte dziecko ma zaburzenia układu oddechowego, co dziesiąte - układu pokarmowego, co piąte - zaburzenia organów wzroku i słuchu, a co trzecie - zakłócenia pracy układu nerwowego. Prawie 80% dzieci cierpi na zaparcia i bóle głowy. Znalezienie zdrowego dziecka jest praktycznie niemozliwe. A czego można oczekiwać od takich dzieci, gdy dorosną?

Przyroda lubi tych, którzy żyją według jej praw. W chwili narodzin człowiek jest oblewany wodą, następnie robi wdech, wciąga powietrze. Dosięga go pierwszy promień słońca, a wspiera go ziemia. Umierając, człowiek żegna się ze światłem słonecznym, przestaje oddychać, schodzi pod ziemię. Dlatego zawsze pomiędzy narodzinami a śmiercią leży życie, które w pełni zależne jest od słońca, powietrza, wody i ziemi. Słońce daje nam energię życiową, powietrze zapewnia nam naszemu organizmowi tlen, woda wypełnia komórki naszego ciała, a ziemia nas karmi. Takie są prawa przyrody. Są one niezmienne i wieczne.

Człowiek nie zechciał żyć według praw przyrody, zaczął tworzyć swoje sztuczne warunki, zaczął bać się słońca, zatruł powietrze i wodę, przestał korzystać z dobrodziejstw ziemi, zastępując je smakołykami w ładnych opakowaniach. I co otrzymał w zamian? Cierpienia i choroby. Człowiek przyzwyczaił się do tego, że wszystko powinno być słodkie, smaczne, gotowane i ciepłe, dlatego też trwa w "rozcieńczonym" stanie. Wraz z zatrutą krwią po jego ciele rozchodzą się choroby, ubywa zdrowia, słabnie serce, zanika mózg. I żadne tabletki nie pomogą, ponieważ organizm przypomina stojące bagno, które człowieka stopniowo wciaga. Z tej sytuacji są tylko dwa wyjścia - albo żyć, chorując i czekając na śmierć, albo też zmienić swoje życie tak, by być zdrowym. Stara mądrość głosi - "Lekarze leczą, ale ulecza przyroda". A to znaczy, że jeżeli choremu stworzy się warunki zbliżone do naturalnych, to organizm będzie w stanie uporać się z każdą chorobą.

Gdy ostatnio pracowałem z chorymi na raka, to koniecznym elementem terapii uzdrawiajacej był system Nishi. Nie robi on tak oszałamiającego wrażenia jak złożone urządzenia do napromieniowań, naświetlań czy błyszczące niklem sale operacyjne z mądrymi urządzeniami wspomagającymi chirurgów podczas operacji, tym niemniej daje dobre rezultaty. Osądźcie Państwo sami, analizując przypadki wyleczenia raka według systemu Nishi (dane profesora Watanabe).

Rak płuc (K. Majra, lat 76). W sierpniu 1958 r. wykryto u niego raka płuc i zaproponowano operację chirurgiczną, na którą się nie zgodził. Powtórne badanie wykonane w tokijskim szpitalu potwierdziło diagnozę. Podczas 2 miesięcy pobytu w szpitalu był leczony sorcomecyną, ale zaczął odczuwać słabość w całym ciele, stopniowo tracił apetyt. Oddychanie sprawiało mu ogromną trudność. Zdjęcie rentgenowskie, wykonane pod koniec drugiego miesiąca pobytu w szpitalu wykazało, że zaciemnienie w płucach pozostało, a w obszarze serca zwiększyło się. To ostatnie było efektem ubocznym leczenia sorcomecyną i innymi preparatami farmaceutycznymi, które doprowadziły do zakłócenia cyrkulacji krwi i limfy. Oddychanie stało się praktycznie niemożliwe. Sytuacja była bez wyjścia, nawet operacja nie rokowała żadnych szans. W grudniu chorego wypisano ze szpitala. Ktoś z rodziny zaproponował mu wypróbowanie leczenia według systemu Nishi. W ciągu dnia chory wykonywał następujące zabiegi - stosował leczenie powietrzem, zażywał kąpieli naprzemiennych, pił herbatę z liści palmy daktylowej, bardzo bogatą w witaminę "C" (do 2 litrów dziennie), wykonywał zestaw ćwiczeń Nishi. Po upływie miesiąca poprawił mu się apetyt, polepszył się nastrój, zaczął lżej oddychać. Zaciemnienie w płucach zmniejszyło się. Po upływie roku (w listopadzie 1959 r.) pacjent był już zupełnie zdrów i już do końca życia stosował przeciwnowotworowy system Nishi.


Rak żołądka (T. Jumiki, lat 69). W szpitalu po dokładnych badaniach postawiono diagnozę - rak żołądka. Zaproponowano operację, ale chory odmówił. Postanowił przejść terapię według systemu Nishi. Po upływie miesiąca mineło uczucie dyskomfortu w żołądku, zmniejszyły się mdłości. Po roku przysłał list, że czuje się dobrze i wysoko ocenia leczenie, które uwolniło go od raka żołądka bez konieczności poddania się operacji.
Rak jelita grubego (Iszizuko, lat 61). Latem 1958 r. zaczął odczuwać ból podczas jedzenia. Kał z powodu domieszki krwi zabarwiony był na ciemny kolor. Lekarze ze szpitala w Osace postawili diagnozę - rak jelita prostego. Chory odmówił jednak operacji. Zwrócił się do innego szpitala, w którym w ciągu dwóch miesięcy przeszedł kurs leczenia według systemu Nishi, po którym nastąpiło pełne wyzdrowienie.
Rak krtani (Masapugu, lat 68). Chory nie mógł mówić. Lekarze szpitala w Osace postawili diagnozę - rak krtani. Zalecono leczenie izotopami, które nie pomogło. W listopadzie 1958 r. chory zgłosił się do szpitala na leczenie według systemu Nishi. Miał złe nawyki - palił 40 papierosów dziennie, uwielbiał słodycze, które zjadał w dużych ilościach. Te przyzwyczajenia zwiększały podrażnienie tej części krtani, w której rozwinął się rak. Dwa miesiące leczenia dały oczekiwany rezultat - głos wrócił do normy. Jego stan fizyczny znacznie się poprawił. Chorego wypisano ze szpitala, aby kontynuował leczenie samodzielnie. W liście z 1962 r. dziękował za pomoc w odzyskaniu zdrowia.
Rak macicy (Gojono Sato, lat 49). Przez pięć lat cierpiała na silne krwotoki macicy. Postawiono diagnozę - rak macicy. Zgłosiła się do szpitala i przez 8 miesięcy leczyła się według systemu Nishi. Jej stan fizyczny poprawił się już pod koniec drugiego miesiaca. Wystąpił obfity krwotok, podczas którego wydalone zostały martwe kawałki tkanki. Została wypisana ze szpitala i w domu kontynuowała leczenie. Jeszcze trzy razy powtórzyły sie krwotoki, usuwające obumarłe tkanki. Telefonicznie prowadziła konieczne konsultacje. Teraz czuje się dobrze, jest zupełnie zdrowa, co potwierdziły badania. Opowiadała, że lekarz który proponował jej operację był zdumiony wynikiem badań i stwierdził - "Pani to ma szczęście, prawdopodobnie był błąd w diagnozie".

Opisane wydarzenia miały miejsce 40 lat temu, ale do dzisiaj w Japonii z powodzeniem stosuje się system Nishi przy leczeniu chorób nowotworowych. Począwszy od roku 1990 system ten zaczęto stosować w wielu ośrodkach medycyny niekonwencjonalnej w Rosji. Ja osobiście i moi koledzy stosujemy go od roku 1986, wprowadzając pewne modyfikacje (uwzględniając klimat, inne gatunki produktów spożywczych itp.). Nie prowadziłem statystyki, gdyż rezultatami badań zajmowali się lekarze, ale zebrałem listy chorych, którzy przechodzili u nas leczenie. W listach tych opisane są wyniki samodzielnego leczenia. Przedstawiam niektóre urywki.

Rak macicy (Natalia D., lat 49, rok 1986). Podczas badania stwierdzono raka macicy z przerzutami do piersi. Lekarz żądał szybkiej zgody na operację. Pacjentka wyglądała źle - miała poszarzałą skórę, była zgarbiona, z ust wydobywał się nieprzyjemny zapach. Po rozmowie lekarz zrozumiał chorą, być może nie chciał 44-letniej pozbawiać narządów rodnych i piersi. Operację odłożono na 8 tygodni. Natalia nadal pracowała, a domowe obowiązki wziął na siebie jej mąż (to wspaniałe, gdy bliski człowiek naprawdę cię rozumie). Dwa razy dziennie Natalia robiła kąpiele powietrzne, piła herbatę z liści czarnej porzeczki, maliny i dzikiej róży. Brała naprzemienne prysznice, wykonywała kompleks ćwiczeń według systemu Nishi. Oczyszczała jelito grube za pomocą lewatyw. Jadła tylko surowe owoce, orzechy, otręby, a także ryż, kasze z gotowanymi warzywami, piła soki z marchwi i buraka.

Po trzech tygodniach na jej ciele pojawiły się czerwone plamy, a z pochwy wydostawały się "straszne odpady". Wszystko to świadczyło o tym, że organizm zaczął się oczyszczać. Później Natalia przeszła na głodówkę. Przez 7 dni piła wodę (do szklanki dodawała 1 łyżeczkę octu jabłkowego i 1 łyżeczkę miodu, aby uzupełniać braki w minerałach i witaminach). Siódmego dnia przerwała głodówkę. Wiadomym jest, że jak długo człowiek pościł, tak długo powinien z głodówki "wychodzić". I dlatego przez 7 dni piła tylko świeżo przygotowane soki z 5 rodzajów warzyw i owoców o różnych kolorach. Jadła warzywa i owoce. Później przeszła na dietę, polegającą na prawidłowym łączeniu produktów. Po upływie 8 tygodni, pełna niepokoju poszła do lekarza, który wcześniej skierował ją na operację. Po dokładnym badaniu, nie kryjąc zdumienia, lekarz powiedział - "Nie wierzę własnym oczom, jak to się pani udało?". Kiedy Natalia opowiedziała, co zrobiła w tak krótkim czasie, lekarz wykrzyknął - "Muszę panią wszystkim pokazać!". List Natalia napisała po upływie roku od przeprowadzonej kuracji. Pracowała, dobrze się czuła, krócej mówiąc - rozkoszowała się zdrowiem.

Wszystkich ludzi można, według mnie, podzielić (tylko bez obrazy) na "leniwych" i "pracowitych". "Leniwi" czekają na pomoc od innych, troskę o swoje zdrowie składają na barki lekarzy, bioterapeutów itp. "Pracowici" chcą pomóc sobie sami, chca poznać prawdziwe przyczyny swoich chorób, tylko nie zawsze wiedzą jak to zrobić. Przeważnie dla nich, "pracowitych", piszę moje książki. Jeśli chodzi o "leniwych", to radzę im zastanowić się nad starą, wschodnia mądrością, która mówi - "Nikt nigdy nic nie robi, nie zaspokajając przy tym przede wszystkim swoich, a nie waszych potrzeb". I dlatego nigdy nie należy oddawać "bezmyślnie w ręce innego człowieka najcenniejszego, co macie - życia i zdrowia". Nie traćcie Państwo czasu w bezowocnym oczekiwaniu na "cudowne uzdrowienie", nikt nie zatroszczy się o was lepiej niż wy sami. Tylko Państwo sami mogą uczynic się zdrowszymi. I dlatego trzeba wykazać wole i upór, być bezlitosnym dla własnego lenistwa, uzbroić się w wiedzę, doświadczenie i szukać swojej drogi do zdrowia. A jak wiadomo, kto szuka, ten zawsze znajdzie.

Współczesna medycyna proponuje w leczeniu raka trzy podstawowe metody - chemioterapię, rentgenoterapię i zabiegi chirurgiczne. Jak już pisałem, proponowane metody są walką ze skutkami. Najważniejsze - to znać przyczyny i walczyć z nimi. Na dzień dzisiejszy za najważniejszą przyczynę uważa się niezdolność sił obronnych organizmu do przeciwstawienia się chorobie nowotworowej. A więc od likwidacji tej właśnie przyczyny należy rozpocząć profilaktykę i walkę z chorobami nowotworowymi. Kompleksowy system, który proponuję, nigdy nie był zbadany naukowo. Jedynymi "recenzentami" są chorzy na raka, którym udało się zwyciężyć chorobę i teraz są zdrowi. System ten nigdy nie był opublikowany, jesli były wykorzystywane jego elementy, to tylko przez moich uczniów i kolegów. Uwaga! System można stosować niezależnie od procesu leczenia i przyjmowania leków. Jego zaletą jest pełna mobilizacja sił obronnych organizmu, "wadą" zaś to, że w odróżnieniu od środków farmakologicznych, wymaga od człowieka ciągłej troski o swoje zdrowie. Ciężko chory potrzebuje na wyzdrowienie więcej czasu. U osób mających niewielkie zaburzenia stanu zdrowia poprawa nastąpi szybko. A zdrowi zachowają dobre samopoczucie do końca życia.

Hipokrates powiedział - "Jeśli w Przyrodzie jest choroba, to znaczy że Przyroda ma na nią lekarstwo. Trzeba je tylko znaleźć". Maksymalnie przybliżyć warunki naszego życia do praw przyrody. W tym celu należy:

      opanować gimnastykę oddechową,
      zmienić nawyki żywieniowe (prawidłowe łączenie pokarmów),
      pić świeżo przygotowane soki warzywne i owocowe,
      stosować wodne zabiegi hartujące (kąpiele lecznicze, sauna), naprzemienny zimny i gorący prysznic,
      uprawiać ćwiczenia fizyczne,
      oczyszczać organizm,
      wykonywać gimnastykę przeciwrakową Nishi,
      nauczyć się panować nad psychiką (emocje, pragnienia, myśli).
Zwracam też uwagę na zasadnicze problemy odżywiania:
      należy koniecznie wykluczać stopniowo wszystkie rafinowane i nienaturalne produkty (kiełbasy, wędliny, margaryny, konserwy, przetwory, ocet spirytusowy, białą mąkę, zupy w proszku, różne sosy itp.),
      ograniczyć do minimum spozycie cukru i produktów zawierających cukier oraz jego dietetycznych zamienników (cukier zastąpić miodem),
      ograniczyć do minimum spożycie środków pobudzających (kawy, herbaty, mięsa, bulionów mięsnych, mocnego alkoholu),
      ograniczyć spożywanie tłuszczów zwierzęcych, w tym masła, żółtego sera, tłustych gatunków mięsa,
      zredukować do minimum spożycie pieczywa drożdżowego.
Do jadłospisu należy włączyć kasze, gotowany ryż (najlepiej nieoczyszczony), warzywa, owoce - nie mniej niż 5 rodzajów, zarówno w postaci surowej, jak i gotowanej, ryby, drób, kiełki pszenicy, ser biały (tłusty - 50 g dziennie), żółty ser (1-2 plasterki dziennie), jajka (na miękko - 3 razy w tygodniu). Przy ustalaniu jadłospisu należy kierować się następującymi zasadami - jemy wszystko co rośnie na ziemi, w ziemi, na drzewach (spożywamy w postaci surowej lub gotowanej i dobrze byłoby, gdyby produkty były wyhodowane w rejonie, w którym mieszkamy). Układając jadłospis należy brać pod uwage prawidłowość łączenia produktów i ustalać go w następujący sposób:
      każdy posiłek to sok, surówka i danie właściwe - przed południem produkty węglowodanowe (kasza, ziemniaki, warzywa i owoce czyli produkty pochodzenia roślinnego), po południu produkty białkowe (ryby, biały ser - produkty pochodzenia zwierzęcego),
      najlepiej jeść dwa razy dziennie. Jeżeli jesteście Państwo głodni - można jeść warzywa, owoce, pić herbatę z liści malin, jeżyn, brzozy, czarnej porzeczki (4-6 szklanek dziennie),
      koniecznie nauczyć się wolno przeżuwać (zdrowi - 25-30 razy, chorzy - 50-70 razy) każdy kęs.
Jeszcze raz chcę podkreślić konieczność picia przed posiłkami świeżo przygotowanych soków i jedzenia surówek. Powody są następujące:

Jednym z najważniejszych światowych odkryć XX wieku w dziedzinie odżywiania było odkrycie teorii trawienia membranowego. Według niej w procesie trawienia bierze udział nie tylko żołądek i jelito cienkie, ale również naczynia krwionośne. Dlatego, jeśli człowiek odżywia się byle jak, nie przestrzegając fizjologicznych zasad odzywiania, niechybnie prowadzi to do chorób. Jesli dawniej uważano, że z jelita cienkiego do organizmu przedostaje się tylko jeden "strumień" substancji odżywczych, to prace Ugolewa dowiodły, że jest ich conajmniej pięć. Jeden ze strumieni składa się z ponad 30 hormonów i substancji hormonopodobnych, które powstają w komórkach jelita i jego florze bakteryjnej, co ma decydujace znaczenie nie tylko dla procesu trawienia, ale i dla przebiegu czynności fizjologicznych całego organizmu. Co więcej, okazało się, że swoją masą komórki te przewyższają masę wszystkich komórek gruczołów dokrewnych i produkują hormony identyczne z hormonami, wytwarzanymi przez gruczoły dokrewne. Oprócz tego, mikroflora jelita cienkiego może produkować niezbędne hormony, witaminy, aminokwasy. Dlatego też każde hamowanie rozwoju mikroflory np. antybiotykami, lub odwrotnie - stworzenie korzystnych warunków do jej patologicznego rozwoju na skutek spożywania rafinowanej albo gotowanej żywności niszczy system hormonalny organizmu.

Przy okazji pragnę zauważyć, że jeżeli spojrzeć pod kątem tej teorii na tak powszechne schorzenie jak choroby tarczycy, to staje się jasne, że są one wynikiem zakłócenia procesu trawienia (nawyk szybkiego jedzenia, nieprawidłowe łączenie produktów i popijanie w czasie jedzenia - to podstawowe przyczyny, prowadzące do choroby tego narządu). Spróbujcie Państwo zmienić błędne nawyki w żywieniu, a dolegliwość zniknie. Przytłaczająca większość ludzi cierpi z powodu oczywistej patologii, wywołanej naruszeniem zdrowej mikroflory. Przy czym zaburzenia te rozpoczynaja się w wieku niemowlęcym, kiedy zamiast matczynego mleka dziecko dostaje mleko krowie lub jego przetwory. W wyniku tego, zamiast zdrowej fermentacji mlekowej rozpoczynają się procesy gnilne, zatruwające organizm i obecnie z tego powodu dzieci męczą alergie, katary, gronkowce, chore zatoki i setki innych problemów zdrowotnych.

Właśnie w celu wzmocnienia systemu hormonalnego oraz dostarczenia witamin, soli mineralnych, makro- i mikro elementów, każdy posiłek powinnismy zaczynać od świeżo przygotowanych soków. Po spożyciu soku trzeba koniecznie zjeść surówki, minimum z pięciu róznych warzyw (np. ziemniak, kapusta, burak, marchew, cebula). W takiej surówce znajdują się wszystkie niezbędne dla organizmu włókna pokarmowe (błonnik) lub substancje balastowe - są to najważniejsze składniki pokarmu niezbędne dla normalnej pracy przewodu pokarmowego i całego organizmu. Brak błonnika w pożywieniu prowadzi do zaburzeń przemiany cholesterolowej, hormonalnej, sprzyja powstawaniu kamieni. Flora bakteryjna odżywia się błonnikiem, przetwarzając go w witaminy i niezastąpione aminokwasy. Zmuszają one jelito grube do pracy - sprzyjaja szybkiemu przesuwaniu się pokarmu. Jest to szczególnie cenne przy naszym "patologicznie siedzącym" trybie życia.

Błonnik przyspiesza wydalanie z organizmu toksyn i zatrzymuje w nim tak potrzebne jony potasu, wapnia, sodu, magnezu. Znajduje się on w owocach i warzywach. Dlatego surówki powinny znajdować się na naszym stole przez cały rok. Są one szczególnie potrzebne ludziom starszym - po prostu nie można wymyśleć lepszej profilaktyki przeciw cukrzycy i otyłości. Zwracam się do osób w podeszłym wieku - jeśli już straciliście zęby (a straciliście je dlatego, że jedliście zbyt dużo słodkiego i gotowanego), to jedzcie warzywa i owoce, przecierajcie je na plastikowych tarkach, pijcie świeżo przygotowane soki - z miąższem, aby jak najwięcej błonnika dostało się do organizmu. Jeśli wyrobicie sobie Państwo nawyk rozpoczynania posiłków od soków i surówek, zyskacie zdrowie. Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że u ludzi przyzwyczajonych do jedzenia głównie kanapek, zup, ziemniaków z mięsem, zaburzony jest mechanizm regulacji zapotrzebowania na pokarm. Z tego powodu są oni stale głodni i jedzą wszystko "jak leci", co prowadzi do nadwagi i ciągłego zatruwania organizmu niestrawionymi gnijącymi resztkami pokarmu.

PODSUMUJMY

Po usłyszeniu diagnozy, nie wpadajmy w panikę, depresję i odrętwienie. Wiem, że jest to jak uderzenie obuchem, ale musimy się otrząsnąć i zacząć myśleć i działać racjonalnie. Rak jest chorobą jak każda inna i jest do wyleczenia. Właśnie w takiej chwili musimy zmobilizować swój organizm do walki z nim. Rak nie powala od razu, a więc wiekszość czynności z terapii możemy i musimy wykonać sami. Przygotujmy siebie i najbliższych na długą walkę o zdrowie, wiedząc że jest do wygrania. Optymistyczne podejście jest nieodzownym warunkiem powodzenia.
Rozpoczynamy od oczyszczenia jelita grubego. Istota metody polega na zrobieniu choremu dużej ilości lewatyw: 6-8 na dobę. Do irygatora nalewa się 1,5 litra przegotowanej wody o temperaturze +38°C, 3-4 łyżeczki soku z cytryny i 1 szklankę soku z buraków. Ilość lewatyw zależy od stanu chorego - im jest cięższy, tym więcej zaleca się lewatyw. Później lewatywy należy robić raz na dzień lub co drugi dzień do momentu, gdy u chorego pojawi się własny stolec.
Co jeść? Mięso, ryby, przetwory mleczne, różne zupy, buliony nie są zalecane. Pozostają kasze, warzywa i owoce. Łączenie warzyw w postaci surowej lub gotowanej z owocami jest niemozliwe, gdyż są trawione w różnym czasie - warzywa 4 godziny, a owoce 2 godziny. Natomiast można dowolnie łączyć świeżo przygotowane z nich soki. Wchłaniane są one praktycznie jednocześnie, przy czym organizm nie traci energii na procesy trawienne, otrzymując jednocześnie mocne dawki niezbędnych witamin, soli mineralnych i enzymów.
Pić sok z marchwi i buraka. Najlepszym połączeniem dla osób chorych na nowotwór jest sok z marchwi i buraka w proporcji 4:1. Pić należy 1-2 litry soku dziennie w równych porcjach co 4 godziny w ciągu dnia i jeden raz o 1.00 w nocy. Niektóre osoby nie tolerują soku z buraka, co przejawia się mdłościami, osłabieniem, spowolnieniem tętna czy obniżeniem ciśnienia. W przypadku wystąpienia podobnych reakcji należy ograniczyć przyjmowanie soku z buraka do 2 stołowych łyżek na dobę i z dnia na dzień zwiększać te ilość. Zamiast soku z buraków można dodać do soku marchwiowego sok z jabłek i 2 łyżki czerwonego wina na każdy litr soku. Podzielone są opinie specjalistów, czy sok z buraka należy przyjmować od razu po przygotowaniu, czy odstawić na 1 do 1,5 godziny. W świeżo wyciśniętym soku jest 2,5 raza więcej aktywnego tlenu, a także niezbędnego dla hemoglobiny aktywnego żelaza. I dlatego osobom chorym na nowotwory proponuję pić sok z buraka od razu po przygotowaniu

Spać tylko na twardej poduszce i twardym materacu.
Codziennie wykonywać ćwiczenia:
PRZECIWRAKOWY KOMPLEKS NISHI

RYBKA
pozycja wyjściowa: leżąc na plecach podłożyć dłonie pod kark na wysokości 4 i 5 kręgu szyjnego i całym ciężarem przylgnąć do podłogi. Nogi złączyć, palce nóg "podciągnąć" w stronę głowy. Wszystkie wypukłości (potylica, ramiona, łydki, miednica) wcisnąć w podłogę. wykonanie: w tej pozycji rozpocząć szybkie kołysanie z prawa na lewo i z lewa na prawo, na podobieństwo szybko płynącej rybki. Ćwiczenie należy wykonywać po 1 minucie rano i wieczorem. Ćwiczenie to, mimo swej prostoty, daje zadziwiające efekty w usuwaniu wad kregosłupa. Podczas wykonywania ćwiczenia kręgi wchodzą na swoje miejsce, osłabiając tym samym ucisk na przycisnięte przez nie naczynia krwionośne i zakończenia nerwowe (co jest przyczyna wielu chorób).

KARALUCH
pozycja wyjściowa: pod szyję położyć twardy wałek, podnieść do góry ręce i nogi tak, aby stopy były równoległe do podłogi. wykonanie: w takiej pozycji potrząsać rękami i nogami jednocześnie (podobnie jak przewrócony karaluch). Ćwiczenie należy wykonywać 1-2 minuty rano i wieczorem. Ćwiczenie daje efekt biegu, ale bez obciążania stawów i serca, co jest bardzo ważne dla ludzi słabych, przebywających w łóżku ze względu na chorobę, dla osób z ograniczoną możliwością poruszania się. Ćwiczenie uaktywnia cyrkulację krwi nie tylko w kończynach, ale i całym ciele.

ŁĄCZENIE
dłoni i stóp. Ćwiczenie składa się z czterech etapów. Pozwala unormować zmiany energetyczne w naszym organizmie. Jak wiadomo, tylko u zdrowego człowieka lewa i prawa część ciała ma jednakowy ładunek. Każde zakłócenie równowagi może prowadzić do choroby (na tym opiera się diagnostyka na podstawie aury).
Położyć się na plecach. Dłonie złączyć i dociskać do siebie lekko 10 razy opuszki palców obu rąk,
Złożyć dłonie równolegle do tułowia i 10 razy przemieszczać je w kierunku stóp i z powrotem jakby rozcinając ciało na pół,
Złączyć stopy tak, by przylegały do siebie, w takiej pozycji podnieść nogi i 10 razy przesuwać je wprzód i w tył uginając w kolanach, wykonując przy tym te same ruchy rękoma co w punkcie wyżej,
Zamknąć oczy i poleżeć ze złączonymi stopami i dłońmi przez 2-3 minuty.

REGENERACJA
kręgów szyjnych. Ćwiczenie koryguje pracę mięśni, nerwów, wewnętrznych organów i naczyń krwionośnych, normalizuje prace układu nerwowego i pokarmowego, ma dobry wpływ na zdolności umysłowe.
Usiąść na krześle, ręce położyć na kolanach, podnosić i opuszczać ramiona 10 razy.
W tej samej pozycji robić skłony głową w prawą i lewą stronę, po 10 razy w każdą stronę, starając się dotknąć uchem ramienia.
Skłaniać głowę do przodu i do tyłu po 10 razy w każdą stronę.
Obracać głowę na boki, w prawo 10 razy i w lewo 10 razy.
Wyciągnąć ręce do przodu w poziomie, odwrócić dłonie równolegle do siebie i kręcić głową w prawo i w lewo po 10 razy.
Podnieść ręce do góry nad głową, z dłońmi ułożonymi równolegle do siebie i kręcić głową w prawo i w lewo po 5 razy.
Położyć ręce na ramionach pod kątem prostym, odchylać ręce do tyłu, ściagając łopatki do siebie i jednocześnie ciągnąć podbródek do przodu i w górę. Wykonywać przez 3 minuty.
Ręce położyć na kolanach, zsunąć się na brzeg krzesła, zamknąć oczy i rozkołysać ciało w lewo i w prawo, jednocześnie w rytm kołysania wciagać i wypinać brzuch.

Dlaczego wśród innych zestawów ćwiczeń fizycznych pierwszeństwo daję właśnie tym? Po pierwsze - żaden ze znanych mi zestawów ćwiczeń nie regeruje wszystkich układów organizmu w takim stopniu, jak te. Po drugie - Japończycy znani sa z umiejętności gromadzenia doświadczeń wiedzy światowej z różnych dziedzin nauki, w tym medycyny. Po trzecie - dane statystyczne z Japonii dotyczace osób, które wyleczyły się z raka świadczą o wysokiej efektywności tego zestawu ćwiczeń. Po czwarte - ja sam codziennie wykonując ten zestaw ćwiczeń pozbyłem sie powaznych kłopotów z kręgosłupem i odzyskałem dobrą kondycję fizyczną i psychiczną.

Oprócz wymienionych wyżej zabiegów, radziłbym stosować kurację wspomagającą, która uzupełnia system:

ssać olej roślinny 3-4 razy dziennie,
codziennie pić herbatę z liści malin, porzeczek (około 1 litra),
codziennie spożywać sproszkowaną skorupkę z jednego jajka,
odżywiać się produktami zawierającymi fitoestrogeny (soja, fasola, kapusta, brokuły),
dodawać do posiłków czosnek, cebulę, rzodkiew, gorczycę zawierające fitoncydy - naturalne antybiotyki,
spożywać produkty kiszone - kapustę, ogórki - źródła witaminy "C",
spożywać produkty zawierające żelazo i miedź - jabłka, truskawki, maliny, buraki czarną porzeczkę, marchew,
spożywać produkty zawierające selen, cynk, fosfor, witaminy "E" i "B", magnez - kiełki pszenicy, owies, kasza jęczmienna, proso, otręby,
stosować jodynę - bardzo korzystny środek leczniczy i profilaktyczny (zwiększa odporność i aktywność leukocytów, obniża poziom cholesterolu we krwi, oczyszcza naczynia, sprzyja wzrostowi leukocytów we krwi - w 50 ml ciepłej przegotowanej wody rozpuścić 1 łyżeczkę jodyny, dokładnie rozmieszać i dodać pełną łyżkę mąki ziemniaczanej. Postawić na słabym ogniu i ciągle mieszając dodać 200 ml wrzątku, doprowadzić do wrzenia i gotować 1 minutę. Stosować 4-6 łyżeczek po jedzeniu 1 raz co drugi dzień, aż do zużycia. Potem przygotować nową porcję i znów pić.

Uwaga! Jeśli chorobę zdiagnozowano jako raka w trzecim lub czwartym stadium z przerzutami i lekarze nie dają żadnych szans, proszę spróbować następujacego przepisu:

Zmieszać w szklance 30 ml nierafinowanego oleju słonecznikowego lub oliwy i 15 ml 96% spirytusu. Przykryć szklankę pokrywką, potrząsać szklanką 2 minuty i potem od razu wypić Niczym nie popijać i nie przegryzać. Pić mieszankę 3 razy dziennie na 30 minut przed jedzeniem o jednej i tej samej porze. Jeśli pojawią się nudności, można żuć skórkę cytryny, ale koniecznie ją wypluć. Pić olej ze spirytusem przez 10 dni, potem zrobić 5 dni przerwy i tak trzy razy pod rząd. Po trzecim razie przerwa 21 dni. W przerwie należy odpoczywać, żadnych innych sposobów leczenia nie stosować.

Kategorycznie zabrania się:

jakiegokolwiek innego leczenia oprócz zaleceń lekarza,
przerywania leczenia w trakcie,
samowolnego obniżania dawki,
wprowadzania dożylnie glukozy,
picia alkoholu w dowolnej postaci i palenia tytoniu.

Dodatkowe rady:

nie należy używać wódki zamiast spirytusu,
leczenie można rozpocząć w każdym stadium choroby,
pić tylko jeden gatunek oleju od początku do końca terapii,
nie stosować specjalnej diety, a te opisane powyżej. Głodować nie wolno,
ograniczyć do minimum spożycie wszelkich tłuszczów,
można zażywać wszystkie środki przeciwbólowe oprócz silnych narkotyków. Wszystkie inne lekarstwa przepisane przez lekarza można przyjmować. Nie używać preparatów hormonalnych.

Tą metodą leczy się raka żołądka pierwszego i drugiego stopnia w ciągu 3-4 miesięcy, raka trzeciego i czwartego stopnia z przerzutami w ciągu 8 miesięcy do 1,5 roku. Przez pierwsze 4-10 dni leczenia może w gardle pojawić się pieczenie, obrzęk. Jest to spowodowane zabliźnianiem się mikrowrzodów - trzeba pocierpieć. Po 14-18 dniach nieprzyjemne odczucia miną.
Jeśli chory stosował urynoterapię, to wyleczenie jest niemożliwe. Picie moczu bez oczyszczenia organizmu, to samobójstwo. Po 3-4 miesiącach można dorobić się marskości wątroby.

Informacje do przemyślenia

Problemem raka zajmują się uczeni całego świata, ale nie zmienia to faktu, że właśnie rak jest przyczyną śmierci co trzeciej osoby na świecie. Pierwsze wzmianki o raku datowane są na XII wiek pne. Poważni uczeni zaczęli badać tę chorobę w XIX wieku. Według dzisiejszej klasyfikacji istnieje ponad 150 rodzajów nowotworów. Opracowano wiele metod walki z rakiem. Niestety, onkolodzy uzbrojeni we wszystkie osiągnięcia nowoczesnej technologii, są bezradni.

W starym tybetańskim traktacie o leczeniu chorób "Hud-szi" starożytni lekarze wskazują na to, że rak to określony rodzaj mikroorganizmów, które pasożytując w ciele człowieka trują go swymi wydzielinami - toksynami. Na początku zostaje porażony układ krwionośny i kostny, czemu towarzyszą bóle stawów, kręgosłupa, serca. Pasożyty te zostały nazwane "białą śmiercią". Z biegiem czasu pasożyty te, przeobrażając się, wrastają w inne części ciała, tworząc guzy - nazwano je "czarną śmiercią" - rakiem. Wziąwszy za podstawę założenia starożytnej teorii, uczeni biochemicy z Sankt Petersburga spróbowali znaleźć tego pasożyta. W toku badań naukowych udowodniono, że komórki rakowe to nie zwyrodniałe ludzkie komórki, jak do tej pory sądzono, ale żyjące w każdym z nas rzęsistki (trichomonas) - jednokomórkowe organizmy, jedne z najstarszych na planecie.

Jak pokazały badania naukowe rzęsistki mają zdumiewającą zdolność przekształcania się i dostosowywania do zmieniających się warunków w organizmie (dlatego tak trudno je rozpoznać). Na przykład - duże dawki promieniowania, smiertelne dla człowieka, na rzęsistki działaja jak stymulator, powodując jeszcze szybszy ich rozwój. Dlatego na skutek promieniowania rzęsistek zaczyna być "agresywny". Próbując się ratować, przenika z tkanek do krwi i limfy. W ten sposób rozprzestrzenia się po całym organizmie. W tych miejscach, gdzie zaczyna sie rozwijać, tworzą się przerzuty. Być może dlatego, jak uważają uczeni, ogólnie przyjęte metody leczenia chorób nowotworowych, takie jak chemioterapia czy naświetlanie, czasowo osłabiają symptomy (powodują chwilową poprawę samopoczucia), potęgują przyczyny choroby. Analizując historię choroby ludzi, którzy poddali się wyżej wymienionym zabiegom uczeni odkryli, że większość z tych osób umarła po upływie 3-10 lat. Na drodze doświadczeń uczeni dowiedli, że jeżeli rzęsistek rozwija się w tkankach, to tworzy guzy, jeżeli w w naczyniach krwionośnych - to skrzepy.
Wysunięto hipotezę, że to właśnie w tym pierwotniaku są wirusy AIDS (a nie jak przyjęło się uważać, w komórkach limfatycznych). Dowodem słuszności tej hipotezy jest fakt, że preparaty przeciwwirusowe są zupełnie niesktuteczne przy leczeniu AIDS. A to oznacza, że dopóki nie rozwiążemy problemu leczenia raka, nie poradzimy sobie również z AIDS.
W jaki sposób rzęsistek dostaje się do organizmu? Doświadczenia przeprowadzone na zwierzętach i dwutygodniowych embrionach wykazały obecność rzęsistka w sercu, mózgu, płucach, wątrobie, nerkach, jelicie grubym. Cystopodobne rzęsistki znaleziono na dziąsłach pacjentów klinik stomatologicznych. Nosicielkami rzęsistka pochwowego były badane kobiety w wieku 16-58 lat. Badania krwi dużej grupy osób, wykonujących różne zawody, zamieszkujących różne obszary dowiodły, że wszyscy są nosicielami rzęsistka. Pierwotniak ten żyje w jamie ustnej, w obrebie żołądka, w strefie urogenitalnej. Na czym polega mechanizm działania rzęsistka? Wraz z krwią i limfą może on wędrować do wszystkich organów. Produkty jego działalności fizjologicznej zatruwają organizm "gospodarza", porażając układ nerwowy, stawy, wątrobę. Osłabia to system odpornościowy, powoduje zakłócenia przemiany materii oraz prowadzi do rozwoju niezliczonej ilości chorób.
Dzisiejsza medycyna nie uznaje tej teorii, chociaż naukowe potwierdzenie otrzymanych wyników nie budzi wątpliwości. Trzy największe instytuty naukowo-badawcze w Rosji (Instytut Epidemiologii i Mikrobiologii, Instytut Rentgenologiczno-Radiologiczny i Instytut Położnictwa i Ginekologii) przez 5 lat prowadziły badania, które potwierdzają powyższe fakty. Uznanie tej teorii oznaczałoby obalenie ogólnie przyjętej na świecie koncepcji raka, a do tego potrzebny jest czas, siły i środki (a przede wszystkim usunięcie utytułowanych medycznych matołów i zlikwidowanie lobby farmaceutycznego, przyp. mój).

Po przeczytaniu tych słów Czytelnik może wpaść w panikę. Czyżbyśmy byli nosicielami komórek nowotworowych? Teoretycznie tak, ale w codziennym życiu wszystko zależy od nas samych, a dokładniej od naszego systemu odpornościowego. Jeszcze na początku XX wieku dr Passet dowiódł, że w samych tylko komórkach mózgu znajdują się 23 rodzaje bakterii, między innymi gronkowiec, bakterie Frenkela, zarazki gruźlicy, ale nie oznacza to, że człowiek musi zachorować na choroby, powodowane przez te bakterie. W organizmie zdrowego człowieka sa siły obronne, które chronią nas przed tysiącem chorób. Podkreślam jednak - tylko zdrowego człowieka, a zdrowie zależy od bardzo wielu czynników - higieny, kultury, żywienia, sposobu myślenia i postepowania, a nawet od zwykłej higieny osobistej. Dopóki uczeni i lekarze nie dotrą do prawdy, proponuje osobom chorym, które mają chocby minimalne szanse na przeżycie, aby pomogły sobie same.

Gdy analizuję przypadki wyleczenia chorych, którym miałem szczęście pomóc lub gdy czytam o wyleczeniu innych osób, chorych na raka, zauważam określoną regularność. W momencie, gdy człowiek, stojący w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, stwarza dla swojego organizmu surowe, czasem wręcz ekstremalne warunki w celu oczyszczenia organizmu (zmiana nawyków żywieniowych, głodówka, hartowanie, zmiana sposobu myslenia, postepowania, podejścia do problemów życiowych, itp.), które wielokrotnie podnoszą sprawność układu odpornościowego - choroba ustępuje.A więc nie traćmy czasu! Trzeba działać! Wszystko zależy od nas samych. Wszystkie opisane powyżej sposoby i metody dotyczą osób, które dotknęła choroba nowotworowa. Kiedy w jednej z audycji radiowych poproszono mnie o podanie sposobów ustrzeżenia się przed nowotworami, odpowiedziałem w następujący sposób:

Należy jeść warzywa i owoce, pochodzące z rejonu swojego zamieszkania oraz pić świeżo przygotowane z nich soki. Codziennie w jadłospisie powinno się znaleźć chociaż jedno jabłko, a także surowe i gotowane warzywa. Najbardziej wartościowe są warzywa i owoce o barwie intensywnie zielonej, pomarańczowej i czerwonej (szpinak, sałata, ogórek, fasola, groszek, pomidory, buraki, marchew, dynia, jabłka, gruszki itp.). Dzięki nim komórki organizmu otrzymują wszystkie niezbędne witaminy, substancje mineralne, błonnik i tlen.
Należy umieć odróżnić tłuszcz od... tłuszczu. Tłuszcze są niezbędne dla organizmu, szczególnie potrzebne są osobom w starszym wieku. Pytanie - jakie tłuszcze? W olejach roślinnych, szczególnie tych tłoczonych na zimno, znajdują się kwasy i witaminy, które wydłużają nasze życie. Codziennie rano i wieczorem należy pić 1 łyżeczkę oleju oraz dodawać 1 łyżkę do sałatek. Natomiast spożycie mięsa, mleka i margaryny należy jak najbardziej ograniczyć. Tłuszcze znajdujące się w tych produktach nie dają nic oprócz chorób, a tylko blokują działanie "dobrych" tłuszczów.
Należy uczyć się ruchu i oddychania. Powietrze, a dokładniej znajdujący się w nim tlen, jest niezbędny każdej z miliardów komórek naszego ciała, powoduje ich regenerację, tzn. zatrzymanie procesu starzenia. Ruch pomaga tlenowi dotrzeć do każdej komórki, dlatego jak najwięcej czasu spędzać w ruchu na świeżym powietrzu.
Bądźcie zawsze radośni. Wszystkie przezyte przez nas emocje zostają nie tylko "w głowie" - one kierują większością reakcji fizjologicznych naszego organizmu. Jeśli coś nas martwi lub denerwuje, nasz system immunologiczny (naturalny system obronny organizmu) przestaje wytwarzać hormony T i B, które między innymi chronią nas przed wszelkimi infekcjami i rakiem. Gdy jesteśmy szczęśliwi i radośni, cieszymy się życiem, wzmacniamy swój system odpornościowy i zdrowie.
Trzeba się odprężać. Dzisiejsze życie to ciąg nieprzyjemności i stresów. Uniknięcie ich jest niemożliwe, ale nie można ich kumulować. Trzeba znajdować czas na relaks, robić wtedy to, co się podoba - zamknąć się w pokoju i słuchać myzyki, medytować, spacerować po lesie. Kobiety niech kochają mężczyzn, a mężczyźni kobiety. Ale też codziennie trzeba pobyć trochę w samotności (3-5 minut), rozluźnić się i nie myśleć o nieprzyjemnościach.
Trzeba zmuszać mózg do pracy. Im więcej mózg pracuje, tym bardziej jest wytrzymały. W każdym wieku, ale szczególnie na starość, należy "budzić" obszary mózgu, odpowiedzialne za pamięć. Należy czytać książki, chodzić do muzeum, słuchać wykładów, grać w szachy - krócej mówiąc - pracować głową.
Dłużej spać. Dobry sen nie tylko rozjasnia myśli, ale też daje odpoczynek mięśniom, obniża cisnienie, regeneruje system wydzielania hormonalnego, podnosi odporność. Nawet rany szybciej się goją podczas snu. Człowiek, któremu przez kilka dni nie pozwala się zasnąć po prostu wariuje. Dlatego spać trzeba 6-8 godzin i ani trochę krócej.
Polubić chłód. System odpornościowy organizmu należy stale trenować. Szczególnie lubi on chłód. Należy chronić organizm przed przegrzaniem, ubierać się lekko. Temperatura powietrza w pokoju, w którym spimy powinna wynosić 16-17°C. Naprzemienny prysznic (5-10 minut) rano i wieczorem - to gwarancja niezawodnej pracy systemu immunologicznego.
Należy mniej jeść. Trzeba wypracować sobie zasadę "Jeść, aby żyć, a nie żyć, by jeść". W tym celu nauczyć się jeść powoli, a od stołu zawsze wstawać z uczuciem głodu.
Trzeba się więcej śmiać. Podczas smiechu pracuje dużo więcej mięśni niż możemy sobie wyobrazić. Śmiech to forma masażu dla naszych organów wewnętrznych oraz bodziec, stymulujący organy trawienne. Śmiech działa przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Śmiejąc się, oddychamy szczególnie głęboko i tym samym odnawiamy zapasy tlenu w płucach. Mózg podczas smiechu wytwarza serotoninę - "hormon szczęścia". Poza tym śmiech to wspaniały sposób kontaktu.
Kochajmy się. Starożytna medycyna widziała sposób na osiągnięcie nieśmiertelności w zlaniu dwóch pierwiastków - męskiego i żeńskiego. Akt miłosny najlepiej odbudowuje harmonię ciała.
Należy oczyszczać organizm. Pamiętajmy, że to, co wewnątrz nas, to i na zewnątrz.
Trzeba słuchać głosu swojego ciała. Nasze ciało reaguje na troskę, którą mu się okazuje. Zacznijmy o siebie dbać, zanim zachorujemy, a wtedy zawsze będziemy zdrowi.