SZARODZIENNOŚĆ
czyli o czym rozmyśla bezrobotny obywatel nie uwikłany w trud rządzenia państwem.

• W Polsce można odnieść wrażenie, że żyjemy w kraju, który wypił o jedną wódkę za dużo •

C
odziennie zaglądam na stronę "Hotnews.pl" [  przeczytaj ], na której w bardzo stonowany sposób (ja tak nie potrafię) autor opisuje "geniusz" polskiej władzy. Pamiętamy jak Urząd Skarbowy, z mocy prawa, puścił z torbami piekarza z Legnicy, niszcząc dorobek jego życia i życie paru setek pracowników tylko dlatego, że robił to, co powinien robić rząd. Za dobroć serca w jednej chwili zrobiono go tym, którym od wielu lat pomagał. W jednej chwili został żebrakiem, tylko za to, że chciał ulżyć tym, którym winno pomagać państwo. Zrobił się wielki szum we wszystkich mediach, politycy obiecywali pomoc, ale szybko rozeszło się "po kościach", a ten wielki sercem człowiek stał się jednym z wielu oczekujących pomocy od innych. Szumne obietnice PiS-ankowego premiera Kazimierza Marcinkiewicza też stały się pustosłowiem, gdyż widocznie (chcę w to usilnie wierzyć) trafił na przeszkodę nie do pokonania. Kto jest temu winien? Prawo, czyli Nikt (demokracja to całkowity brak odpowiedzialności rządzących). Jednak prawo ktoś stanowi, ktoś je wprowadza w życie i ktoś je egzekwuje. "Twarde prawo, ale prawo" mówi rzymskie porzekadło i to jest całe wytłumaczenie. Polskie prawo jest tak napisane, by było zrozumiałe tylko dla wąskiego kręgu ludzi, ale też nie wszystkich, bo i wśród tzw. znawców znajdują się i prawnicy i kauzyperdy, których na dobrą sprawę jest w Polsce najwięcej. Polskie prawo stanowi tzw. Wysoka Ciżba, ponad pół tysiąca darmozjadów (z których większość to ludzie "o marnej reputacji", "chamy" i "warchoły"), którzy o prawie słyszeli tylko na lekcjach o starożytnym Rzymie i których nie obchodzi jak jest stosowane. Ponad pół tysiąca ludzi, którzy nie mając zielonego pojęcia o prawie, serwuje nam tony papieru z nieżyciowymi przepisami obliczonymi tylko na jak największą ściagalność pieniędzy, z których zyski czerpią tylko oni dla swoich wielkopańskich zachciewanek (darmowe zagraniczne wycieczki czy hodowla strusi albo bizonów). Polskie prawo jest tak stanowione, by można było nim manipulować i interpretować na różne sposoby, byle tylko z korzyścią dla tych, którzy je stanowią. To dlatego istnieją stanowiska prokuratorów, adwokatów czy sędziów. Dla nich jest to partia szachów, którą musi ktoś wygrać by zgarnąć pulę za friko, a w wypadku remisu odwołać się do wyższej instancji. Ta prawnicza betoniarka kręci się bez przerwy, a "za prąd" musi płacić zwykły obywatel. Tak też i działa "demokratyczny" Urząd Skarbowy, który dla egzekwowania swoich, czasem wziętych z sufitu, decyzji ustanowił nawet dla siebie policję skarbową o prawach równych jednostkom antyterrorystycznm. Stara ZOMOwska komenda - "Na Obywatela" - jest w dalszym ciągu stosowana, a mówienie o wolnym kraju jest wyświechtanym frazesem, gdyż w najlepsze kwitnie epoka niewolnictwa i pospolitej biedy. I jeszcze jedno. Czy ktoś jest w stanie wyjaśnić mi przepis mówiący o tym, że szubrawiec wpłacający kaucję za zwolnienie z aresztu, nie musi wskazać źródła pieniędzy? Rozumiem to jako prawne przyzwolenie - im więcej ukradniesz, tym szybciej wyjdziesz z aresztu, ale część tego co ukradłeś musisz oddać nam, prawnikom którzy cię osądzą.

J
ak zwykle niespodziewany atak zimy zaskoczył spodziewających się go "drogowców". Wydaje mi się jednak, że zwalanie wszystkiego na służby drogowe, nie ma absolutnie sensu, bo nic tu winy drogowców, a społeczeństwo po prostu przyzwyczajono do jednego kozła ofiarnego. Ma to jednak sens w innym wypadku, bo można za jednym zamachem ukryć matolstwo zarządzających, partactwo budowniczych dróg oraz nędzność "przyborów do jeżdżenia" i wyszkolenie wszystkich kierowców bez wyjątku. Gdyby to tylko od drogowców zależała pogoda, to z pewnością już dawno "załatwiliby" sobie opady śniegu latem i na spokojnie, w samych podkoszulkach i w laciach, odśnieżaliby "polskie" drogi. Głowa do góry panowie drogowcy, walka z pierwszym atakiem zimy w Polsce ma takie same szanse powodzenia jak uregulowanie skupu butelek, który czeka na rozwiązanie już od zakończenia II wojny światowej. Inna rzecz, to ta, że zima zaskoczyła polityków. Takiej "zimnej" kampanii wyborczej nie było od lat. Prezydent miał zobaczyć jak się modernizuje pas startowy na lotnisku w Łodzi, ale nie zobaczył, bo pilot nawet starego nie mógł wypatrzeć, a system sprowadzania samolotów na ziemię jest tam oparty na łączności wzrokowej i naprowadzaniem przez machanie chorągiewkami. Inni nie dojeżdżają do wyborców, bo drogi zasypane (a PKP paniska nie pojadą, bo to grzech, poruta i utrata prestiżu). Marazm, tumiwisizm i mamtowdupizm razem wzięte. Jeden z kandydatów na sołtysa stolicy (z eLePeRu) obiecał "warsiawiakom" tramwaj do Łomianek i Białołęki. I bardzo dobrze. Łomianki to centrum "wypasionych", a Białołęka to już prawie skansen byłych polityków, przebywających tam na "zasłużonych", darmowych wczasach. Widać kandydat przewiduje wzmożony ruch na tej trasie, chociażby w powodu licznych widzeń. Ogólnie rzecz biorąc politycy nic do roboty nie mają, bo znowu zaczyna być głośno o zasadności grzebania w żeńskich organach prokreacyjnych i problemie - kiedy plemnik staje się człowiekiem. Do-wcipne te chłopy z Wysokiej Ciżby.

P
ani kanclerz Niemiec i premier Wielkiej Brytfanny postanowili współdziałać na rzecz stworzenia silnego sojuszu międzynarodowego w celu przeciwdziałania zmianom klimatu na Ziemi. Niemcy uczynią z walki przeciwko zmianom klimatycznym priorytet swej przyszłorocznej podwójnej prezydentury w gremiach międzynarodowych, a Wielka Brytfanna ma nadzieję, że uda się nakłonić świat do zdecydowanych działań w sferze klimatycznej. [  przeczytaj ] Czyli coś takiego jak moje stowarzyszenie z kumplem w celu "ochrony bałtyckich bałwanów mających powyżej półtora metra i koniecznie z białą grzywką". Oprócz włożenia kupy pieniędzy w dojazd nad morze, wyszukanie odpowiedniej plaży i satysfakcji wykrycia, pożytek żaden. Pamiętamy niegdysiejszą walkę z dezodorantami zawierającymi freon? Owszem i było to celowe, bo freon, choć w efekcie cieplarniamym miał i ma udział około 14%, to był (i jest) 25 tysięcy razy groźniejszy od dwutlenku węgla. USA przestały używać freonu, co nie znaczy że ci praktyczni businessman'i nie opchnęli linii produkcyjnych krajom Trzeciego Świata, bo tam nikt nie jest w stanie tego sprawdzić, a pieniądz nie śmierdzi nawet za śmiertelnie niebezpieczną linię produkcyjną (starej broni się nie wyrzuca, tylko sprzedaje małorozwiniętym). Teraz trwa walka o zmniejszenie emisji dwutlenku węgla, który chociaż ma udział 50% w efekcie cieplarnianym, to jest najmniej groźny, bo następny w kolejce metan (18% udziału) jest 30 razy od niego groźniejszy. Problem jest w tym, że metanu nie wytwarzają fabryki tylko organizmy żywe, a najwięcej potomek bonobo, który poprzez nadmierne spożycie słodyczy, pochłanianie pieczywa z wędlinami u MadDonalda czy zjadanie tradycyjnego mięcha z ziemniakami - zamiast trawienia, funduje sobie nadmierną fermentację i jej końcowy produkt - metan, który namiętnie wypuszcza do atmosfery (wstrzymywać nie wolno, bo się może ustami rzucić ). Zgodnie z normą medyczną, zdrowy człowiek w ciągu doby winien 17-21 razy otworzyć "wentyl", ale przy fermentacji częstotliwość zwiększa się 6-10 razy. Dodajmy do tego produkcję dwutlenku węgla podczas permanentnego oddychania i mamy największego producenta gazów cieplarnianych, a więc przyczynę zasadniczą - człowieka. Reasumując, największy udział w efekcie cieplarnianym mają najliczniejsze narody, w tym szczególnie jeden o pogłowiu powyżej 1 miliarda. Nikt jednak na świecie nie zgodzi się na drastyczne ograniczenie liczby ludzi, bo nie zgadza się to ani z filozofią humanitaryzmu ani z dziesięcioma przykazaniami. Wniosek - żadne współdziałanie narodów efektu cieplarnianego nie powstrzyma i pieniądze wydane na walkę z przyczynami, przeznaczyć lepiej na łagodzenie jego skutków, czyli na odszkodowania po powodziach, ulewach, wichurach itp. Przynajmniej widać będzie efekt.

Z
nowu zaczyna się grać na ludzkich uczuciach. Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - ogłosił się na łamach z apelem - "Przyłącz się do kampanii na rzecz adopcji zwierząt ze schronisk! W polskich schroniskach kilkadziesiąt tysięcy psów i kotów czeka na nowy dom i kochających opiekunów. Wspólnymi siłami możemy im pomóc!". Dlaczego ja, człowiek wrażliwy, za swoje ciężko zarobione pieniądze, mam finansować ludzi, których postępowanie można skwitować krótko - bydło? Dlaczego mam finansować ludzi, którzy za pięciominutową zachciankę histerycznego bachora, robią krzywdę zwierzętom? Rozkapryszona progenitura pobawi się zwierzątkiem parę dni, ale jak zacznie brudzić po kątach, to z kopa i won z mieszkania? Czy tylko dlatego, że politykom łatwiej jest pieprzyć o aborcji niż o ochronie prawnej zwierząt domowych? Czy tak trudno ukrócić ten proceder dręczenia zwierząt? Dlaczego nie wprowadza się obowiązkowej rejestracji zwierząt? Czy tylko dlatego, że podniósłby się wrzask o ograniczaniu swobód obywatelskich, czy dlatego, że taki polityk utonąłby w następnych wyborach? Z pewnością taka rejestracja ukróciłaby ludzkie draństwo i zmusiłabyby tych zezwierzęconych do większej odpowiedzialności za swoje czyny. Ochrona zwierząt domowych, to jeden z wielu węzłów gordyjskich w tym kraju, który należy przeciąć raz i na zawsze. Dlatego tym wszystkim pseudo-obrońcom mogę pokazać gest Kozakiewicza. Dla mnie ważniejsze są moje dzieci. A tak na marginesie - co z bezpańskimi bezdomnymi? Czy w Polsce powstał już jakiś, chociażby Krajowy Ruch na Rzecz Bezdomnych?

D
wa F-16, które dzięki Polsce uniknęły złomowania, od soboty lecą na nasze lotnisko w Krzesinach. Obsługa lotniska nic nie robi, tylko odbiera telefony z MONu i albo zwija albo rozwija czerwone dywany. Ponoć są bardzo szybkie, ale na razie z prostych rachunków wynika, że "Spirit of St Luis" Lindbergha był dużo szybszy. Widać - jaki offset takie i samoloty. W ramach napływu nowoczesnej technologii Wuj Sam postawił nam tylko supernowoczesną linię do produkcji frytek, którą ponoć przy odrobinie pomysłowości można przestawić na produkcję silników do rzeczonych F-16. Polak potrafi. Ciekaw jestem tylko, kto i ile wziął w łapę za takie samoloty, których Ruskie wcale się nie boją.

J
eśli wybrano taki sprzęt jak offset to nie dziwota, że dotychczas są same kłopoty. W Krzesinach znowu musiano zwinąć czerwony "pas startowy", bo kolejna już para F-16 wylądowała w... Islandii. Zawsze to bliżej, ale jednak... Wczoraj okazało się, że u nas zima i Amerykanie nie zmienili letnich skrzydeł na zimowe , a dzisiaj? Może oprócz tankowania w powietrzu, zawiodła podniebna lakiernia do malowania "szachownic" w locie? A może jeszcze coś innego? Jak wynika z ostatnich badań socjologów w USA, mało który Amerykanin wie, gdzie leży Polska, więc bardzo możliwe, że piloci nie wiedzieli gdzie leży państwo, które zapłaciło miliardy za ten "knot-how". A jeśli to GPS? Strach pomyśleć, bo nasza przyszłość będzie usiana konfliktami o naruszenie przestrzeni powietrznej, a niektórzy sąsiedzi strzelają bez ostrzeżenia. Ciekaw jestem, kto był tak przewidujący i właściwą uroczystość zamówił dopiero na najbliższy czwartek. Pewne jest to, że nie ci, co zakupili. Poczekajmy do czwartku, bo mogą jeszcze nie wylądować jak okaże się, że zapomniano zamówić i zapłacić (hehehe) za podwozie. Jeśli te "Fajans-16" w końcu do nas dotrą, to proszę nie myśleć, że to będzie koniec kłopotów. Polityk, to osobnik, który zamiast mózgu ma władzę i ci, którzy dokonali tego "udanego" zakupu, zapomnieli o drobnostce. Nie kupili maszyn do szkolenia młodego "narybku" i dlatego teraz my będziemy płacić Amerykanom ciężkie pieniądze, za szkolenie naszych pilotów na drugim końcu świata, na te "nasze" maszyny. Rodzime szkolne samoloty to "Iskra" i "Orlik", a więc maszyny, których świetność minęła wraz z końcem zimnej wojny i szkolenie na nich kończy się zwykle na końcu pasa startowego, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie posyła ich w powietrze. Tak więc dzięki kilku półgłówkom trzeba będzie wyskrobać spore pieniądze na szkolenie i oczywiście z naszych kieszeni.

B
aaaaang..., kurtyna... i rozpoczynamy trzeci akt komedii wszechczasów pod tytułem "Jak aeroplany z Ameryki do Polski leciały". W Krzesinach dokonano ponownego rozwinięcia czerwonego dywanu, ale na próżno, bowiem znowu nie wyszło "dokarmianie" w powietrzu i teraz wylądowali w Wielkiej Brytanii, by na spokojnie zatankować na ziemi. Zresztą nieważne czy dolecą akurat te, bo ponoć u Niemców na wszelki wypadek czekają dwa zapasowe. Uroczystość przesunięto z 12-tej na 15-tą, ale to pryszcz w stosunku do dwóch dób. Zrobiono nawet próbę generalną lądowania, gdzie role główne obsadzono może nie nowoczesnymi, ale za to niezawodnymi samolotami "Aerofłotu". Radio i telewizja informują o sytuacji na bieżąco, ale co ciekawe jakoś nie widać i nie słychać tych, co wpuścili nas w te maliny. Podobno sytuacją zaniepokoiły się Rosja i Białoruś i na wszelki wypadek postawiły w stan gotowości swoje siły obrony przeciwlotniczej, bo a nuż nie trafią w Krzesiny...
Z ostatniej chwili - są, wylądowały. Jutro tylko trzeba będzie jeszcze raz poderwać je w powietrze, by wylądowały oficjalnie na oczach telewizji i zaproszonych specgości. Jutro też mają się odbyć oficjalne chrzciny. Ciekawe, czy wytrzyma karoseria, jak prezydentowa przywali flaszką szampana? Jakie imiona? Tajemnica.

U
waga alergicy bezgranicznie wierzący w cudowną moc nowoczesnej farmacji. Polska Jelfa postanowiła zrobić wam psikusa i zamiast leku o nazwie "corhydron", do ampułek napuściła specyfik, który do niedawna był tak chętnie stosowany przez pogotowie ratunkowe w "Pavulon City". A może to rewolucyjny eksperyment? Wiadomo, że alergię wciągamy z powietrzem, więc dano specyfik zwiotczający mięśnie, by delikwent przestał wdychać te świństwa. Sprawa wyszła przypadkiem w zeszłym miesiącu i pacjentki miały szczęście, że stało sie to w szpitalu oraz to, jak orzekli lekarze, miały silne organizmy. [  przeczytaj ] Dlaczego jednak zainteresowani dowiadują się dopiero po miesiącu? Żeby nie było świadków? Jak na razie nie można odnaleźć ponad 5,5 tysiąca ampułek, więc może alarm podniesiono zbyt wcześnie? Żniwa dopiero przed nami, bo nie wiadomo ile tych ampułek trafiło do zagranicznych alergików.

P
osłanki i posłowie zrzeszeni w tajnym Bractwie ds. Prokreacji Narodowej chcą administracyjnie zakazać używania prezerwatyw, bo prowadzą do... niepłodności u kobiet. Bardzo ciekawa teza, choć nie potwierdzono naukowo, by sterylna guma miała coś z tym wspólnego. Obrońcy życia napoczętego doszli widać do wniosku, że inteligentny człowiek nie zjada cukierków wraz z opakowaniem, ale jak się to ma do konsumpcji prezerwatyw, trudno wyczuć, chociaż... (jak pani myśli o tym samym co ja, to pani jest świntucha ). Świetnym pomysłem wydaje się być umieszczanie napisów ostrzegających przed tym gumowym nałogiem, a więc coś w rodzaju - "bachorek albo amorek, wybór należy do ciebie. Ministerstwo itd...". Wydaje się jednak, że chodzi zupełnie o coś innego. Panowie zaangażowani w obronę kobiet przed swądem palącej się gumy, chcą prawdopodobnie w zawoalowany sposób zwrócić uwagę producentowi na to, że ich wyroby niektórym po prostu... spadają.

O
bejrzałem sobie w telewizorni powitanie nowych samolotów bojowych. Pic i pompa jak za dawnych lat w LWP... Pogoda nawet dopisała, świeciło słoneczko, ale za to piździło jak na Syberii. Ponieważ uroczystość odbywała się na płycie lotniska (pustynia), trzeba było zapełnić scenę - pościągano wszystko co można. Śmigłowce (cały historyczny przekrój), troche dalej "Bryza", samochody, wojsko, cywile..., nawet zapchano lukę prezydenckim "Jakiem". Zrobiono taki tłum jak w Nowym Jorku na powitanie pierwszego amerykańskiego kosmonauty. Prezydent nadleciał z 40-minutowym opóźnieniem (zemścił się, a co), zaraz potem nadleciały F-16 w asyście Mig-29, których jako "niepolityczne" TV nie pokazała. Pokazano za to nasze "Iskry" z białoczerwonym dymem i co ciekawe, ktoś puścił w tle "Jeźdźców burzy" Doors'ów chyba jako symbol, ale czego... tych "Iskier"? Prezydentowi (bo mógł nie zauważyć ), złożono meldunek o przylocie, pokazano musztrę paradną, nawręczano odznaczeń i pani prezydentowa, drżącym z zimna głosem, nadała hurtowe imię "Jastrząb" (ten tekst tłumaczono także na angielski) i od razu wypuszczono setki białych i czerwonych baloników (to wiadomość dla Łukaszenki, bo wiatr wiał na wschód). Tak więc dopiero po 18 latach doczekaliśmy się pierwszego kroczku w reorganizacji lotnictwa a ci, którym obiecano loty na nowym sprzęcie, są już dawno na zasłużonych emeryturach. Zresztą i te dzisiejsze do służby wejdą za dwa lata, a całość dopiero w roku, nomen omen, 2012. Chyba to nie koniec zakupów, bo ciekawe dla kogo zarezerwowano imię "Orzeł"? Aha..., podobno była jakaś grupa ekologów, która w imieniu mieszkańców wsi Krzesiny protestowała przeciwko hałasom, jakie wydają jastrzębie w locie, ale widać dostali się do "izolatki". Czy chciałbyś wiedzieć, ile ta "pic-parade" kosztowała? Ja też...

N
o i proszę... "Wielkie serce w wielkiej piersi" czyli "lwica lewaków" może wyjść na wolność jak wpłaci 200 tysięcy kaucji. A dlaczego nie kilka milionów jak Kluska z Optimusa? Dlatego, że Kluska płacił ze swoich, a jej musi trochę zostać z tych 500 tysięcy co wzięła w łapę, na opiekę nad dzieckiem. No i gdzie to prawo i sprawiedliwość??? Co tu pieprzyć o sprawiedliwości, jak Sąd Najwyższy wybiela sędzinę, która pracowała jak żółw i parę spraw przewlekła. To nie sędzia jest winna, to winny jest system. Żaden komuch nie mógł mordować Polaków, bo to mordował system. Kto odpowiada za spieprzone ustawy? To na pewno nie Sejm, tylko system. I tak w koło Macieju. Jest wielkie śmierdzące gówno, ale nie ma winnego odbytu, bo to nie dupa winna tylko system.

V
ox populi, vox Dei? Możliwe, ale nie u nas. Jak wynika z ankiety Biura Badania Rynku i Opinii Estymator - niemal dwóch na trzech respondentów (62%) chce zlikwidowania Senatu. 88% jest za zmniejszeniem - o prawie połowę - liczby posłów. Badania, drogą pocztową, odbywały się od 1 października do 8 listopada. Czy jest możliwe w Polsce dokonanie takich zmian? Hehehe... Spróbuj zabrać jedzącemu psu jego pełną michę.

P
o oficjalnym przyjęciu samolotów F-16 Sokół ps. Jastrząb, należało oblać sprawę, bo wiadomo zakup "nie oblany" może się szybko zepsuć. Zrobiono więc "picnic" lotniczy, gdzie dosłownie każdy, ale oczywiście za okazaniem specjalnego zaproszenia i po drobiazgowym sprawdzeniu przez "facetów w czerni", mógł obejrzeć te cuda (niestety nie naszej) techniki wojskowej. Ale w Polsce wiadomo - nigdy nie było jednego zdania. Ci co nie przeszli pozytywnie weryfikacji, zrobili sobie "olewanie" na obrzeżach lotniska wraz z oprotestowaniem sprzętu do obrony granic Najjaśniejszej. Połączone siły "ekolo-pacyfi" zażądały zasadzenia drzew na lotnisku, wpuszczenia susłów moręgowych i zmniejszenia hałasu wydawanego przez nisko latające Jastrzębie. Czyli tak - wszyscy chcą żyć w wolnej Polsce, ale nie wszyscy są zgodni, co do narzędzi i metod jej obrony. Niestety przy pomocy łopat ziemia-ziemia, miotaczy gnojowicy i bojowych gazów trawiennych tego nie da się zrobić. A rząd ma znowu problem - albo przenieść wieś na wschodnie zadupie, albo przyznać mieszkańcom dożywotnie "hałaśliwe" i bezpłatne czopki do uszu.

P
o co w Polsce stawia się pomniki? Ano po to, by podlizać się jednym i wnerwić innych. To taka metoda na sprawdzenie "monolitu" narodowego. W Warszawce na placu (nomen omen) Na Rozdrożu, odsłonięto pomnik Dmowskiego, którego jedni uważają za prawego Polaka, a inni za faszystę i antysemitę. Już w pierwszą noc po uroczystym odsłonięciu ktoś namalował mu na "życi" swastykę (dlaczego różową? komuna inaczej?) i obmalował hasłami antysemickimi. Kto to mógł być? Zasada "powszechnego odpychania" wskazuje na lewo, do wioski czerwonych kapturków, albo na prawo do wioski zadaszonej plandeką obywatelską, czyli autentyczne rozdroże. Oczywiście przeciw postawieniu pomnika, pierwsi zaprotestowali prawdziwi Polacy z narodu wybranego, za nimi poszli Młodzi Socjaliści (bijące serce czerwonych dermokratów) oraz tajemnicza grupa GMO, tłumaczona jako "Giertych Musi Odejść" ale mnie kojarząca się ze "zmienionymi genetycznie". I tak będzie doputy, dopóki ktoś nie zdefiniuje hasła "Polska". I oby nie była to Unia Europejska, bo wyprostują nas jak banany.

P
olak, który źle wypowiada się na temat przedstawiciela narodu wybranego, ba... spojrzy na niego spod oka, jest od razu uznany za antysemitę. Otóż w USA, w Nowym Jorku pracuje pan David Langlieb, zatrudniony w Wydziale ds. Parków. Napisał on artykuł do "Haverford College", w którym opisuje polską społeczność z dzielnicy Greenpoint. Czytamy tam między innymi: "Greenpoint to zwarta społeczność robotnicza, pół-miejska, zamieszkana przez imigrantów z Polski, pierwszego i drugiego pokolenia. [...] Społeczności takie jak Greenpoint są w Ameryce wymierającym gatunkiem i dzięki Bogu. [...] Dzielnica handlowa Greenpointu jest brzydsza niż durnie, którzy tam pracują. [...] Marzę o Greenpoincie, gdzie Banana Republic będzie czynna przez całą dobę, gdzie zakupy spożywcze robi się przez Internet, a kościoły zmieniono wreszcie na parkingi. To jest mój Greenpoint przyszłości, reagujący na potrzeby mieszkańców, którzy najbardziej potrzebują krytych kortów tenisowych koło domu. I tak będzie jak ta padlina wreszcie się stąd wyprowadzi. Więc działajcie ze mną, drodzy greenpoincianie. To znaczy jeśli jesteście dość rozgarnięci, by zrozumieć to, co napisałem." Tak pisze urzędnik państwowy, który jako Mesjasz będzie utylizował "polską padlinę" w dzielnicy Greenpoint. I po co ta "padlina" narażała życie, ratując dzisiejszych "nadludzi"? Właśnie po to.

P
rawo genetyki grawitacyjnej mówi, że jabłko zawsze spadnie obok mamusio-tatusia. Ci co myśleli, że jest inaczej, to niech popatrzą na poczynania tzw. liberało-demokratów czyli braci mniejszych starej komuny. W wielkim wyścigu do tronu prezydenta stolicy poległ pod czerwonym sztandarem tow. Szymon, a do mety jako pierwszy dobiegł pan Kazimierz wyprzedzając o jeden uśmiech panią Hajkę. Będzie dogrywka i tu właśnie widzimy zastosowanie prawa genetyki grawitacyjnej. Przywódca braci mniejszych apeluje do prawdziwych komunistów - oddajcie swe głosy na naszą Hajkę, bo tylko ona jest w stanie przedłużyć władzę "ludu pracującego" w stolicy naszej. Ale komuna stawia warunki - oddamy głosy na Hajkę, ale wam nie wolno współpracować z PiS tylko z nami. I chociaż przeor braci mniejszych zarzeka się, że nie będzie się bratał z czerwonymi kapturkami, to wyjdzie na to, że "nie chcem ale muszem". W ogóle wybory były fajne. Wszyscy twierdzą, że wygrali, chociaż, jak rzekł jeden z braci mniejszych - Polacy odrzucili plewy, bo niby dobre ziarno to tylko z Plandeki Obywatelskiej, tylko jak wysiać to wyrosną same czerwone maki. W sumie nie ma się z czego cieszyć - komuna trzyma się dobrze.

U
waga chłopy. Rusza telewizja, gdzie hitem ma być "Super Dziennik" o 23.oo z rozbieranką na całego. Będą to jedyne wiadomości ogłądane przez was "od dechy do dechy", bo prezenterka majtki ściągnie dopiero po prognozie pogody. Hehehe. Mam kandydatkę na prowadzącą "Kwadrans dla rolników". Ciekawe, co na to wszystko Krajowa Rada Tego i Owego.

M
iało być goło i wesoło, a wyszło jak zwykle, czyli szaro i smutno. Program był, ale nikt się nie rozbierał, bo nie było nawet obiecanych wiadomości. Przestraszono się Krajowej Rady Tego i Owego, bo jak zapowiedziała rzeczniczka tejże - "goła dupa relacjonująca obrady Sejmu narusza polską rację stanu, o której mowa w art. 18 w ust. 1". Jak rozumiem mieszanka golizny i głupoty może mieć ogromny wpływ na negatywne kształtowanie wizerunku domu wariatów. Może to i dobrze, bo nie będziemy mieć mężczyzn z nadmiernie rozwiniętymi bicepsami prawej ręki.

U
waga ziomale. W ramach offsetu za kupno "Fe-16" w Polsce pokazał się amerykański ryż hodowany na GMO-ju, czyli zmieniony genetycznie, produkowany przez Bayer Crop Science (co można przetłumaczyć jako "naukowy urodzaj firmy Bayer"). Jak widać członkostwo w Unii Europejskiej nie zabezpiecza przed tego rodzaju lewym eksportem. I co na to jego rolniczość pan Lepper? Przestaję kupować każdy ryż, bo istnieje prawdopodobieństwo, że ten zmodyfikowany genetycznie jest wymieszany pół na pół ze zwyczajnym i może znajdować się w każdej sprzedawanej paczce i to nie koniecznie pochodzącej z Ameryki. Zresztą i ten "normalny" też jest do niczego. Mało kto pamięta, że jak USA zaczęły karmić Wietnamczyków swoim oczyszczanym, białym ryżem (tzw. ryż polerowany), to większość "żółtych" zaczęła chorować na Beri-Beri (zwyrodnienie tkanki nerwowej z uszkodzeniem mózgu, rdzenia kręgowego i serca). Chorobę opanowano po wyrzuceniu z jadłospisu ryżu Wuja Sama i powrocie do swojego, nieoczyszczanego.

P
olitycy, zwłaszcza ci "pracujący" w Warszawie już dostają orgazmu. Wiadomo - nic tak nie nakręca, rozgrzewa i podnieca jak walka polityczna. Założyciel przystanku Włoszczowa-Gosiewo nazwał nawet wybory na sołtysa stolicy "drugą Bitwą Warszawską". Pierwsza wiadomo - zatrzymała bolszewicką nawałę na przedpolach Europy, a ta druga? Jak na razie ma otworzyć Warszawę dla nowszych bolszewików, czemu nawet pogoda sprzyja, bo strasznie wieje ze wschodu. Trupy już się ścielą i nawet wielki rycerz z Legionów Pana Romana padł w walce z jajcarskin wodzem oddziału "Krasnoludków i Gamoni" (miał nawet 10 razy mniej głosów niż internetowy pupil, pan Kononowicz z Białegostoku, kóry obiecał "że nie będzie nic"). Wedle proroków od sondaży prowadzi pani Hajka, na którą będzie głosować ponad 50% zapytanych w jednej dzielnicy, która popiera umiarkowanych komunistów i tow. Szymona, a jedna polskojęzyczna "eineszwajnecajtung" już wręcz mówi, że wygrają "nasi", bo dużo wyborców jest umiarkowanych w zdrowym rozsądku. Tak czy owak dłuższego metra w stolicy nie będzie, a zwycięzca wybierze tylko kolor farby do pomalowania tego, co już jest. Jak będzie na czerwono, to wiadomo... obrano "jedynie słuszny" kierunek.

P
rezydent, aczkolwiek z niechęcią, podpisał kolejna wersję ustawy frustracyjnej. Czy to coś zmieni? Kompletnie nic, bo jest to musztarda po obiedzie z zeszłego wieku. Zresztą ustawa ma być jeszcze zmieniona, bo są wątpliwości co do czarodziejów z krainy OZi, a reszty i tak w sumie to nie dotknie. Jak pamiętamy, słynny instytut powstał dopiero po weryfikacji dokumentów byłej bezpieki najpierw przez komisję jednego redaktorka, a potem przez samych zainteresowanych, więc w zbiorach instytutu są tylko "zmiotki" z magazynu, jak nie przymierzając "czaj typu Ulung" z epoki wczesny Gierek. Sami zainteresowani mówią, że to tylko 10% pierwocizny. Instytut właściwie zrobił już, co do niego należało - rozdał tym co powinien (i tym co nie powinien) statusy "pokrzywdzonych" a teraz zajmuje się tylko wyławianiem planktonu, na którym i tak nikomu właściwie nie zależy. Najbardziej wartościowi TWarzysze i TWarzyszki mogą nadal żyć spokojnie i zawijać w sreberka swoje "zdobycze".

C
zy chciałbyś umrzeć po zażyciu tabletki, która miała uratować ci życie? Z pewnością nie. Ostatnie wydarzenia w systemie polskiego lecznictwa, spowodowały już zapewne nawyk czytania wszystkich ulotek dołączanych do leków i ponure myśli przed połknięciem tabletki lub wzięciem zastrzyku. Jednak to nic nie da, ponieważ na ulotce i tak nie wyczytasz wszystkiego, gdyż producent nie napisze wszystkiego, bo albo sam nie wie, albo świadomie zatai niewygodne wiadomości, bo przecież nikt by tego nie kupił. Czy zauważyłeś gdzieś na ulotce zapis, że systematyczne używanie witaminy "C" powoduje mikrowylewy krwi w żołądku, zaburzenia gospodarki cukrowej i powstawanie kamieni w nerkach? A czy ci, co reklamują jedną tabletkę aspiryny dziennie jako panaceum przeciwko zawałowi napisali, że po kilku latach nabawisz się owrzodzenia zołądka? Oczywiście, że nie. Chorego nie wolno denerwować , bo przestanie kupować ten chemiczny chłam. A czy uważasz, że ktoś poniesie odpowiedzialność za zamianę leku na inny, śmiertelny w Jelfie? Jeśli tak, to się grubo mylisz. Raport sporządzony po kontroli jest własnością zakładu i z pewnością nie ujrzy dziennego światła. Już zamawia się następne ekspertyzy, sprawę się przeciąga, aż stanie się medialnie nudna i rozejdzie się po kościach. I tu nie pomogą protesty pracowników, bo niewolnik nie ma wpływu na decyzję swojego pana, a panem Jelfy nie jest Polska tylko Litwa i nie jest to wewnętrzna sprawa Polski ale już Unii Europejskiej, która musi dbać o zyski swoich członków. Winnego i tak nie znajdą, bo u nas za błędy jeszcze nie odpowiada człowiek tylko system. Jak na razie szukają nabywców "corhydronu" i do pełnego bilansu brakuje tylko 11 tysięcy nabywców. 11 tysięcy potencjalnych (odpukać) "aniołów".

C
zy przypadek prezesa Polsatu, to wyjątek czy reguła? Czy tak wyglądały początki wielkich karier finansowych, gospodarczych (i nie tylko) w początkach "suwerennej" III RP? Wydaje się to bardzo możliwe. Oczywiście, że nie można nikogo oskarżać jak się nie ma pewnych dowodów, ale czy takie lub inne dokumenty nie świadczą o tym, że "grupa trzymająca wszystko" dokładnie wszystko wyreżyserowała? Prezes czworga nazwisk i ośmiu paszportów zarzeka się, że do współpracy został zmuszony i współpracował krótko, na dodatek "ze wstrętem" nikomu nie robiąc krzywdy. Można i tak to przyjąć, bo dowodów kim (pryncypał i on sam) byli zainteresowani nie ma. Dokument o podjęciu współpracy nie daje całkowitej pewności, że taka współpraca przebiegała owocnie dla obu stron, ale można też założyć, że brakujące w teczce dokumenty istnieją, choć znajdują się nie w tych rękach co powinny. Może pan prezes otrzymał "delikatne" przypomnienie dzięki komu urósł w taką siłę? Incydent można przecież zinterpretować jako swego rodzaju ostrzeżenie - "Czy pamiętasz, dzięki komu masz swoją telewizję i komu masz służyć? Wiesz chyba, kto ma w ręku resztę dokumentów z twojej teczki i jak będziesz niegrzeczny, może nastąpić "przeciek" a wtedy dokładnie wiesz, czym się to skończy". W Polsce wszystko jest możliwe, bo bezprzykładny atak niektórych mediów na PiS bardziej przypominał "spłacanie długu" komuś niż merytoryczną dyskusję nad możliwościami tej partii. Wczoraj Suboticz, dzisiaj Solorz. Kto jutro? Teraz telewizja. Które z mediów następne? A czy mogło być inaczej? Mogło - przeczytaj.

P
an minister od spraw zdrowotności narodu raczył powiedzieć - "Mam swój honor. Już raz podałem się do dymisji. Ale jak chcecie mnie rozliczać za pomylenie ampułek, to ja to pieprzę! Nie chcę być ministrem". Święte słowa i można jeszcze dodać to, co powiedział znany polityk jednemu dziennikarzowi. I nie chodzi tu bynajmniej o same ampułki, tylko o to, że Pan minister nie zrobił nic, by rozpieprzyć ten lewacki twór, w całym kraju zwanym już Narodowym Funduszem Zgonów, dzięki któremu tysiące Polaków już nie musi się martwić o swoje zdrowie. Oczywiście powie Pan, że to wina systemu. Owszem, ale ten system wprowadzili ludzie myślący jak pan, a Pan jako minister mógł to zmienić, tyle tylko że się nie chciało. Jako kardiolog doskonale Pan wie, że zawału nie wyleczy się tabletkami od bólu głowy, a Pan tak leczył polską Służbę Zdrowia. Życzę Panu bardzo dużo zdrowia, bo w Polsce żeby chorować, trzeba mieć końskie zdrowie.

C
hoć sprawa doczekała się finału, doszło do nowej "bitwy pod Rospudą". Specjalny pociąg przywiózł do Augustowa połączone siły stowarzyszenia Zielone Mazowsze i Grinpicu Polska w sile dwustu (szcz)ekologów, którzy "namawiali" mieszkańców Augustowa do przerwania rozpoczętych prac nad wiaduktem. Przeszli zwartą grupą pod Urząd Miasta i rozwinęli transparenty, że oni, przyjezdni - są przeciw. Mieszkańcy wyrażali swoje zdanie, ale do prasy dotarło tylko "nie chcemy was tutaj", bo chyba tylko to nadawało się do druku. Zrozumienie dla problemu mieszkańców Augustowa wyrażono na transparencie "Obwodnica - TAK. Przez Rospudę NIE". Czyli na nasze - ręce precz od żab i komarów, a obwodnicę wybudujcie sobie w okolicach Warszawy.

P
iątkowa awaria, która spowodowała brak prądu w trzech dzielnicach śródmieścia Warszawy, nawet na moment nie przyćmiła walki o stołek sołtysa, ani nie popsuła dobrego humoru rządzącym. Przeprowadzono dochodzenie, które wykazało jakiś ludzki błąd podczas remontu i sprawa rozeszła się po kościach. Drodzy Warszawiacy, czy wam potrzebna jest naprawdę kilkudniowa awaria byście zrozumieli, że zamiast bawić się w wybory puszczając kolorowe kondomiki, pieniądze należy przeznaczać i to szybko w modernizację i remont sieci elektrycznej, zamiast wyrzucać je w błoto? Czy wiecie ile kabli w waszym mieście pamięta jeszcze czasy tow. Edwarda? Że co? Że zadziałały źródła zastępcze? A ileż one będą działać, gdy awaria obejmie całe miasto i na kilka dni? Czy będziecie oddawać własną benzynę do szpitali, metra itp? Prawda, że Warszawa to nie Nowy Jork, ale Warszawa nie posiada tak sprawnych służb komunalnych jak tam, a prezydent Warszawy to nie burmistrz Nowego Yorku. Wam wystarczy tylko tydzień bez prądu, aby wasze miasto umarło, czego oczywiście wam nie życzę. Myślę, że już czas się zastanowić co by było gdyby i realnie zacząć myśleć o poważnej awarii, która jak sądzę, puka już do waszych drzwi.

N
ieznajomość prawa szkodzi, a wykształcenie nie świadczy wcale o lotności rozumu. Jak głosi art. 177 ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu - wygaśnięcie mandatu posła następuje m.in. wskutek powołania go na stanowisko radnego rady gminy, rady powiatu lub sejmiku województwa. Nie wiadomo także, co kierowało niektórymi posłami, którym widać władzy sejmowej było za mało i postanowili dołożyć sobie mandat radnego w swoich miejscowościach. Pazerność czy zwyczajna głupota - trudno wyczuć, ale już wiadomo, że kilku na własne życzenie zamieniło miesięczną, 10-tysięczną dietę posła, na marne 2 tysiące za posadkę radnego. Ciekaw jestem jak zareagowały ich żony na taką wiadomość. Na wszelki wypadek współczuję.

J
ak z kocmołucha i wsiowego obrzympały zrobić polityka, wie tylko niejaki Tymochowicz, który próżność i pychę potrafi zamienić na ciężkie pieniądze (oczywiście dla siebie). Jeśli ktoś chce, może wydać fortunę, by stać się politykiem rasy polskiej. Można też być samoukiem i wystarczy zastosować się do rad, których udziela ten "nauczyciel-cudotwóca". Musicie zaprzyjaźnić się z najbardziej brukowymi dziennikarzami. Ważne, żeby o was pisali, obojętnie jak, byle nie przekręcali nazwiska. Trzeba stworzyć sobie legendę. Dziennikarz to nie ksiądz, gazeta nie konfesjonał, a opinia publiczna nie Bóg. [...] Polacy mają wszystko w dupie. Jeżeli chcemy oddziaływać na masy, musimy poznać psychikę debila. Szczerością nic nie zdziałacie. Liczy się tylko cynizm! [...] Przed czterema laty Tymochowicz powiedział w wywiadzie, że polityk to taki sam produkt jak płyn do płukania protez. Uczę polityków, jak skutecznie kłamać. Jeśli to działa, bo jak widać - osiągają wysokie pozycje, to nie mam się czego wstydzić. "Ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio" - śpiewała kiedyś piosenkarka. Miała to być parodia polskiej reklamy produktów socjalizmu, ale jak się okazało piosenka była prorocza. Dziś w Sejmie czy Senacie zasiadają albo potomkowie zwykłych komuchów albo ludzie po "szkółce" Tymochowicza. Nie wyszło w życiu, to z pewnością wyjdzie w polityce. W polskiej tylko polityce, gdzie króluje miernota.  przeczytaj

P
o ostatnich wyborach politycy pogłupieli do szczętu. Pomroczność jasna padła na Partię Obrażonych i jej politycy bardzo długo nie mogli odnaleźć drogi do własnych kancelarii, myląc je nagminnie z kancelariami "czerwonych kapturków". Ale nawet ta "przypadkowa" wymiana poglądów nic nie dała, bo tow. Szymon odmówił oddania swoich głosów na najpiękniejszą Chinkę wśród Polek. Wczoraj pokazała się o wiele groźniejsza rysa w układzie kaszubsko-galicyjskim, bo premier z Krakowa oficjalnie poparł kandydata na prezydenta Krakowa z wrogiego PiSu, co "walnęło" wodza "donaldystów" i zakrawa na zdradę stanu, a przynajmniej na partyjny skandal. Pan prezes oczywiście - "siła spokoju" - nic się nie stało, ale już widać wyraźnie, że bajarz ludowy dwojga imion szykuje sobie miękkie lądowanie w ukochanym Krakowie. Reszta bez zmian - te same gęby i te same głupkowate wypowiedzi. Chociaż... nie. PiSankowi posłowie przygotowali polskiemu narodowi niespodziankę - płytę z kolędami na święta (oczywiście, że nie za darmo). Hitem ma być kolęda - "Przy żłobie leżymy, nic se nie robimy, pieniądze nam lecą, wam szczęścia życzymy". No to niech będzie... enter.

P
an premier po obejrzeniu stada baranów w gospodarstwie pana Kluski, doznał olśnienia i rzucił hasło: "oczyścimy Polskę z agentury i niektórych służb specjalnych oraz nadmiernej biurokracji". Żyję trochę dłużej niż pan premier i jak sięgam pamięcią z biurokracją walczyć już zaczynała ekipa Bieruta, a każde następne władze intensyfikowały walkę. Jak widać jest to walka z hydrą, gdzie obcinając jeden łeb, na jego miejscu wyrastają trzy następne. Cała prawda opiera się na jednym niezbitym fakcie - nadmierny rozrost biurokracji w Polsce jest skutkiem nieprzestrzegania tzw. sztywnych etatów w zatrudnieniu i to na szczeblu państwowym. Czyli krótko mówiąc - pan dyrektor musi mieć swojego zastępcę, zastępca swojego, zastępca zastępcy ustanawia swojego itd., a wszyscy rządzą jednym robotnikiem. Każdy zastępca, wiadomo - szarża i musi mieć swoje biuro, a jak biuro to musi być sekretarka, musi być specjalista od parzenia kawy i oczywiście sprzątaczka, która po dniu "urzędowania" musi wymyć gary, sprzątnąć popielniczki i czasem wyszorować sracz. Reasumując - do wyprodukowania jednej cegły przez robotnika potrzeba jego samego i całego aparatu "nadzoru" w liczbie kilkunastu osób. Wyprodukowanie jednej cegły to parę złotych i trochę czasu, ale trzeba wynagradzać wszystkich i tak z paru złotych robi się paręset. Doliczając funkcyjne, nagrody i dodatki łatwo obliczyć ile pieniędzy idzie na trawienie fusów i pierdzenie w stołek, a ile na właściwą pracę. Biurokracja będzie nadal, bo psu kości z mordy nie wyszarpniesz, a co najgorsze taką walkę trzeba zacząć od siebie i to właśnie w Polsce jest niewykonalne. Ryba śmierdzi od głowy, ale skrobie się ją od ogona.

B
adania zlecone przez WTO, przeprowadzone przez kilka niezależnych od siebie instytutów, wyraźnie wskazują, że szczury i myszy, którym podawano żywność modyfikowaną genetycznie (GMO) giną znacznie prędzej, a także znacznie częściej chorują, od tych które dostają normalną żywność.

T
o czego nie zdołali Niemcy podczas 5-letniej okupacji, a potem przez pół wieku wschodnia i rodzima bolszewia, zdołała zrobić polska władza w ciągu 18 lat tzw. transformacji. To, co zbudowali dziadowie i ojcowie trafił szlag. Polska prywatyzacja polegała głównie na oddaniu narodowego dobra w ręce rodzimych hien albo "zagranicznego kapitału". Nie wiem ile czasu Mickiewicz tworzył "Dziady", ale Balcerowiczowi udało się to w bardzo krótkim czasie. To, że pracownika traktuje się na równi z bydłem, dowiadujemy się codziennie, a już szczególnie podczas wielkiej ludzkiej tragedii. Halemba pokazuje to w dobitny sposób. Tylko z żądzy zysku posłano na śmierć kilkunastu ludzi, bo dokładnie wiedziano, co może się zdarzyć. "Neutralizacja" mierników metanu jest aż nadto oczywista i powszechnie znana, ale nasze sądy nigdy tego nie zdołają udowodnić. Jak zwykle wtedy nawet w politykach budzą się ludzkie odruchy, ale na tym się kończy, czego doświadczyli zwykli ludzie po powodzi tysiąclecia, po katastrofie katowickiej hali i wielu innych mniejszych czy większych tragediach zwykłych ludzi. Jak na razie zamiast budować, lewactwo i liberałowie fundują nam tylko jeden program - zniszczyć. Jak ostrzegają ludzie myślący, czeka nas jeszcze jedna katastrofa na skalę kraju - za niecałe 9 lat zbankrutuje ZUS. Co wtedy?

W
poszukiwaniu oszczędności władze etiopskiego ZOO są zmuszone do uśmiercania trucizną lwiątek, których nie są w stanie wyżywić i pielęgnować. Martwe zwierzęta są odsprzedawane do wypchania za równowartość 170 dolarów za sztukę. Jak wygląda sytuacja w naszych obozach koncentracyjnych dla egzotycznych zwierząt? Jak na razie jest cicho, bo tam gdzie powinni, to ani "grinpic" ani obrońcy zwierząt ani ekolodzy nie docierają.

C
zy nie może być tak i u nas? Bandycie, który ukradł około miliona Euro z włoskiego banku odebrano tylko połowę łupu. Tamtejszy urząd skarbowy zasądził od niego podatek od wzbogacenia z sumy, której nie udało się odzyskać.

N
atura dała potężnego prztyczka w nos pyszałkowatym naukowcom. "Myśleliśmy, że nasze geny różnią się od siebie tylko detalami. Bzdura! Okazuje się, że różnice są ogromne, a to oznacza rewolucję w wykrywaniu i leczeniu chorób genetycznych. Nikt się nie spodziewał, że aż tak bardzo różnimy się jeden od drugiego - ekscytuje się dr Matthew Hurles z Wellcome Trust Sanger Institute, jeden z autorów przełomowego odkrycia. Jego zespół zbadał DNA 270 osób. Okazało się, że miejsca genomu, które były charakterystyczne dla każdej z osób, obejmowały aż 12% całości ich DNA! To oznacza całkowitą zmianę podejścia do genetyki człowieka".  przeczytaj Cukrzyca, to nie choroba genetyczna, to nałóg złego jedzenia "zdrowej" żywności. Czy wiesz, że pijąc namiętnie Coca-Colę odwadniasz organizm?

W
ielu ludzi w Polsce, szczególnie chorych, emerytów i rencistów, jest zbulwersowanych strajkiem listonoszy. Rzecz zrozumiała, bo nagłe pozbawienie środków do życia wyzwala emocje i natychmiastową chęć posiadania "kałacha" z dużą ilością amunicji. Ale czy naprawdę winni są tu listonosze? Czy ktoś zadał sobie pytanie, dlaczego traktuje się ich nie jak ludzi, ale jak muły do dźwigania ciężarów i co trochę dokłada się bez żadnej rekompensaty? Czy ktoś zadał sobie pytanie, kto zgarnął i zgarnia bajońskie sumy pieniędzy za roznoszenie tysięcy ton pierdołowatych reklam i wyborczego chłamu, które i tak wszyscy wyrzucają do kosza? Tu działa zasada starożytnych faszystów - "divide et impera" i dlatego kopie się psa, który jest "pod ręką". Czas chyba najwyższy, by ta komusza maszynka do robienia pieniędzy, ale tylko dla nielicznych, wreszcie przeszła w ręce kompetentnych i uczciwych Polaków. Dla Poczty Polskiej (i nie tylko) kary w setkach milionów złotych nakładane przez Urząd Ochrony Konsumenta nic nie znaczą, bo zawsze uderzą finansowo w zwykłego pracownika i klientów, a nie w odpowiedzialne za to hieny. Czas skończyć z monopolem czerwonych cwaniaków i dlatego popieram strajk listonoszy, choć też odczuwam jego skutki.

M
otłoch, protestując przeciwko wojnie atomowej, jest głupi. Okazuje się, że wojna jądrowa może być błogosławieństwem dla ludzkości (oprócz tej, która wyparuje ). Może być nas mniej, co byłoby wskazane ze względu na kurczące się zapasy kopalne, wodę i żywność, ale za to dużo zdrowszych. A oto kilka wnisków Komitetu Naukowego Narodów Zjednoczonych do spraw Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR) - "Okazało się, że ludzie z okolic tych miast (Hiroszima i Nagasaki), którzy ocaleli po atakach jądrowych, rzadziej chorowali na białaczkę, a wśród ich dzieci odnotowano niższą o 4% śmiertelność oraz o 20-30% mniej zaburzeń dotyczących liczby i struktury chromosomów". [...] "Okazało się, że wśród napromieniowanych robotników (pracujących przy łodziach podwodnych o napędzie nuklearnym) śmiertelność była o 24% niższa niż wśród ich kolegów niestykających się z pierwiastkami radioaktywnymi. Jeszcze bardziej szokujące były dane dotyczące umieralności na białaczkę: wśród silniej napromieniowanych pracowników stoczni była ona rzadsza aż o 58%!". To tylko nieliczne przykłady zbawiennego wpływu promieniowania po wybuchach jądrowych na ludzkie życie. Dlaczego więc USA tak negatywnie reagują na programy atomowe Iranu i Korei Południowej? Czyżby chodziło o zachowanie światowego monopolu na zdrowie? Przeczytaj cały artykuł -  przeczytaj

J
eden z ostatnich führerów Europy, bat'ka Aleksander Łukaszenko, zwany przez swoich "łukaszysta" lub "Kałaszenko", ogłosił narodowi, że sfałszował wybory ale na swoją niekorzyść. W ostatnich wyborach uzyskał 93,5% poparcia narodu i tak się przeraził, że polecił ogłosić iż wygrał tylko z 86% poparciem, by zmieścić się w europejskim wskaźniku. Zapomniał dodać, że wygrał dzięki frekwencji sięgającej 110% oraz tego, że wyniki wyborów były już znane na kilka miesięcy przed wyborami.

Ź
le się dzieje w państwie polskim. Tragedie, takie jak w Halembie czy w Hali Katowickiej będą się powtarzać, dobitnie świadcząc o jednym - o całkowitym rozkładzie służb i osób odpowiadających za bezpieczeństwo na najniższych szczeblach. Funkcje "behapowca" czy inspektora nadzoru sprowadzono do roli figuranta na liście płac i taki chcąc utrzymać się na stanowisku musi dmuchać w tą samą trąbę co właściciel, będący nierzadko łajdakiem. Właściciele natomiast boją się już tylko jednej instytucji - NIKu, ale jeden NIK na całe schorowane państwo niestety nie wystarczy i nawet jeśli stwierdzi uchybienia, to ukarać może tylko sąd, a jak pracują sądy każdy widzi. Wszystkie poważniejsze sprawy są obliczone na przedawnienie lub, co gorsza, na "kolesiostwo". Jeśli zaś dojdzie do rozprawy, to stajemy się świadkami prawnego "pokerka", rozgrywanego między prokuratorem a adwokatem, a tu wszystkie chwyty dozwolone, bo nie chodzi o sprawiedliwość tylko o wyszukiwanie uchybień proceduralnych w amerykańskim stylu. Sprawy zaś toczą się latami, co sprzyja "rozwodnieniu" sprawy, a niekiedy wręcz liczy się na zejście śmiertelne głównych świadków lub na przedawnienie. Prokuratorzy coraz bardziej niemrawi, a adwokaci coraz bardziej szczwani, zwykle wprost proporcjonalnie do zarobków. Rola sędziego sprowadza się najczęściej do odraczania rozprawy do następnego razu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mając "na dłoni" luki w polskim prawie, obibokom z Wiejskiej nie chce się ich poprawiać, a to zachęca wszelkiej maści szubrawców.

E
gipt ma swoją "klątwę faraona" ale i u nas daje znać tajemnicze zjawisko, które można nazwać "klątwą Papały". Osoby ze świecznika lub ogarki, które już z niego spadły, zaczynają popełniać "samobójstwa" a szczególnie ci, którzy mieli związki (o których wiemy lub niebawem się dowiemy) ze śmiercią generała. Jest to szczególny rodzaj samobójstw, bo popełniają je ludzie, którzy jeszcze poprzedniego dnia bardzo kochali życie. Co ciekawsze, od pierwszego razu udało się tym, którzy siedzieli akurat w pilnie strzeżonych "pojedynkach" pod "czujnym" okiem strażników. Ci na wolności robią to gorzej, że wspomnieć tylko jednego denata z SLD (nota bene rycerza Okrągłego Stołu), który aż trzy razy oddawał do siebie śmiertelne strzały. Ostatni "samobójca" jeszcze żyje, ale nie wiadomo czy niewidzialna ręka nie "pomoże" mu w spełnieniu klątwy. Cyniczny jestem? Owszem, bo śmierć niektórych "uczciwych i prawych" Polaków po prostu mnie cieszy. Żal tylko, że swoje brudne tajemnice zabierają ze sobą do grobu, by chronić tych, którzy swoje przedkładają nad ich życie.

J
eden czerwonawy pacynek o "wzmocnionych" oczach z Partii Obrażonych zarzuca polskiemu rządowi, że "weto ws. Rosji może całą Unię zwrócić przeciw Polsce". Widać on i jego lewaccy kolesie byliby wielce zadowoleni, by jak dotąd lizać "wielką czerwoną" i kłaść uszy po sobie za każdym jej "kichnięciem". Czy po to, tacy jak on i kumple lewacy, tak pospiesznie wepchnęli nas w ramiona tej europejskiej rodziny? Właśnie teraz się okaże czy jesteśmy równoprawnym jej członkiem, czy tylko bachorem do bicia i pasierbem na posyłki. "Ja dzisiaj jestem jak najdalszy od krytykowania rządu polskiego, raczej formułuję oczekiwania i wskazuję rządowi polskiemu potrzebne kierunki działania". Panie czerwony demokrata, nie wciskaj się pan między wódkę a zakąskę. Takich "doradców" jest i u nas i za granicą na pęczki. Trzeba było wygrać te wybory, wejść w koalicję z komuchami i dalej pracowicie rozwalać nasz kraj w braterskim przymierzu z "wielką czerwoną". Ale nie wyszło i tego wy, farbowane lisy, nie możecie przeboleć.

Ż
yje sobie w Polsce człowiek, którego komuna, esbecja i urząd skarbowy razem wzięte nie zdołały wdeptać w ziemię. Fałszywie oskarżony tylko za to, że nie chciał opłacać się łajdakom, a pieniądze przeznaczył na budowę świątyni. Wypuszczono go za gigantyczną kaucją, której losy nie są znane (można się tylko domyślać, bo to tajemnica państwowa). Silny człowiek. Nie dość, że zdołał wydostać się z komuszej gnojowicy, to jeszcze stanął na nogi i pomaga innym. Założył gospodarstwo ekologiczne, hoduje owce i mógłby nawet wytwarzać biopaliwo na własne potrzeby, ale polskie prawo stoi na straży monopolu i takich wsadza za kraty. W swoim gospodarstwie potrafi z mało znanej rośliny - lnianki, wyprodukować 4 tony paszy i 2 tony oleju, który można użyć i do jedzenia i do napędzania traktora. Potrafi również wytwarzać prawdziwe oscypki, ale ich nie sprzedaje, bo jak na razie wzięcie mają licencjonowane podróbki ustawionych już "towarzyszy", o czym doskonale wiedzą zakopiańscy turyści, którym po zjedzeniu takiego odbija się krowim mlekiem.  przeczytaj Licho jednak nie śpi, bo niektórzy widzieliby go na stanowisku prezydenta RP. Wierzę jednak w niego i wiem, że zbyt ceni w sobie jedną rzecz - człowieczeństwo, a prezydentem, na swoje szczęście, być nie musi.

J
ak twierdzą niepoprawni optymiści z GUS - "Spada liczba bezrobotnych w Polsce. W październiku stopa bezrobocia wyniosła 14,9 procent i była niższa od wskaźników wrześniowych o 3 dziesiąte punktu. Liczba osób pozostających bez pracy spadła w ciągu miesiąca o 62 tysiące osób". Jak sądzę, GUS (tam wynaleziono Balcerowicza) działa na podobnej zasadzie, co ośrodki badawcze opinii społecznej określające poparcie dla polityków i skłaniam się do tezy, że spadek bezrobocia jest wynikiem działania NFZ (Narodowego Funduszu Zgonów) i chyba są to jego dane.

M
ilton Friedman - "Nic nie tworzy tak wielu miejsc pracy dla ekonomistów, co kontrola i interwencja ze strony państwa. Dlatego wszystkich ekonomistów cechuje schizofrenia: ich dyscyplina naukowa każe im faworyzować wolny rynek, ich własny interes każe im faworyzować interwencjonizm państwa. Nie istnieje coś takiego jak darmowe obiady. Dla polityka istnieją dwa rodzaje pieniędzy: moje pieniądze i wasze pieniądze. Wasze można wyrzucać przez okno - przecież nie są moje". Autor był Bogiem naszego Balcerowicza i stąd jest tak a nie inaczej.  przeczytaj

W
brew obietnicom kardynała Dziwisza, w dalszym ciągu trwa "wdeptywanie" w ziemię księdza Isakowicza-Zaleskiego. Pałeczkę przejął biskup krakowski, który na spotkaniu z duchownymi publicznie go poniżył  przeczytaj (biskup to taki ksiądz, wśród których należy szukać księży szczerze oddanych komuszej bezpiece). Ks. Isakowicz-Zaleski jest już w zasadzie bezbronny. Pozbawiono go rękopisu książki (wydanie jej jest bardzo niepewne) i zabroniono wypowiadać się na jej temat. Być może to ośmieliło tego biskupa do takich wypowiedzi, bo nikt uczciwy, nie uwikłany we współpracę z esbecją, nie wypowiada się na ten temat i w taki sposób. Osaczony pies zawsze będzie ujadał i kąsał. Widać jednak, że coraz mniej ludzi angażuje się w obronę księdza Isakowicza i to jest smutne. To jest zwycięstwo bezpieki i tych, co jedli im z ręki. Człowieka, który walczył o lepszą Polskę, traktuje się jak trędowatego i szkodzącego kościołowi. Panowie, dziś władający Polską - Prawo jakieś tam mamy, ale Sprawiedliwości na razie żadnej. Czy tak już zostanie?

T
rybunał Stanu umorzył postępowanie w sprawie byłego ministra skarbu Emila Wąsacza. Sędziowie przychylili się do wniosku obrony o umorzenie postępowania ze względów formalnych. Co z tego wynika? Ano to, że sporządzający wniosek do Trybunału posłowie, to urzędnicze niemoty, które na prawie znają się tak, jak wół na grawitacji. Dlatego pan Emil może spać spokojnie, dopóki paniskom wydawać się będzie, że ich życzenia są tożsame z polskim prawem.

Z
aszczepiajcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia i godziny... "Rutynowe szczepienie dziewcząt i młodych kobiet przeciwko wirusowi HPV, który wywołuje raka szyjki macicy, zalecają polskie i międzynarodowe towarzystwa medyczne. Szczepienie to nie zwalnia jednak kobiet z obowiązku wykonywania cytologii. Zagrożenie rakiem szyjki macicy dotyczy głównie niezamożnych i słabo wykształconych pań z małych miast i wsi". A więc niezamożne i słabo wykształcone, zaszczepiajcie się, bo to tylko drobne 1500 złotych. Na własne życzenie zostaniecie zarażone wirusem raka, który może wam pomoże w produkcji przeciwciał, bo tak wyszło naukowcom na szczurach. Dlatego to szczepienie nie zwalnia od systematycznych badań, bo trzeba w porę wykryć raka, którego wam wszczepiono. Lekarzy, którzy twierdzą, że rak atakuje przede wszystkim ludzi, którzy są niedożywieni, źle odżywiani i którzy na skutek braku witamin obniżają swoją odporność, nie cytuje się, bo psują szyki nowoczesnej medycynie i farmacji. Najważniejsze to posiać strach i czekać jak pieniążki same zaczną spływać do kieszeni, a żeby był większy zysk zaleca się nawet szczepić chłopców w wieku 9-15 lat jako roznosicieli wirusa (chyba w swoich "szyjkach"). Paranoja.  przeczytaj

A
jednak Saddam Hussain posiadał broń masowego rażenia. Jak wynika z filmu wideo znalezionego w Iraku, Saddam Husajn mógł planować użycie łuków, proc i koktajli Mołotowa przeciwko wojskom USA i to na masową skalę.

W
ygląda na to, że Polska może zostać oskarżona o współudział w morderstwie byłego rosyjskiego szpiega Aleksandra Litwinienki. Badania wykazały, że został otruty pierwiastkiem radioaktywnym - polonem 210. Niech tylko Anglicy dowiedzą się, kto ten pierwiastek odkrył... i mamy przechlapane. O Mario, Mario, cóżeś nam uczyniła...

C
zy ktoś już się połapał o co chodzi w tych wyborach? Miały zwyciężyć PiS albo PO, a podobno zwyciężyła jakaś partia kułaków. W stolicy wyścig szczurów. Kazek i Hajka idą łeb w łeb, albo jedno wyprzedza drugie o włos, ale nie podają z jakiej części ciała. To, że Borowski z Kwaśniewskim będą głosować na Hajkę G-W, to rozumiem, bo też bym na rodaczkę głosował. Ale co wyrabia ta Platforma Obrażonych - każe głosować na swoich śmiertelnych wrogów. To wszystko wygląda na jakąś wielką akcję dezinformacyjną, ale dla kogo, dla Ruskich? Gorsze jest to, że Polacy po tych wyborach mogą zgłupieć do szczętu. A może właśnie o to chodzi? Jak będzie po wszystkim, to znowu się okaże, że ugotowano nam wspaniałą kuroniówkę na komunie.

J
eżeli ktoś jeszcze myśli, że cywilizowana Europa rozciąga się aż do Uralu, to powinien zrewidować swój pogląd. Wszelkie znaki wskazują, że cywilizowany świat kończy się na Bugu, a dalej to już zwykła średniowieczna mongolszczyzna na bazie marksizmu i leninizmu. Tam jeszcze panuje trucizna, oszustwo, prowokacja i zwykły stalinowski zamordyzm. W taki właśnie sposób traktuje się tam "nie swoje" narody. Z zemsty, że pułkownikowi KGB nie udało się opanować polskiego rynku paliwowego (zawiódł jeden wysoko postawiony agent z nałogiem), powrócono do starych metod. Podpala się litewską rafinerię, którą miał kupić Orlen i nakłada się embargo na niby polskie mięso. Robi się to tak prymitywnymi metodami, że nasi fałszerze pieniędzy z podstawówki, to geniusze komputerowi. Pomogli nam Litwini i teraz wiemy, że "papiery" wykonał jakiś pokurcz z KGB na komputerze typu "Spectrum".  przeczytaj Trudno tylko ustalić skąd pochodzi to rzekomo polskie mięso, bo martwa świnia pary z gęby nie puści, a tym bardziej dawno zjedzona. W Rosji z Europy przyswojono sobie tylko jedno hasło - "Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam". Komuch to zwykły bandyta, ale komuch kapitalista, to na dodatek jeszcze świnia.

W
ielki dzień dziś nam nastał. Obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia. Z tej okazji chcę złożyć serdeczne życzenia kosmitom z Wiejskiej i zapytać kiedy obchodzimy Dzień Komucha-Świntucha i Święto Koszałka-Liberałka, bo to ważne święta w Rzeczypospolitej i nie chciałbym ich przeoczyć. [...] Tatrzański GUS zapodał, że w związku ze spadkiem bezrobocia, przybyło nam kozic, czyli zgodnie ze statystycznym prawem - "jak tu ubywa, to tam musi przybyć". Jak przebiegają zmiany w populacji bezdomnych, odpowiedzialne za to państwowe służby milczą. A co z pogłowiem susłów moręgowych? Grinpic i Zieloni zapadli w sen zimowy? [...] Górale rozpoczęli protesty przeciw oscypkom pana Kluski.  przeczytaj Okazuje się, że nie jest ważne z czego oscypek jest, ale ważne jest, kto go robi, czyli oscypka musi wykonać rodowity góral (co najmniej w stopniu bacy), owca musi być góralska, a sam oscypek może być z byle gówna. Hej. [...] Polak potrafi... Siedzący w pierdlu, znany doktor psychodziecioterapii napisał "Poradnik dla pedofili" i inne opowiadania. Poradnik ma wydać partia tolerancyjnych i kochających po partyzancku. I to by było na tyle.

W
odróżnieniu od 1920 roku "Cudu nad Wisłą" nie było i Warszawa padła. Bitwa warszawska została przegrana i komuna pokazała raz jeszcze, że jak trzeba, to potrafi ścisnąć półdupki, w karnych szeregach ruszyć do urn wyborczych i zagłosować na tego, którego wskazuje towarzysz "Alek". Nie było "swojego", to zagłosowali przynajmniej na "swoją krew". Teraz dopiero stołeczna sołtys będzie miała problem, jak wynagrodzić czerwonym kapturkom swoją "victory". Oficjalnie nie można (bo hucpa), ale po cichu owszem i teraz należy tylko uważnie czytać prasę, a w niej "drobne" zmiany na stanowiskach ważniejszych dyrektorów i "wygrywających" inwestycje w gminie. Z pewnością reaktywuje się też "stary i dobry" Układ Warszawski. Dlaczego PiS przegrał? Dlatego, że nie ma żadnego programu (inni zresztą też) dla tej tzw. IV RP. Dlatego, że dziś w wyborach liczy się pusty czerep (byle znany z tzw. "niezależnych" telewizji), modna krawatka, fryzura i gęba pełna obietnic, najczęściej mało lub wcale realnych. Dlatego, że najczęściej głosują tylko ci, którzy są związani ciepłymi posadkami z nadania partyjnego. Dlatego, że jedyną grupą w Polsce jaka potrafi się zmobilizować, jest stara awangarda przewodniej siły narodu, ich demokratyczno-liberalne dzieci oraz aktyw "narodu wybranego" zaprawiony w walce o władzę już od czasów Bermana, Chajna i Minca. Ci zaś, którzy mogą coś zmienić, wolą siedzieć w domu czekając na samospełnienie przepowiedni o świetlanej Polsce, zapominając o tym, że przepowiednia spełnia się wtedy, kiedy się jej usilnie pomaga. Oczekując na partię-zbawiciela i nie wierząc we własne siły przegrywamy Polskę Polaków. Jak na razie, powrót do przedwojennej koncepcji Judeo-Polonii jest w dalszym ciągu bardzo realny. Komuna nie wróci, bo jeszcze wcale nie odeszła, a bajzel i warcholstwo to jej żywioł i nadzieja na długie życie.

Z
astanawiam się jak potraktować pokaz filmu dla niewidomych w Białymstoku. Czy to ma być forma litościwej pomocy czy obrzydliwie okrutny i głupi żart z ludzkiego nieszczęścia. Jakie wrażenie odnieśli "widzowie" słuchając tylko "narratora opowiadającego o minach i ruchach bohaterów, wyglądzie przedmiotów, krajobrazach czy ruchu kamery", który "musiał ze swoim opisem zmieścić się między dialogami, by nie zakłócić ich odbioru przez widzów"? A może pójść jeszcze dalej i zaprosić głuchych na koncert do filharmonii, gdzie pokaże się im na migi "co jest grane" albo zorganizować festiwal piosenki dla niemych, gdzie wykonawcy będą pisać co śpiewają? Ktoś tu strasznie przegina pałę i jest to po prostu niesmaczne. Takie coś może wymyśleć tylko głupi i podły człowiek.  przeczytaj

K
ażdy już zapewne widział w telewizji "pogodoodpornego" faceta, który namiętnie pije zsiadłe mleko wymieszane z tajnymi bakteriami z naczyńka niewiele większego od naparstka, patrząc z wyższością na swojego psa, który to wszystko ma w swojej psiej dupie. Jedyna prawda, która bije z ekranu, to ta, że facet jest mamono-pazerny i za każdy pieniądz zareklamuje nawet guano. Te wszystkie Actimele, Jogobelle i inne cudowne środki na odporność tracą swą "moc" już w momencie otwarcia i są pomocne jedynie w nagłej sraczce oraz lekko łagodzą ewentualne choroby żołądkowe. Tajne "zdrowotne" bakterie przyczyniły się tylko do zmniejszenia objętości naczynia, za które płacimy tyle samo, co za pół litra zwykłego jogurtu. Jest on lepszy, chociaż i jego nie polecam, bo wystarczy się zastanowić, jakiż to "cudowny" środek powoduje, że owe zsiadłe mleko "wytrzymuje" nawet do pół roku bez śladów zaśmierdnięcia i pleśni. Jeśli dajemy dziecku jogurty osłodzone zwyczajnym cukrem, to zamiast "dobrej" flory bakteryjnej fundujemy mu nadmierną fermentację, która oprócz "zagęszczania" atmosfery, powoli zatruwa mały organizm. Jeśli chcemy naprawdę się uodpornić, to trzeba zacząć jeść codziennie dużo surówek warzywnych, jeść owoce, czyli codziennie fundować sobie naturalną witaminę C. Oglądając reklamy warto uprzytomnić sobie, że dla pieniędzy, każdy jest gotów reklamować nawet kozie bobki na "rozszerzenie źrenic". "Ludzie to lubią, ludzie to kupię, byle na chama, byle głośno, byle głupio". Szkoda, że tej piosenki nie puszczają przed każdą reklamą. W większości jesteśmy pokoleniem myślącym telewizorem, a nie głową.  przeczytaj Do tego jeszcze leniwym i dlatego nie chce się nam samemu zadbać o własne zdrowie.

O
biektywny CBOS przeprowadził obiektywną ankietę - "Która stacja telewizyjna jest najbardziej obiektywna?". Jak się należało spodziewać wygrała TVN przed Polsatem i tzw. telewizją rządową czyli będącą w "rękach abonentów" - TVP. Przypomina to trochę sondaż "Kto, według ciebie, był największym dobroczyńcą ludzkości - Hitler, Stalin czy Saddam?". I po jaką cholerę nam taki sondaż i taki obiektywizm?

P
olacy są prawie w ekstazie, bo mgła opada i nasze aeroplany będą mogły startować i lądować już na naszych lotniskach. Co prawda nasze, według zachodnich standardów, ledwo mieszczą się w definicji lotnisk polowych, ale za to są nasze. Mamy także system przeciwmgielny, oparty na brytyjskim z drugiej wojny światowej, ale go nie używamy, by nie spowodować upadku Orlenu i w obawie przed ciągle malejącą efektywnością rurociągu "Przyjaźń" z powodu "Kałaszenki". Drogich systemów lotniczych do lądowania "na ślepo" też nie będziemy montować, bo niejasna jest przyszłość polskiej energetyki, a wiadomo - radar bez prądu, to jak żołnierz bez karabinu. Dlatego nie ma się co dziwić, że zakupując samoloty dla tzw. VIP-ów, wydatnie obniżono wymagania. Zdziwko mnie zresztą wali, że tak "tanie" państwo (gdzie badanie cholesterolu to tylko 9,60 zł.), wydaje pieniądze na tak drogie samoloty. Nam w zupełności wystarczyłyby dobre i sprawdzone An-2. Startują i lądują nawet na leśnych duktach, latają wolno dając czas na przemyślenia, a poza tym nisko czyli bezpiecznie (o czym przekonał się książę Leszek Czerwony latając nisko helikopterem). Przystosować do tankowania w powietrzu tylko te do wizyt zagranicznych, bo reszta ma przecież wystarczający, krajowy zasięg. Pozostaje kwestia wyboru wystroju, bo samolot produkowano w 16 wersjach, w tym nawet dwa dla VIP-ów (5-6 osób). Możnaby ewentualnie dorobić wersję An-2-endriu (dwóch członków załogi, stewardessa, on sam i 200 kg żarcia) i flota rządowa gotowa. Czyżby zapomniano, że nasz Skarżyński bez tankowania w powietrzu już za Piłsudskiego przeleciał nad Atlantykiem na dużo gorszym RWD-5bis?

F
ala oburzenia i niedowierzania przetacza się przez Poland po tym, jak Internetowy portal "cośtam-cośtam" ujawnił nieprawdopodobny wręcz film z imprezy neofaszystów na Śląsku. No czarna rozpacz, co ta "przyszłość narodu" wyprawia. Neofaszyści, Wszapolska Młodzież, no i nie zapominajmy o "komsomolcach" - tym bijącym sercu lewicy, mają inne programy niż ich ojcowie. Skąd się to to wzięło? Ano stąd, że od roku 1990 wszystkie rządy miały w dupie edukację, a patriotyzmu uczyła ulica, knajpy i dyskoteki. Tu nie trzeba ganić młodzieży, a trzeba ganić tych jełopów zasiadających w Ministerstwie Edukacji po liftingu komunizmu przy "Okrągłym Stole". To filozofia "róbta co chceta" popchnęła młodzież na taki, a nie inny tor. Państwo położyło lachę na wychowaniu i ja się dziwię, dlaczego wszyscy się dziwią. Młody człowiek szuka ideałów i jeśli się go nie ukierunkuje, nie pokaże mu się wzorca, szuka sam i nie zawsze znajdzie to, czego oczekują dorośli. Co młodego człowieka nauczy telewizja, kolorowe brukowce i partyjniackie szmatławce? Przecież ogromna większość polskich mediów jest nastawiona tylko na sensację, głupoty i gołe dupy, bo na patriotyzmie nie zarobiłyby nawet na skórkę od chleba. Młody człowiek szuka programu, który będzie mu odpowiadał i nie jest jego winą, że jedynie dostępne programy, to programy nacjonalistyczne. Dlaczego nacjonaliści potrafili ogłosić swoje programy, a polskie rządy i partie polityczne nie? I tu dochodzimy do sedna sprawy - nacjonaliści mają swoje programy od dawna, a rządy i partie polityczne od samego początku - żadnego. Jaki więc wybór dla młodych ludzi? Kto skierował ten "pociąg" na niewłaściwy tor? Zwrotniczego należy szukać w rządach przefarbowanej komuny i wśród kosmitów z Wiejskiej. To, że można coś zmienić pokazuje dopiero opluwany ze wszystkich stron Giertych, bo to co robi nie jest po myśli komuchów, liberałów, partii "demo" i tej całej zasranej ich "tolerancji".

G
ry i zabawy Jana Marii. Kraków. POkemon Anonim I - "Janek musi ponosić odpowiedzialność za słowa. To dobrze, że opinia publiczna dowiedziała się, że sam Rokita zniża się do targów o stanowiska w magistracie", POkemon Anonim II (lokalny) - "To manipulacja. Tak wygląda polityka uprawiana przez gówniarzy", POkemon Anonim III - "Rokita w obecności wielu osób powiedział, że Ryszard Terlecki nie nadaje się do rządzenia Krakowem, a później zaczął namawiać krakowian, by na niego głosowali. To polityczna schizofrenia albo bezgraniczny cynizm", Schetyna - "Jeśli ten protokół jest prawdziwy, to ocena nasuwa się sama. Pokazuje on bardzo złą stronę polityki", Klich - "Skoro ten protokół wyciekł do prasy, sam mówi za siebie", Polityk krakowski - "Preparowanie oficjalnych dokumentów partii i wykorzystywanie ich do wewnątrzpartyjnych rozgrywek jest zjawiskiem bez precedensu. W Krakowie nigdy nie uprawiało się polityki w ten sposób. "Młodzi" wprowadzili jednak nowe metody", Czerwiński - "Nie można tego zamieść pod dywan. Musimy zbadać, w jakich okolicznościach się to stało. Czy ktoś to zrobił świadomie, czy dał się podpuścić. Sprawa jest na tyle poważna, że na upomnieniu się nie skończy", Klich - "Tego typu wydarzenie paraliżuje jakiekolwiek ustalenia partii politycznej. Nie można wyobrazić sobie sensownej i otwartej dyskusji, jeżeli jej zapis wycieka do prasy. Dziennikarze mają oczywiście prawo, by poszukiwać takich dokumentów. Ale dla funkcjonowania władz partii takie sytuacje stwarzają poważny problem", Schetyna - "Jan Rokita nie uzgadniał z zarządem partii poparcia dla Ryszarda Terleckiego z PiS w drugiej turze wyborów prezydenta Krakowa". Jeszcze "trzecia" nie umarła póki się targujem. Za każde pieniądze pójdziem nawet z...

P
an poseł Jacek Kurski (nie mylić z członkiem załogi okrętu podwodnego ani z uczestnictwem w bitwie pancernej) określił kobiety-polityczki, zasiadające w ławach "polskiego" Sejmu, mianem - kobietony. Pierwsza obraziła się kobieton z czerwonych kapturków Anita ps. Żyleta. To ta inteligentna kobieton, która wykryła pionowe korytarze w redakcji Agory, którymi lew lewitował do ubikacji zaciągać z piersiówki oraz przypomniała Polakom, że w kolorowych skarpetkach chodzą tylko pedały, a pochodzi z Pabianic k/Ksawerowa z rodu zasłużonego w umacnianiu przewodniej siły narodu w epoce "belgijskiego górnika".

M
inisterstwo Zdrowia raczy przypominać młodym ludziom, że prezerwatywa chroni przed AIDS tylko wtedy, gdy się ją zakłada. Kiedyś zapytali górala czy używa prezerwatywy do ochrony przed AIDS... - Jo, panocku caluśki cas ją nosze, a zdejmuje ino do sikania i do dupcenia.

C
hodząca reklama McDonalda o czerwonej orientacji zapowiedziała, że złoży własny projekt nowelizacji ustawy frustracyjnej, bo nie może tak być, żeby w demokratycznym państwie łajdak nie był chroniony przez prawo. Polska nie może być państwem represyjnym wobec członków polskiej sekty asasynów, a demokracja według niego, to demos czyli lud i kratos czyli miejsce, gdzie ten lud powinien się znajdować.

C
zyich dzieci jest najwięcej w Polsce? Oczywiście Galla Anonima. Wiceminister gospodarki rozważa powiększenie liczby urzędników ministerstwa, bo ci którzy już pracują, nie nadążają z czytaniem listów od dzieci Anonima. Listy miały być pomocne w rozwiązaniu problemu "Halemba", ale rzeczywistość przekroczyła najśmielsze oczekiwania, choć na "Halembę" nic jeszcze nie doszło. Jeśli masz coś do anonimowania, to pisz na adres - Plac Trzech Krzyży 3/5, Warszawa. W "Halembie" już drugi tydzień dyrekcja "sprząta" chodnik, zanim zjedzie komisja na oględziny, a komisja musieć czekać, bo bać się groźny metan. Po analizie i posegregowaniu anonimów, premier ma powiększyć NIK, bo zanosi się na kontrole w całym kraju.

W
icepremier ds. zwalczania wciornastków i przędziorków znowu grzebie Zycie w... budżecie. Partia jego domaga się dodatkowych funduszy dla wsi (albo dla WSI). Skąd? Ano stąd - 440 mln. z MON, 407 mln. z Ministerstwa Sprawiedliwości, 500 mln z budżetu Sądów Powszechnych, 200 mln. z obsługi długu krajowego oraz 38 mln. z MSWiA. Czyli razem - ponad 1,5 miliarda złotych, a jak nie dostanie, to znowu ucieka na Białoruś. "Endriu" jest przeciwny wojnie z talibami i chyba to jego sposób na misję w Afganistanie, bo zanim kontygent tam dotrze na piechotę, wojna może się już skończyć. Ciekawe, dlaczego nie żąda funduszy z edukacji narodowej? Czyżby zdziadziały bokser wagi lekko-śmiesznej bał się piąchy młodego Frankensteina? Aha... znalazł też poparcie w partii kułaków sikawkowego generała czyli w partii arbuzów (z wierzchu zieloni, w środku czerwoni).

W
roku 1995 Anna Walentynowicz zadała pytania pewnemu "politykowi": Czy pamiętasz, jak w styczniu 1971 roku przyznałeś, że na żądanie SB dokonywałeś identyfikacji uczestników zajść grudniowych z fotografii i filmu?, Czy teraz możesz podać powody tych działań?, Czy w 1981 roku byłeś informowany przez Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, że Mieczysław Wachowski jest kapitanem SB?, Dlaczego okłamałeś wszystkich, mówiąc o przeskoczeniu płotu, podczas gdy na strajku 14.08.1980 r. zostałeś dowieziony motorówką z Dowództwa Marynarki Wojennej w Gdyni?, W jakiej kwocie Bagsik i inni biznesmeni finansowali Twoją pierwszą kampanię wyborczą?, Czy uważasz za właściwe, że głowa państwa lokuje pieniądze w bankach zagranicznych, wbrew polskiemu prawu?, Za jakie zasługi w obozie w Arłamowie przyznano Ci prawo polowania z Kiszczakiem i 5-tygodniowy pobyt z całą rodziną, gdy innym odmawiano zwykłych widzeń?, Czy pamiętasz swoją wypowiedź w Kongresie USA: 'Lokujcie swoje kapitały w Polsce, bo na nędzy i głupocie można najlepiej zarobić'? Czy nadal tak sądzisz? Czy pamiętasz tego "wielkiego polityka", który do dziś nie odpowiedział?  przeczytaj

Z
programu TVP "Misja specjalna" wysypało sie trochę agentów esbecji. Nazwiska, nie powiem, znane i kiedyś nawet uwielbiane autorytety - Toeplitz, Dziedzic, Passent, Drawicz, Giełżyński i kilkoro innych. Zapewne to tylko nędzny ułamek promila jak na prawie 40-milionowy naród i zapewne rzuceni na pożarcie, bo o tych prawdziwych i wysoko postawionych łajdakach prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy. Niektórzy, dzięki "swoim" kolesiom z IPN, załatwili sobie status "pokrzywdzony" i tak naprawdę weryfikację należałoby zacząć od nich. A niektórzy jeszcze dzisiaj zasiadają w ławach Sejmu lub Senatu, jak np. TW Leopold.

P
ierwszy i najbardziej "pokrzywdzony" w RP odbierze listę osób, które donosiły na niego w czasach PRL. Zestawienie to przygotował gdański oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Na razie ma być ponad setka nazwisk, a potem tysiące i dziesiątki tysięcy. Może się okazać, że cały naród donosił na tego "biedaczka". Jeśli uprzytomnić sobie, kto i po co założył IPN, to nie będzie zdziwienia, jak wśród donosicieli znajdzie się Walentynowicz i Gwiazdę. Ale "pokrzywdzony" jest wyrozumny i entelygentny więc nie będzie krzywdził i nikogo nie ujawni. Wychodzi na to, że listy potrzebował, bo nie mógł odnaleźć starych kumpli , albo będzie nowa partia oparta na jego ko-żyniach.

P
rasa zamieściła artykuł pod tytułem "Komu nie odpowiada ciepła jesień?", który choć traktuje o tych, co uprawiają rośliny, możnaby przetransponować do polskiej (tfu) polityki. Polskie bagno polityczne zaczyna fermentować i zaobserwowano wielki wysyp grzybów, szkoda tylko, że tych "psich". Grzybki, które pokazała "Misja specjalna" już zapowiadają vendettę, bo one tylko halucynogenne i niczemu nie winne, a to co zrobiono, to jest zemsta krwawego Bronka. Kazimierz (od krzyży oświęcimskich) ujawnił współpracę kilku "władców dusz" z esbecją, ale oni, kuria ich mać, nie chcą jak zwykle komentować, bo duszone we własnym sosie jest ponoć najlepsze. Nie myślmy wszakże, że ta walka "na noże" rozjaśni nam w głowach. Na razie zrobiono narodową berbeluchę, w której łatwo ukryć łachmytę i łatwo skrzywdzić uczciwego. Fermentujące bagno też ma tendencję do oczyszczania ale problem w tym, że syf opada na dno i jest niewidoczny. Niektórzy z paniki zaczynają się głupio tłumaczyć. Wiceszef partii wiceministra ds. buraków cukrowych współpracował z mafią i esbecją w fundacji "Pro Civil", ale jak twierdzi nie brał udziału w posiedzeniu zarządu. To za co brał szmal? Za gołego członka? Przeciętny Polak ma tak zamieszane w głowie, że coraz trudniej odróżnia prawdę od esbeckiej manipulacji. Trudno wyczuć, kto pisze prawdę, a kto pod dyktando esbecji, która gazeta opisuje prawdziwe fakty, a która jest komuszym podogońcem albo esbecką gadzinówką, czyje tak naprawdę są te niezależne telewizje. Ile z tego wszystkiego jest polskie, a ile w rękach łajdactwa z zagranicznym kapitałem. Przydałby się wykaz właścicieli mediów i ich rodowód. Zamiast prawdy otrzymujemy pierdoły z CBOS, który tłumaczy nam, że Polacy coraz więcej wiedzą o HIV i AIDS, a ja potrzebuję danych ilu choruje na czerwonkę a ilu na niebieską kiłę.

Myśl polityczna "wielkich polaków" - Artur Sandauer: - W czasie wojny zginęli prości Żydzi i wybitni Polacy. Uratowali się wybitni Żydzi i prości Polacy. Dzisiejsze społeczeństwo w Polsce, to żydowska głowa nałożona na polski tułów. Żydzi stanowią inteligencję, a Polacy masy pracujące. Dlatego antysemityzm, wszelkie odruchy antyżydowskie w Polsce to choroba umysłowa, to buntowanie się ręki i nogi przeciwko własnej głowie. Żydzi są głową Polaków, bo są lepsi, a Polacy to ręce i nogi. Nie może polska ręka bić żydowskiej głowy.

P
an Premier jest zaniepokojony złą prasą i twierdzi, że rząd pada ofiarą niebywałej agresji. Czy Pan, Panie Premierze jeszcze wierzy w fair play w polskiej polityce? Czy nie widzi Pan, że przeciw Panu zawiązała się tajna koalicja politycznego szamba i z prawa i z lewa? Wychodzę z założenia, że Pan doskonale wiedział z kim będzie miał do czynienia. Czy już Pan zapomniał na czym polegała dyktatura proletariatu? Komuna od początku wychodziła z założenia, że przeciwnikowi nie wystarczy przyłożenie noża do gardła. Żeby zwyciężyć należało jeszcze wykonać posuwisty ruch i dlatego sztandar ich jest czerwony. Czy jest Pan taki naiwny, że wierzy w to iż rewolucję można pokonać łagodną ewolucją? Czy Pan jest tak naiwny by nie wiedzieć, że polski liberał i demokrata to przefarbowany łajdak z komuny? Czy Pan zapomniał w czyich rękach znajduje się "polska" prasa, radio i telewizja? Przecież one nigdy nie będą za Panem, bo Pan niszczy ich pracodawców i chce im odebrać "chleb". To jest też władza, choć marionetek, za których sznurki w dalszym ciągu pociągają ci sami, co żłopali wspólnie wódę przy Okrągłym Stole.  przeczytaj Ich głównym zadaniem jest w dalszym ciągu robienie ludziom wody z mózgu. Jeżeli chce Pan wygrać, musi Pan przejąć i zastosować ich metody i ich "etykę". Wiem, że będzie trudno, ale coraz więcej ludzi zaczyna otwierać oczy i dzięki nim jest Pan dziś Premierem. W roku 1990 dokonano V rozbioru Polski i tylko przykre jest to, że rękoma rodzimych łajdaków. Pan nie ma wyjścia, Pan to musi wytrzymać. Powodzenia.

Myśl polityczna "wielkich polaków" - Bronisław Geremek: - cały ruch społeczny, który tworzymy oraz ożywimy go najróżnorodniejszymi nurtami politycznymi, ma na celu doprowadzic do takich zmian w strukturze państwowo-gospodarczej Polski, aby Żydom w Polsce żyło się zawsze lepiej jak Polakom.  przeczytaj

H
ajke złożyła śluby i jest już pełną gębą "priwislanskim" sołtysem. Jak się należało spodziewać już w orędziu "Urbi et Swoim" wskazała kierunek polityczny zwycięskiego marszu - Dobro warszawy nie ma barw politycznych, jestem osobą, która łączy, twardą i dzielną, ale która nie dzieli. Nie zawiodę." Oczywiście zawieść nie może, szczególnie jarmułkowej frakcji czerwonych kapturków, która walnie przyczyniła się do jej wyboru. Znaczy to tyle samo, co zaproszenie szerszej grupy spadkobierców Okrągłego Stołu oraz ich demo'dzieci do rządzenia Warszawką. Znowu wspólnie na jednej platformie pojadą ci sami, którzy tworzyli krajobraz tzw. III RP - AWS, komuna i ci najbardziej obrotni platformiacy z Układu Warszawskiego. A kto będzie ciągnął tę platformę? Oczywiście, że ty - ludu pracujący stolicy. Ktoś musi robolić, żeby dobrze żyć mógł ktoś.

P
artia spadkobierców stalinowskich zbrodniarzy, Sojuz LD, który już od dawna winien działać w podziemiu, głośno domaga się delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej, jako źródła nacjonalizmu. Co robi ta Wszechpolska, że jest tak niebezpieczna dla okrzepłej w bojach partii, a także dla jej cichych przyjaciół? Są niebezpieczni, bo przerwali monopol na "komsomoł" i kuroniowe czerwone harcerstwo, które wykuwały młodą gwardię i hartowały surową stal w duchu internacjonalizmu i antysemityzmu w braterskim przymierzu z Wielkim Czerwonym Bratem (hehehe, który nam semitów podrzucił), a wiadomo - czym za młodu skorupa, tym na starość...". Utrata dzisiejszej młodzieży nie wróży dobrze ich spokojnej starości, a wręcz grozi wymarciem gatunku. Dlaczego ta "WM" jest groźniejsza nawet od neofaszystów? Dlatego, że w deklaracji programowej propaguje myśli Dmowskiego, który doskonale wiedział, czym grozi judeo-polonia (i dlatego Sojuz namalował mu sfastykę na pomnikowej dupie, by śledczych wpuścić w maliny). Dlatego, że propaguje wiarę katolicką i dlatego, że w deklaracji ma śmiertelnie niebezpieczne hasło - "naród jest najważniejszą wartością doczesną". Dlatego usilnie szuka się związków "MW" z faszystami, by mieć najmniejszy choćby pretekst. Konstytucyjna likwidacja właściwej partii neofaszytowskiej nie wchodzi w grę, bo komuna i tzw. liberało-demokraci straciliby naturalnego wroga, który wbrew logice jest jej największym przyjacielem i kto wie czy nie przyszłym "bijącym" sercem. Z "MW" jest gorzej, bo nie można jej zlikwidować na mocy najwyższej ustawy i stare, dobre prawo "dajcie mi człowieka, a znajdę paragraf" nijak tu nie ma zastosowania. Dlatego do walki włączyły się partyjne gadzinówki, podogońce z zagranicznym kapitałem i tzw. niezależne szkła kontaktowe będące na usługach "śródziemia". Pokazując w telewizji zwykłą sympatyczną mordkę prosiaczka nie zainteresuje się nikogo, ale jak mu się dorobi wielkie kły i kaprawe oczy, pokaże że zamiast kopytek ma pazury i jaszczurczy ogon, a na czole wymaluje znak boga ognia, to wtedy można zyskać sprzymierzeńców w zwalczaniu takiej groźnej odmiany odszczepieńca. Jest to jak najbardziej normalna i "demokratyczna" forma walki w naszym wo-wo-wo-lnym ka-ka-ka-raju. Do was chłopaki z "MW" mam tylko prośbę - nie podnoście gwałtownie ręki w pozdrowieniu, bo niektórzy z tych przy korycie nie lubią, jak im się przypomina rodzinne koneksje, a niekiedy i korzenie. Jeśli nie masz uprzedzeń, to tutaj znajdziesz odpowiedź, dlaczego Młodzież Wszechpolska jest niebezpieczna dla polskiej liberalnej, komunistycznej demokracji -  przeczytaj .

J
eśli ktoś od 18 lat usilnie szuka oznak sprawiedliwości w naszym kraju i pomimo szerokiej propagandy jej nie znalazł, to niech nie uważa, że jest chory. Jest zdrowy i wyniki jego poszukiwań są prawidłowe, bo sprawiedliwość dopiero ma nadejść. Świadczy o tym dobitnie działanie pewnego wrocławskiego prokuratora, który doprowadził do ruiny następną "nie swoją" firmę - "Bestcom" zajmującą się podobnie jak Roman Kluska, komputerami. W każdym normalnym kraju można zamknąć ludzi, jeśli ma się przeciwko nim jakieś dowody niezgodnej z prawem działalności. U nas jeszcze tak nie jest. Dwóch właścicieli firmy zamknięto w pierdlu nie na podstawie dowodów winy, a na podstawie luźnych "przemyśleń" prokuratora, czyli jego "widzimisię". Siedzą już prawie pół roku bez postawienia im aktu oskarżenia, a do tego zabrania im się widzenia z rodziną, co ma pomóc w ich "skruszeniu" (metoda CCCP). Sam prokurator zaś od półtora roku dokonuje gwałtu na własnych szarych komórkach, za nic nie mogąc spreparować aktu oskarżenia. Sprawą dopiero od niedawna zajął się prokurator krajowy i RPO.

Z "katechizmu" komunizmu - Fryderyk Engels: - ...im więcej rozmyślam nad historią, tym jaśniej widzę, że Polacy są narodem skazanym na zagładę, którym można tylko dopoty posługiwać się jako narzędziem, dopóki sama Rosja nie zostanie wciągnieta w wir rewolucji agrarnej. Od tej chwili Polska nie będzie miała żadnej racji bytu.

P
onieważ ataki na rząd przyniosły mierne efekty, postanowiono uderzyć w innych "wrogów ludu" i rozpoczęto nagonkę na Młodzież Wszechpolską. Niektórzy "dyskutanci" bagatelizują sprawę kierując uwagę na nieświadomość i brak historycznego wyrobienia, inni, że dzisiejszy świat informacji pozwala na dowolny wybór własnego światopoglądu, a jeszcze inni, że to wyraz buntu przeciwko rzeczywistości. Nikt jednak nie szuka właściwej przyczyny i nikt nie chce wskazać właściwego winowajcy. Kto odpowiada za pozostawienie polskiej młodzieży na pustyni ideologicznej? Kto odpowiada za zaniechanie nauczania prawdziwej historii Polski w polskich szkołach? Kto z premedytacją wyrzucił ze szkół wychowanie patriotyczne? Kto wreszcie, wiedząc od dawna o istnieniu młodzieżowych organizacji neofaszystowskich, nie zakazał ich działalności i komu jest to do dziś bardzo wygodne? Komu tak bardzo zależy na utożsamianiu Młodzieży Wszechpolskiej z neofaszystami? Wydaje się, że zawsze tym samym, dla których wygodnie jest mieć pod ręką działających neofaszystów - komunistom, liberałom i farbowanym demokratom - zwolennikom szerokiej "tolerancji", bo to jest ich narzędzie służące do zwykłej prowokacji. Do rozdmuchania zaś sprawy mają swoje "niezależne" media dyżurne - TVN, Gazetę Wyborczą i niemieckie RMF-FM (że wspomnieć tylko nieliczne), a kto pociaga za sznurki dziennikarskich marionetek, to wiadomo - ten kto płaci, a kto płaci? - ten kto ma pieniądze, a kto ma pieniądze?. Na pewno nie polski biedarolnik z rozkradzionego PGR-u i nie polski bezrobotny z wyprzedanej za bezcen fabryki. Jaką ja mam gwarancję, że pokazywane zdjęcia to nie sprytna, komputerowa kompilacja? Goebbels pokazał na czym polega siła propagandy, Stalin stosował ją z powodzeniem, więc dlaczego zdolni "uczniowie" nie mają jej wykorzystywać? Propaganda nie ma ideologicznej twarzy, więc stosować ją może każdy. Wielki wódz Sojuza Lewitów Demokratycznych chciałby wręcz zlikwidowania Młodzieży Wszechpolskiej i temu akurat się nie dziwię, gdyż zagraża ona pozycji jego własnego komsomołu, bo wiadomo, że z czerwonego pomidora nie wyrośnie biała róża i na odwrót. Dlatego według niego, jedynym narybkiem, który ma prawo przetrwać w polskim akwarium, są tylko czerwone mieczyki. Jego wypowiedzi, to podręcznikowe powiedzenie Onufrego Zagłoby - "diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni". Krótko mówiąc, przystąpiono do następnego, zaplanowanego przy Okrągłym Stole, etapu eliminacji Polaków z życia społecznego i politycznego we własnym kraju.

Z
aczynam coraz bardziej powątpiewać, czy powstanie obiecana IV Rzeczpospolita. Minął rok, a wskazówka licznika ledwo minęła 3,12 i jak tak pójdzie dalej, pod koniec obecnej kadencji może osiągniemy wynik 3,5. Przez bez mała dwie dekady polskich rządów ale nieprzyjaznych Polsce można stwierdzić, że całe życie społeczne i gospodarcze legło w ruinie. Facjata kraju, być może jeszcze rumiana, ale w środku rak z przerzutami, gangrena i widoki na sepsę. Bez mała dwie dekady rządów kolesiów, kierowanych przez ośrodki zagraniczne i ze wschodu i z zachodu, rzuciły zwykłych ludzi na kolana, pozwalając grupie łajdaków na doszczętne rozgrabienie majątku narodowego.  przeczytaj Dzisiaj oprócz legalnego rządu, w samej Warszawie działa jeszcze kilka mniejszych, doglądających własne, całkiem prywatne państewka.  przeczytaj Najwyższe dobro - naród, został zdeptany, otumaniony i zdezorientowany. Wraca niemoc, nieufność i strach, bo za każdy dobry uczynek spotka cię zasłużona kara. Oj, cosik mi się zdaje, że w niedalekiej przyszłości usłyszymy znowu - "wyklęty powstań ludu ziemi...".

P
oniedziałek i od razu "zenzacja" krajowa. Wielkonakładowy papier toaletowy (dużo gorszy "do twarzy", niż kiedyś Trybuna) zapodał, że chłopy z Samoobrony jeszcze mogą i to te najstarsze. Żonę jednego tak to rozbawiło, że dać musieli krople przeciwhisteryczne, bo zaśmiałaby się na zejście. Ujawniono nowy oddział SB o kryptonimie "P" (same rusałki z możliwością prowadzenia własnej działalności gospodarczej) w odróżnieniu od oddziału (w którym pracowała Anastazja) o kryptonimie "K" (gdzie zatrudniano kobitki ze względu na charakter bez prawa dorabiania). No i teraz "drogowi blokersi" mają problem. Z jednej strony żadna ujma, ale z drugiej Ojczyzna w potrzebie i własne, zaprzysiężone żony. Cały kraj ma teraz aferę i to ciekawą z punktu widzenia gerontologii i psychologii. Chłopy też mają problem "osobistej" dumy. Jak się przyznają, zyskają w oczach wyborców płci "wiejski samiec", ale też kłopoty natury koalicyjnej i wewnątrzmałżeńskiej. Jak pójdą w zaparte, to mogą stracić męskich wyborców ale koalicja przetrwa. Ja sądzę, że to zasłona dymna, bo dzisiaj Hajke rozpoczęła rozdawanie stanowisk w gminie Stolica, a nic tak nie maskuje jak świeża, członkowska afera. Na drugi plan zeszły także tarcia w Partii Obrażonych - czy Nazwisko ma zostać w partii czy Nazwisko trzeba usunąć (na razie Nazwisko przeniesiono na "obierak" do kuchni). Mało kto także zwróci uwagę na to, że agentura wyprzedaje Niemcom telewizję i radio (TV Poldonos kupuje Alex, specjalista od typu ajneszwajnecajtung). W każdym bądź razie jesteśmy lepsi od Amerykanów, bo ich afera ze ssaniem z pozycji kucznej, to zwyczajny pikuś. Z okazji Europejskiego Tygodnia Autyzmu, życzę władającym krajem, a szczególnie Sejmowi i Senatowi szybkiego powrotu do zdrowia. Aferą się nie przejmujcie, bo krawiec tak kraje, na ile mu staje (materiału).

P
rzeprowadzony sondaż przez Centrum Badania Zadowolenia Społecznego donosi, że Polacy są zadowoleni ze swojej pracy, aczkolwiek 1/3 nie jest zachwycona widokiem tego, co otrzymuje do ręki z kasy pracodawcy. Satysfakcję z pracy odczuwa co dziesiąty, a wymieszane w tym względzie uczucia ma co ósmy. Wniosek - "ogólne zadowolenie z pracy wzrosło w ciągu ostatnich ośmiu lat". Biuro Obłudy Społecznej podkreśla, że stopień ogólnego zadowolenia z wykonywanej pracy jest najwyższy wśród osób zatrudnionych w instytucjach, urzędach oraz zakładach całkowicie państwowych. Jest to raczej oczywiste, gdyż tylko tam płacą w miarę regularnie bo nie ze swoich. Badań, ze względów oczywistych, nie przeprowadzono wśród grupy bezrobotnych ani na popegeerowskich wsiach.

N
iemieckie radio z polskiego (jeszcze) Krakowa, jako pierwsze zapodało sensację, że piramidy w Giza zostały zbudowane z prefabrykatów, które według francuskich uczonych, starożytni Egipcjanie odlali jako precyzyjnie pasujące do siebie bloki konstrukcyjne z wapiennego granulatu zmieszanego z glinowo-krzemowym spoiwem. Według mnie żadna sensacja, bo Daeniken pisał o tym już kilkadziesiąt lat temu w książce "Oczy Sfinksa" (ale to był Daeniken, a nie "na'uczony"). Jak się należało spodziewać, Zahi Hawass nazwał tę tezę "idiotyczną", bo według rezultatów większości dotychczasowych badań, piramidy zbudowane zostały z kamieni wydobywanych w kamieniołomach w Gizie koło dzisiejszego Kairu (no proszę, a jeszcze niedawno pieprzył, że kamienne bloki spławiali egipscy "flisacy" aż z Assuanu). Oczywiście nie jest to dla nauki najważniejszym problemem. Najważniejsze dla Zahiego jest to, jakim cudem Francuzi wywieźli próbki, bo on takiego zezwolenia nie wydawał.

W
ielki wódz Sojuza Lewitów Demokratycznych przeprosił posła Wierzejskiego za to, że użył słowa "Żydzi" zamiast słowa "pederaści", cytując kilka dni temu wywieszkę na drzwiach jego biura. Jak zaznaczył, była to "szkolna pomyłka". Jak widać "tolerancja" tak mu przymuliła mózgowie, że nie odróżnia pederasty od Żyda. Dlaczego polscy i zagraniczni Żydzi nie żądają dymisji człowieka, dla którego Żyd i pederasta oznacza to samo? Przecież to skandal na skalę światową i antysemityzm w czystej formie. Czemu milczy Michnik, Geremek i pierwszy "pokrzywdzony" RP? Czemu milczy "większość" sejmowa? Jaka to "szkolna pomyłka". Czyżby wielki wódz jeszcze uzupełnia wykształcenie? Może u Tymochowicza? Jak na czele partii może stać człowiek, który nie odróżnia pedała od przedstawiciela narodu wybranego? Gdzie jest TVN i Gazeta Wyborcza? Gdzie ta obrotna dziennikarka, która zdobyła licencję na obozie szkolno-treningowym WSI? Dlaczego taka kreatura, obrażająca inny naród w dalszym ciągu snuje się po korytarzach sejmowych? Skandal, przy którym "kiszenie ogórków" za partyjne posadki, to esej dla przedszkolaków. Ja żądam komisji sejmowej, trybunału stanu i przykładnego ukarania na 2 lata dożywocia bez prawa łaski. Precz z karłami zaplutej reaktywacji.

P
olityczna nowelka "daj, a będzie ci dane", akcja której toczy się w partii "jurnych chłopów" rozwija się szybko i coraz obficiej zaczyna owocować. Prawa ręka (a może lepiej - prawy członek) pana przewodniczącego, ponoć w ten sposób chciał "zapewnić karierę młodym działaczkom Samoobrony". Nie wiadomo jeszcze, czy trzyletnie dzieciątko, to był wypadek partyjnego członka przy pracy, czy też efekt szerszego planu, znanego w historii jako "Lebensborn", mającego na celu zapewnienie w przyszłości "czystych rasowo" członków partii (partia nie ma swojej "jugend"). Osobisty mecenas pana przewodniczącego wprawdzie nie dowierza, ale z podtekstu można wyczytać, że jest pełen podziwu, że w tym wieku można jeszcze bez "dopingu", a pani "z kurwikami" w gałkach ocznych, zdecydowanie wyklucza z afery pana przewodniczącego, bo według niej już od dawna "nie czuje owsa". Dziwi mnie troszkę, że tak sponiewierana na ciele i duszy kobieta, obarczona na dodatek niechcianym obowiązkiem, tak długo nosiła w sobie partyjną tajemnicę. Nosiłaby zapewne jeszcze dłużej, gdyby nie bohaterski i wyszkolony "GW-23", który tak długo węszył, aż wyczuł znajomy "aromat" rybnego sklepu. Skoro proceder trwał ponad trzy lata, a wtedy jeszcze przewodniczący nawet nie przypuszczał, że będzie ministrem, to kto lub co przeszkadzało tej damie w ujawnieniu zasad samoobronnej polityki kadrowej? Czy dopiero teraz zrozumiała, że "odleciał amorek - pozostał bachorek"? Czy dopiero teraz dojrzała do zemsty, za być może mizerne nagrody i premie albo pomijanie w awansach? A może dziennikarz dał więcej? Pytań jest sporo, ale wierzę w tego dziennikarza, bo zapewne został specjalnie przeszkolony przez "założycieli" gazety do tropienia "dziwnych" zapachów. Ponieważ u nas wszystko zaczyna się od dupy strony, trzeba więc poczekać na prostą czynność - zbadać kod DNA partyjnego członka i "partyjnego" dziecięcia, a wtedy będzie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi.

J
ak w Polsce buduje się autostrady można dowiedzieć się tylko w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Najpierw powstaje plan budowy, wykonuje się kosztorys, gromadzi się siły i środki, a potem na plac budowy wkraczają archeolodzy lub obrońcy środowiska naturalnego. Sprawa jest "czysta" i niezawodna, bo kraj nasz jak długi i szeroki jest pełen zabytków ukrytych pod ziemią i nie ma takiego miejsca, gdzieby nie można rozjechać żaby. Jest tylko jedno "ale". Badanie zabytków czy nawet kwalifikacja znaleziska, jest bardzo czasochłonna, a wiadomo że czas nie jest sprzymierzeńcem budowniczych. Wiadomo także, że czas to pieniądz i ten ostatni ma największe znaczenie w planowym zakończeniu każdej budowy. Z drugiej jednak strony archeolog musi mieć bardzo dużo czasu na dysputy w gronie specjalistów, czy znalezisko uznać za archeologiczny skarb o fundamentalnym znaczeniu, a obrońcy środowiska na ustalanie obiektywnych tras wędrówek chronionych płazów. W tym czasie z reguły budowa stoi i rosną kary za opóźnienia. Jest jednak metoda, która pozwala na to by "wilk był syty i owca cała" i tę metodę odkrywa zwykle ABW, która ostatnio zatrzymała byłego Dyrektora Ośrodka Ochrony Dziedzictwa Archeologicznego w Warszawie oraz Naczelnika Wydziału ds. Środowiska Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, którzy wartość utraconego czasu wycenili dla siebie na pół miliona PLN. Na razie nie wiadomo, jak wycenić czas w przypadku ochrony żab, ale sprawdzanie kosztorysu wiaduktu nad Rospudą jest w toku.

P
isałem już o genialnym kontrakcie na zakup samolotów "Fe-16", w którym zapomniano o szkoleniu pilotów na te maszyny. Już od dawna wiadomo, że latać będziemy "tu" ale szkolić "tam", lecz za tak prozaiczne stwierdzenie Ministerstwo Obrony Narodowej chce wydać 5 milionów PLN na ekspertyzę, która w konkluzji ma dać odpowiedź, która już od dawna jest znana. Te 5 milionów nie pójdzie na żadne szkolenie a tylko na stwierdzenie, że szkolenie jest potrzebne i na wskazanie szkolącego, choć z góry wiadomo, że jest niezbędne i że muszą to być Amerykanie. Czy to III czy IV RP widać, że w dalszym ciągu rządzą nami ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym co robią, choć doskonale wiedzą za ile. Jeśli w dalszym ciągu niekompetencja, miernota i matolstwo będą się snuły po Warszawce, to nawet X RP będzie przytułkiem podręcznikowego debilizmu. Przy tak zdolnych politykach dojście do IV RP zabierze nam więcej czasu niż słynny marsz do rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego (wyjaśnienie dla młodzieży - marsz trwał 45 lat, celu nie osiągnięto, bo władzę przejęła jarmułkowa demokracja).

P
olska jako państwo "jedenastoramiennej" demokracji ma jeszcze za mało partii i dlatego dawni prezydenci będą nas uszczęśliwiać nowymi. Były prezydent (ten co motorówką płot przeskoczył) zakłada Partię Zdrowego Rozsądku. Na razie jest tylko dwóch członków - on i kapitan (oczywiście żeglugi) "Lolek". IPN podesłał mu gotową listę członków, ale nie jest zadowolony i czeka na wersję rozszerzoną. Drugi (były prezydent swoich "rodaków") ma założyć inną o kryptonimie "LiD" (niby Lewica i Demokraci), co można rozszyfrować też jako Lewi i Dan (synowie Jakuba, oczywiście biblijnego a nie Bermana, choć do tego drugiego jest mu znacznie bliżej). Na razie rozpowiada na wszystkie strony, że za wcześnie, ale chyba dlatego, iż jeszcze żyją Polacy pamiętający otwarcie cmentarza poległych na wschodzie, gdzie "prezio" wystąpił w stanie mocno wskazującym na nadużycie środków przeciwbólowych na prawe kolano. Jako trzecia ma powstać Partia Kobiet feministki-pisarki, partia zagubionych kobietonów, domowych leniwców wody nie umiejących zagotować i nie znajdujących uznania u zwykłych mężczyzn, czyli taka komusza Liga Kobiet reaktywacja albo dawna wojskowa O.R.W. znana bardziej w kręgach jako Organizacja Rozwydrzonych Wiedźm. Zapowiada się więc nieciekawie, bo nasze polityczne bagno znowu zmętnieje.

M
iało być dobrze, a jest jak zwykle. Proces, z którego zwykli ludzie mogli się dowiedzieć jak funkcjonowała III wsi polska, odbywa się za zamkniętymi drzwiami czyli po prostu jest tajny. Utajnienie procesu jest wygodne dla łajdusów i wymyka się z tzw. osądu publicznego. Już to raz przerabialiśmy i to w dawnych czasach. Kto dzisiaj wie, że tow. Edward Gierek był sądzony (przez sąd partyjny) za kradzież (sic!) czterech willi na Śląsku, i który odebrał mu trzy, pozostawiając jedną "na osłodę"? Dzisiejsze tajne sądy, to nic innego jak przedłużenie tamtych partyjnych. IV RP budujemy jak zwykle od komina, bo jak inaczej można nazwać chęć rozliczenia winnych bez uprzedniej zmiany cwaniackiego prawa. Przez 18 lat konstruowano je tak, by nie dotykało "świętych krów" i by wszystkie rozliczenia załatwiać w "sosie własnym", pilnie bacząc, by żadna wiadomośc nie wydostała się poza zaklęty krąg "swoich". To zaś pozwala na bezbolesne "przesunięcie" delikwenta z jednego na drugi "front" pracy i z tego się biorą absurdy - dyrektorem szpitala jest specjalista od wulkanizacji, a przemysłem ciężkim zajmuje się aptekarz (byle jełop ale swój). Z tego widać, że ta wąska grupa partyjnych "fachowców" jest nastawiona tylko na wielkie pieniądze a nie na rządzenie i dlatego Polska tylko czasem "rozkwita", nigdy nie mogąc w pełni zakwitnąć. Z tego wszystkiego społeczeństwo wie tylko, że jest jakiś pułkownik Lesiak, który pracował w jakiejś szafie, podkładał świnie politykom i dla jednych jest "be", a dla drugich "cacy". Dziś jest na zasłużonej, wysokiej emeryturze, a po zmianie rządów znowu na ciepłej, wysokopłatnej posadzie i wszystko to w polskim czteroletnim, politycznym cyklu. Prawa natomiast nikt nie będzie zmieniał, bo przecież nie wiadomo, komu z brzegu.

C
ałą Polskę spowił smród niemytych warg. Nasi politycy doskonale się czują w takich oparach, choć nie wszyscy chcą zauważyć, że tak właśnie pachną oni - polskie elity polityczne i ten cały ich etos. Normalny człowiek zaczyna się zastanawiać - skoro mogli w Sam00bronie, to co się dzieje w pozostałych partiach? W jaki sposób Sojuz Lewitów za księcia Leszka tak wydatnie zwiększył liczbę kobiet w partii? Tylko castingiem? Czy pojęcie peerelowskiej "biurwy" zniknęło wraz ze słowami "sztandar PZPR wyprowadzić"? A jak sytuacja w klasztorze świętojebliwych POkemonów? Czy z braku kobiet działa się tam na bazie męskiej "tolerancji"? Całośc "vaginowej" afery, to nic innego jak ciąg dalszy rozbijania koalicji wszelkimi dostępnymi sposobami. Widać jak moralna partia, za jaką chce uchodzić Partia Obrażonych, sięgnęła po niemoralny arsenał komuchów, którzy od razu i z radością udzielili daleko idącej pomocy swoją "niewidzialną ręką". Towarzysza Bermana bardziej razi biurowy seks (a wiadomo - suka nie da, pies nie weźmie) niż to, że tacy jak on zrobili z Polaków dziadów i żebraków. Jaka tu moralność, etyka czy zwykła obyczajność u polityka, gdy w "niezależnej" telewizji, zapyziały czerwony kapturek pieprzy o pieprzeniu, a w tle pokazuje się wyciąganie auta, w którym tragicznie zginęli policjanci? Czy to już dno polskiej elity? Tak i to kolejne, bo co chcą się odbić, to je przebijają.

P
olacy pozbawieni opieki zdrowotnej (szczególnie pod koniec roku, gdy NFZ na nic nie ma pieniędzy, oprócz nagród dla siebie) i zasypywani koszmarnie drogimi lekami, coraz częściej zaczynają szukać pomocy u... weterynarzy. Telewizja, żyjąca z reklam koncernów farmaceutycznych i zapewne przez nie ponaglana, uderza na alarm - ludzie, szczególnie na wsi, zaczynają używać leków stosowanych do leczenia zwierząt. Szczególne wzięcie mają wszelkiego rodzaju maście na bóle robione dla krów na bazie ziół. Telewizja oczywiście ostrzega, że to się może źle skończyć, ale to chyba wołanie na puszczy, bo leki dla zwierząt biją ceną na głowę te "ludzkie" i ponoć pomagają. Ciekawe jak zadziałałyby ludzkie leki podane zwierzętom? Niestety, żaden rolnik nie chce się zgodzić na eksperyment, bo zdrowie zwierząt jest dla niego ważniejsze.

W
wojsku od zarania istniało powiedzenie, które z biegiem lat przeszło do kanonu niepodważalnej prawdy, że jak żołnierz nie ma zajęcia, to po głowie pierdoły mu latają. Żołnierz musi mieć zajęcie i dlatego w każdym dniu po regulaminowym szkoleniu wynajdywano dla niego tysiące zajęć, by nie miał czasu myśleć, bo żołnierz może myśleć tylko między 22.00 a 6.00 rano czyli w okresie marzeń sennych. Sprzątanie, dodatkowa musztra, a przede wszystkim codzienne czyszczenie broni, choć strzelało się z niej raz na miesiąc (dziś wiem, że częste czyszczenie było konieczne, bo broń wykonano z doskonałej radzieckiej stali, która zaczynała rdzewieć już po czyszczeniu). Inaczej rzecz się ma w sferach decyzyjnych. Tutaj błogie nicnierobienie jest wręcz konieczne, by co trochę zadziwiać naród genialnymi pomysłami. Ostatnio Ministerstwo Zdrowia (ponoć odpowiedzialne za zdrowie obywateli) wymyśliło, że do wizyty u lekarza wystarczy sam dowód osobisty. Książeczki zdrowia czy karty elektroniczne, wprowadzone milionowymi kosztami podatnika, można będzie wyrzucić do kosza. Czy to nie jest genialne? All in one? Otóż nie, bo wiąże się to z kolejnym wsadzeniem łapska do naszej kieszeni. Dowód nie ma tzw. chipu do zapisu chorobliwej informacji, więc należało będzie wymienić miliony dowodów, dopiero co wymienionych. Następnie wszyscy będą musieli isć do lekarza, bo informacje o zdrowiu trzeba wprowadzić. Potem pójdziemy drugi raz, bo się okaże, że oprogramowanie wykonała firma PROCOM i zdrowi ludzie nagle pozapadali na raka mózgu a na koniec okaże się, że taki dowód jest niezgodny z Unijnym i znowu trzeba będzie wymienić go na jeszcze nowszy. I tak ministerialne bezmózgowe pogłowie znów wyda miliony złotych (oczywiście naszych) by wykonać doskonałą i nikomu nie potrzebną robotę.

J
ak donosi super gazeta, nie ma sensu badać DNA dna, bo córka radnej sejmiku i dyrektorki biura Sam00brony, to wytryśnięty poseł Łyżwiński, a jeśli ludzie mówią, że to wprost "żywcem ściągnięta skóra" z posła, to nie ma sensu wydawać pieniądzy na jakieś tam badania, które i tak mogą zostać sfałszowane. Może to i racja ale... Prokuratura szuka na razie księgi stosunków pozamałżeńskich odbywanych w hotelu sejmowym i patrz pan - nie ma i to akurat tej gdzie było możliwe zajście. Burdel u was towarzysze posłowie. Zaginięcie księgi odwiedzin z byle jakiego wojskowego biura przepustek natychmiast skutkuje dochodzeniem i karą za zagubienie niejawnego dokumentu. Niestety nie w Sejmie, bo tu święte krowy nie są obowiązane przestrzegania przepisów ustanowionego przez siebie prawa. Sejmowi marszałkowie Marek z Jurkiem już postawili na nogi Kancelarię Sejmu i straż marszałkowską, a jak chłopcy nie znajdą, to ukarzą ich alimentami na rzecz Anety. Może znajdą, bo córuś ma jeszcze 14,5 latek do pełnoletności, więc motywacja finansowa ma cechy skuteczności. Zainteresowanych w zniknięciu księgi może być tylu, ile prącia nocuje w wymienionym hotelu, a nie sypia tam z pewnością tylko jedna partia, o czym najlepiej wiedzą sprzątaczki wymieniające prześcieradła. Tak więc księga może być także groźna dla "moralnie czystych" (jeszcze) partii i jeśli nawet się odnajdzie, to z pewnością bez kartek.

W
stolicy, po ośmiomiesięcznym pościgu, wpadł w ręce ABW wróg publiczny nr 1 - Leszek Bubel - pierwszy nacjonalista, antysemita i podżegacz do nienawiści rasowej RP. Znormalizowanego łobuza zamkniętoby w areszcie tymczasowym, ale antysemita to choroba psychiczna (patrz wypowiedź wyżej Artura Sandauera) i dlatego trafił nie do standardowego aresztu ale prosto do Tworek, szpitala o statucie komuszej "psychuszki" gdzie z dobrym skutkiem leczono przez wiele lat wszystkich "anty". Jest to ten z "zasłużonych" typów polskiego szpitalnictwa, gdzie nawet zdrowy na umyśle, już po wejściu na izbę przyjęć staje się nieuleczalnym psychicznie z urzędu. Ile czasu potrwa badanie nie wiadomo, bo Bubel to przypadek szczególny, ale wiadomo że w okresie badań specjalistycznych, podejrzany o niesłuszny światopogląd nie może mieć widzeń, a tylko przywidzenia i nie może otrzymywać paczek, bo może się okaleczyć nawet zwykłym tortem. O ile wyjdzie ze szpitala, nasze praworządne państwo zyska kolejnego żarliwego zwolennika i patriotę brzydzącego się nietolerancją.