DANCE MACABRE W NAJBLIŻSZYM WSZECHŚWIECIE

K
tóregoś późnego wieczoru, już po mojej wizycie w Jordanowie, stałem sobie na balkonie mojego domu i paliłem papierosa. Mój wzrok błądził z jego żarzącego się końca na ciemne niebo nad głową, na którym lśniły setki gwiazd. Kometa Hale-Boppa już dawno opuściła ogromna arenę, na której z początkiem roku tryumfalnie się zjawiła, a teraz nieboskłon przecinały tam i ówdzie krótkie błyski oznaczające koniec życia meteorów... Res incognita animos turbat - jak mówi starorzymskie przysłowie - rzecz nieznana niepokoi duszę. Wizyta u Roberta Leśniakiewicza miała dla mnie jeden jedyny cel - upewnienie się, co do tego, że hipoteza o atomowych wojnach w Starożytności nie jest takim głupim pomysłem, jakby się to wydawało. I tak, w tej całej "aferze" z radioaktywną trumną w koszyckich podziemiach powstało całkiem logiczne pytanie: I co dalej?

Póki będziemy zakładać, że "martwe satelity" wisiały nad cywilizacją Średniowiecza, jak przysłowiowy miecz Damoklesa, póty możemy poszukiwać wzmianek o dziwnych wydarzeniach w relacjach ówczesnych kronikarzy. Spadające satelity i rakiety musiały manifestować się na niebie dziwnymi światłami, kształtami cylindrycznymi i stożkowatymi czy kulistymi, które miały bardzo mało wspólnego z obiektami o kształcie dysku - znanych nam od 1947 roku. Zasadnicza różnica polega na braku jakichkolwiek manewrów czy prędkości lotu, który to lot był wykonywany na tej samej, prostej trajektorii. Większość z tych obiektów ukończyła swój lot spadkiem, albo nadziemnym wybuchem, który w połączeniu z kształtem przypominającym samolot czy rakietę - wprost sugeruje podobieństwo do głowic pocisków rakietowych. A teraz spójrzmy na to, co się działo w przedziale czasowym pomiędzy początkiem Średniowiecza, a końcem XVIII wieku - jak spada ilość i jakość informacji z postępem czasu, dzięki mistycznej i religijnej interpretacji obserwatorów.

Uogólniając, można rzec, że od początku tysiąclecia spadał z nieba ogień, na niebie manewrowały dziwne ogniste pochodnie czy cylindry ogniste, a od czasu do czasu rozlegały się tajemnicze eksplozje. Już sam przegląd niektórych tylko obserwacji może być z naszego punktu widzenia bardzo zajmujący. Zobaczmy sami, co działo się na przestrzeni lat:

715 - W środku lata na niebie pokazał się ciemny obłok, a potem niebo błysnęło ogniem.
746-773 - Na niebie widziano ogniste smoki, szable i krzyże.
919 - Nad Węgrami pokazała się tajemnicza, świecąca pochodnia.
1104 - Ogniste pochodnie i latające ognie na niebie.
1258 - Błyszcząca kula przeleciała nad rzeka i dwoma wioskami Szkocji, a po przebyciu 3 mil rozpadła się na popiół.
1322 - 4 listopada, w nocy nad Uxbridge (Anglia) pokazał się ognisty słup, który zmienił kolor, a potem z niego wydobył się czerwony płomień i posłyszano silny wybuch.
1355 - W lecie, nad wieloma miastami Anglii latały czerwone i niebieskie tarcze, które jakby walczyły ze sobą.
1388 - W kwietniu nad wieloma miastami Europy widziano ognistego smoka.
1478 - W Szwajcarii spadały z nieba na ziemię przedmioty podobne do dzwonów i "ogniste misy", które pozostawiały ślady na niebie.
1501-1503 - W całej Europie spadały z nieba misy i krzyże - w okolicy Norymbergii przez całe 26 dni!
1561 - 14 kwietnia przelatywały nad Norymbergą cylindry, krzyże i inne figury geometryczne, które jakby toczyły ze sobą bój!
1619 - 11 czerwca nad wioską Odranec i częścią wsi Vecova widziano jakiś ciemny obłok, w nim koło i jakieś dziwne znaki. Potem usłyszano straszliwy huk, jakby wybuchu i na ziemię spadły trzy kawały metalu. W tym samym roku Christopher Schere prefekt jednego ze szwajcarskich kantonów widział przelot długiego, błyszczącego obiektu nad Fluelenem.
1624 - Od 7 do 17 listopada, w Czechach, zawsze o godzinie 5 po południu pokazywała się kula lecąca z zachodu ku wschodowi. Obracała się i zmieniała kolor od białej do czerwonej. Niekiedy kul było więcej.
1678 - W godzinę po zachodzie Słońca, nad Dalmacją pokazał się obiekt większy od Księżyca w pełni i przeleciał nad Włochami i Korsyką z chrzęstem przesypywanych kamieni.
1752 - 15 kwietnia nad szwedzkim Angermanlandem przeleciała jakaś rura z fontanną ognia!
1762 - 9 sierpnia nad Szwajcarią przeleciał wrzecionowaty przedmiot, który zaobserwowali także dwaj astronomowie.
1783 - 18 sierpnia o godzinie 21:15, pewien Włoch Tiberius Cavello zaobserwował mały obłok, a pod nim owalny obiekt, który po chwili eksplodował. 30 sierpnia nad Greenwich jakiś obiekt rozpadł się na 8 satelitów, które powoli odleciały na południowy wschód.

W przeglądzie tym pominąłem dwa niezwykle ciekawe przykłady, które ilustrują naszą hipotezę w sposób niemal idealny. Autorem opisu następującego wydarzenia jest nie kto inny, jak sam francuski lekarz, król proroków Michel de Nostre Dame alias Nostradamus (1503-1566) z Salon. Poza swymi słynnymi "Centuriami" pozostawił on także zeznanie na temat obserwacji, której dokonał w dniu 10 marca 1554 roku, w godzinach 19:00-20:00 -

"W bliskości Księżyca, który tymczasem był w fazie pomiędzy nowiem a I kwadrą, przeleciał wielki ogień ze wschodu na zachód. Miał on kształt płonącego polana czyli pochodni i świecił - płomienie szły od niego, jak od roztopionego żelaza, długie jak cała Droga Mleczna. Leciał tak szybko, jak kopia, a wokół siał dym i trzaskanie... Poruszał się tam i sam, jak liście na drzewie, kiedy uderza weń silny wiatr. To trwało całe 12 minut, a kiedy doleciał w obszar konstelacji Orła - znanego jako kamienna droga - tam się zwrócił i poleciał na południe, nad morze. Pozostawiał za sobą wielki ogon, który długo utrzymywał swą barwę. Od czasu do czasu wylatywały zeń iskry, jakby błyskawic. Co spadło w dół, od razu spalało się na proch".

Niemiecki badacz dr Johannes Fiebag, który obserwację Nostradamusa komentował w jednej ze swych książek, tak napisał na arginesie tego wydarzenia: Meteoryt, który spadał z nieba? Przeciwko temu przemawiają dwa fakty: pierwszy - zmiana kierunku lotu z zachodniego na południowy, i drugi - długi, ponad 12-minutowy czas jego obserwacji. Obserwacja lotu meteorytu trwa zazwyczaj kilka sekund!!! A zatem skoro to nie był meteoryt, to co? Pewien rakietokształtny przedmiot wyrządził pożar w Kolonii, w dniu 10 października 1717 roku, kiedy to świadkowie zaobserwowali bezpośrednio przed pożarem na niebie "ogniste znamiona". Liczne drobne kawałki materii padały na ziemię i po obiedzie, około godziny 17 na przedmieściu wybuchł pożar, który objął od razu trzy domy. Na całe szczęście ucichł wiatr, bo w przeciwnym wypadku w ogniu stanęłoby całe miasto.

Spróbujmy zanalizować to wydarzenie - chodziło prawdopodobnie o atak przeprowadzony przy pomocy bojowych środków zapalających (BŚZ) - zdolnych do wywołania pożaru powierzchniowego na terenie nieprzyjaciela i poparzeń w przypadku bezpośredniego kontaktu z nimi. Także współcześnie BŚZ są ważnym czynnikiem rażenia siły żywej i sprzętu oraz środkiem walki zarówno na froncie, jak i na tyłach. Masowe stosowanie BŚZ może złamać potęgę gospodarczą i militarną państwa oraz zdemoralizować jego mieszkańców. Zgodnie z tym opisem możemy podciągnąć pod to wszelkie bomby zapalające: termitowe, elektronowe, kombinowane, fosforowe czy napalmowe, albo niekonwencjonalne BŚZ. Jeszcze raz przypomnę słowa kronikarza: drobne kawałki materii spadały na ziemię. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem byłoby to, że użyto BŚZ w postaci małych płytek fosforowo-celuloidowych. Ich budowa jest prosta - składają się one z celuloidowej płytki z wtopionymi w nią dwiema lub trzema porcjami białego fosforu. Przy uderzeniu o ziemię fosfor zapala się i celuloid płonie silnym płomieniem, który jest trudny do ugaszenia...

Pytanie za 64 tysiące Euro brzmi: kto w 1717 roku rozrzucał na Kolonią BŚZ i po co? Nie wiem, ale jestem w stu procentach pewien, że nie była to ani kometa, ani meteoryt ani piorun kulisty! Planeta Wenus - tak chętnie obwiniana przez "krytyków ufozjawiska" też nie... Podobne informacje o użyciu BŚZ znamy już ze stuleci poprzedzających to wydarzenie, i tak np. Marek Bydzovsky z Florentina w notatce z 1550 roku pisze tak: Tegoż lata, 31 maja w Pradze i w Żatci spadały z nieba kawałki siarki, wielkie i małe, a wszystkie czworograniaste, którąż to ludzie zbierali i używali zamiast zwykłej, ale śmierdziała ona wielce, kiedy ją palili. Informacje o spadaniu z nieba siarki jeszcze nieraz się pojawiały. Wszystkie one były poprzedzone eksplozjami, co jest ważkim faktem dla naszych dalszych rozważań. Krysztof Harant z Polżic i Bezdrużic o tym pisze tak: Także i w tym czasie (czerwiec 1627) w Pradze padała z nieba siarka i w innych miejscach także. Poza tym straszne gromy słychać było.

A teraz z innej beczki. Jak wszyscy wiemy, przy powietrznym wybuchu jądrowym w wyniku reakcji rozszczepienia jąder uranu czy plutonu, albo w wyniku syntezy jąder wodoru w jądra helu, w jednej chwili wyzwalana jest ogromna ilość energii. Eksplozja wyzwala ogromne ciśnienia i temperatury, od której powietrze w punkcie zero rozgrzewa się do setek tysięcy stopni Celsjusza. Powietrze zaczyna świecić i w punkcie zero tworzy się świetlna kula, której średnica zależy od użytej mocy głowicy czy bomby. Przy niewielkich mocach jest to kilka do kilkunastu metrów, a przy wybuchu termojądrowym - kilka kilometrów! Przy dobrej pogodzie, błysk wybuchu można zobaczyć na dystansach setek kilometrów. Po jakichś 10 sekundach kula zamienia się w obłok zawierający produkty wybuchu: radioaktywne fragmenty jąder atomów, które uległy reakcji łańcuchowej; resztki uranu czy plutonu, które nie uległy reakcji i fragmenty konstrukcji bomby.

Jeżeli zatem chcemy rozważać to, czy zdumieni obserwatorzy widzieli nad średniowieczną Europą jądrowe wybuchy głowic, które zeszły z orbity, to musimy także poszukać i efektów ekologicznych tych wybuchów - przede wszystkim świetlistych kul widocznych z daleka na niebie. Obserwacje ogromnych świetlistych kul, które odnotowano w Niemczech, w dniach 19 lipca 1762 roku i 17 lipca 1771 roku wykazują, że ich średnice wahały się pomiędzy 900 a 950 metrów. Przy innym zapisie o obserwacji świetlistej kuli znajduje się informacja, że obserwowano także "żarzący się obłok", a było to w lipcu 1771 roku, zaś kula była gigantyczna. Podobne świadectwo o obserwacji ogromnej, świetlistej kuli nad Anglią w dniu 26 listopada 1758 roku mówi o kuli o średnicy od 800 m do 3,2 km! Poprzedziła ona pojawienie się żarzącego się obłoku. Innym efektem, który był integralną częścią tego fenomenu były silne efekty dźwiękowe - czyli mówiąc po ludzku - potężny huk słyszany na wiele mil... Na koniec podaję świadectwo, które cytuje czeski badacz Jirzi Svoboda na temat obserwacji ognistej kuli we Włoszech: Pierwsze wydarzenie miało miejsce 31 marca, a drugie 26 sierpnia 1668 roku. W czasie obydwu obserwacji kul szacowano ich średnicę na 5,5 km.

Dalszym efektem atomowego konfliktu jest zmiana ziemskiego pola geomagnetycznego, co zależy od ilości i rodzaju użytych BMR. Przy masowym użyciu broni A i H czy N, dochodzi do znacznego zdestabilizowania pola magnetycznego Ziemi, powstania burz magnetycznych i - jak dowodzą badania amerykańskie z lat 60. - zwiększenia ilości zórz polarnych. Wszystkie te zjawiska wytwarzane są przez "dziury", które powstają w ziemskim polu magnetycznym po eksplozjach atomowych. Jego niestabilność powoduje, że na powierzchnię Ziemi dostaje się zwiększona ilość wysokoenergetycznego promieniowania UV i kosmicznego, co przejawia się genetycznymi defektami i malformacjami (radiogennymi mutacjami letalnymi). Poza działaniem promieniowań jonizujących i promieniowania kosmicznego czy radioaktywnego opadu (fall-out'u) mutacje mogą powstawać także dzięki niestabilności pola geomagnetycznego. Aha, i jeszcze jedno - Amerykanie dowiedli także, że niestabilność pola magnetycznego Ziemi powoduje także zwiększenie ilości... pożarów!... I co? I czy jest to tylko zbieg okoliczności, ze w latach 1540-1580, w czasach, kiedy wybuchło najwięcej pożarów (zmiana geomagnetyzmu), pojawiło się wiele wzmianek o mutacjach? Bartolomej Paprocky z Hloholi pisze tak o roku 1541: Tego lata wiele dziwnych potworów zrodziło się między ludźmi i pomiędzy owadami w rozlicznych miejscach.

Dowodem na destabilizację pola geomagnetycznego po użyciu broni jądrowej są - jak już to wspomniałem - burze magnetyczne i intensywne zorze polarne. Dla udowodnienia tego możemy użyć szerokiej dokumentacji i banku danych o niezwykłych fenomenach, jakimi są następujące prace: O. Seydl - "A List of 402 Northern Lights Observed in Bohemia, Moravia & Slovakia from 1013 till 1951" w "Geofizykalni sbornik" nr 17,1954; L. Křivský - "Solar Activity, Aurorae and Climate in Central Europe in the last 1000 Years" w "Travaux geopsyhiques" XXXIII, nr 6,1985. W jakiej mierze zależało to od spadku głowic, "martwych satelitów", itp. itd. atmosferycznych wybuchów BMR od połowy XVI do końca XVIII wieku - obrazuje poniższe zestawienie:

1570 - A. D. 1570 zoczono nad Pragą miotły, a także kopie lecące na zachód Słońca, tak jasne, jak Księżyc, co trwało pół godziny z okładem.
1571 - Około godziny trzeciej w nocy, 26 sierpnia, nad Pragą Czeską zauważono miotły (komety), a przed nimi lecące na zachód kopie jasne jako miesiąc, co po pół godzinie znikło.
1572 - W nocy, która dzień 18 stycznia poprzedzała, w wielu miejscach w Czechach od godziny ósmej do godziny dziesiątej straszliwe widowisko na niebie ukazało się: między długimi białymi kreskami alebo słupami, poczerniały płomień ognisty od wschodu Słońca do strony północnej się wznosił, a potem takoż pojawił się wielki obłok krwawy i wiele tam i sam latających płomieni, które noc rozjaśniały, a lud wielce się dziwował a przestraszonym był. (Beckovsky)
1572 - 14 stycznia: Roku tegoż po święcie Trzech Króli w czwartek w nocy na piątek widziano widma ogniste miotające się tu i tam po niebie.
1572 - Znowu ogniste zjawisko w nocy 3 marca nad Pragą i w innych miastach czeskich pojawiło się i wiele nieprzyjemnych rzeczy się stało w owych miejscach. (Beckovsky)
1572 - Tegoż lata po niedzieli reminiscere widziane były słupy ogniste w nocy z czwartku na piątek, rozchodziły się one i skupiały, co trwało kilka godzin pod rząd. (Missowitz)
1572 - 12 czerwca: Tego lata ukazał się znowu groźny znak na niebie - przedziwne słupy, niektóre jasne, niektóre ciemne nad miastem Pragą, w czwartek na dzień św. Antonina, po szóstej godzinie w nocy, a to w miesiącu czerwcu. (Paprocky)
1575 - Czternastego Februara w nocy światło wielkie pokazało się po północnej stronie...
1582 - Primae Aprilis z soboty na niedzielę iudica, około óśmiu godzin aż do dnia widziano ogniste słupy podpalające. (Brzezan)
1582 - A. D. 1582, w dniu 2 miesiąca lipca przy brzasku i rano pokazała się zorza na niebie, groźna i jasna, a tak nisko zawieszona, jakby na dachach domów. Kto wtedy na nią patrzył, to myślał, że się gdzieś pali...
1583 - 2 września: Tegoż Roku Pańskiego 1583, w poniedziałek po św. Idzim, po godzinie pierwszej w nocy ukazało się na niebie zjawisko straszne i groźne: najpierw od północy i zachodu widoczne były słupy, które się często-gęsto dzieliły, a na zachodzie niebo czerwonym jako krew było. Potem tuż przed dniem po całym niebie wszędy czarny kurz i czarny dym wstępował. Zasię z nieba jakaś wielka jasność zstępowała, jak ogień i całe niebo - jakby ogniem objęte - gorzało. I błyskało się, jakby od burzy. A potem ogień ten w jedno miejsce się zebrał, a słupy czerwone i czarne dzielić się poczęły. I działo się to noc całą aż do białego rana, a cała noc była jasna, jakby Słońce zza chmur wyjść miało...
1588 - 16 grudnia: W owym czasie przed Świętami Bożego Narodzenia przez kilka nocy na niebie ukazywał się taki oto znak: światłość wielka i słupy, które się potem dzieliły i walczyły ze sobą tu i tam, a także jak przed Czarnym Morem wskazywały w stronę Roudnicy. (Kneżovsky)
1598 - 17 listopada: Tegoż roku w piątek po św. Marcinie w nocy, o drugiej godzinie ukazało się zjawisko niebieskie: od północy gęsto słupy świetliste pojawiły się na podobieństwo świec, które w niebo wystrzelały, a potem doszło do tego, że czarne pasmo je krzyżem poprzedzielało i znikły. Trwało to aż do 7 godziny. A wielce jasnymi owe słupy były, jakby gorzał w nich wielki ogień, a potem po 7 godzinie te słupy się podzieliły, i jakoby dym z nich wychodził, co trwało aż do godziny 9. (Kneżovsky)
1590 - Marzec: Tegoż roku, pod koniec mięsopustu, kometa czyli włochata gwiazda była wypatrzona, ale niewielka. Potem na początku postu znak wielki na niebie się ukazał: słupy wielce jasne z tej strony od Roudnicy. (Kneżovsky)
1591 - 8 września: Tegoż roku, w niedzieli dzień Narodzenia Najświętszej Maryi Panny ukazał się znak na niebie. Wszystko zaczęło się od godziny 1 w nocy. Najpierw ujrzano słupy ogniste na wschodzie i zachodzie, a wszystko to tak wyglądało, jakby niebo gorzało... (Kneżovsky)
1593 - 22 stycznia: Na początku roku tego widziane na niebie niezwykłe zjawiska były, o czym wiele mówiono i pisano: tak też krzyż i miecz krwawy w obłokach, przy czym grzmot i krzyk wielki w obłoczech słychać było: "biada!, biada! biada!"
1598 - Tego roku w niedzielę Laetare w nocy na poniedziałek widziano trzy słupy nad Ranskou Horou, a przy nich była i gwiazda wielka, jakby te słupy się spotykały: a kiedy ta gwiazda miała do tych słupów dojść, to spadła w dół, 1 dnia miesiąca marca. (Missowitz)
1598 - A. D. 1598, 13 lipca w czwartek po św. Wawrzyńcu powietrze przyszło w nocy z wielkim błyskaniem i dziw na niebie ponad zamkiem Krumlova naprzeciw Domorajcim był widziany. (Brzezan)
1601 - 1 września: Roku onego, po Podniesieniu Św. Krzyża, około godziny 4 po północy stało się wielkie trzęsienie ziemi z wielkim znakiem na niebie. Tego samego roku, w poniedziałek po św. Mateuszu, od godziny 2 do godziny 8 rano widoczne były słupy ogniste na niebie. (Missowitz)
1602 - Tuż po ukazaniu się dekretu cesarza Rudolfa w Czechach na niebie obserwowano różne przedziwne zjawiska niebieskie, osobliwie nocami... 10 dnia miesiąca listopada... nocni dozorcy widzieli nad rynkiem zorzę wielką i myśleli, że się gdzieś pali. Potem stwierdzili, że to była tylko jasna zorza i nigdzie się nie paliło...
1603 - Dnia 12 miesiąca października, z soboty na niedzielę Salus Populi, dziwy straszne widziano w Kutnych Horach na nieboskłonie - krwawe obłoki na niebie ze wszystkich stron nadciągające.
1603 - Kiedy to Vaclav Budovec z Budovadnia 5 stycznia jechał do Pragi... i był blisko wsi Senczic, u góry ukazała się mu wielka zorza, tak że myślał on, jego małżonka i wszyscy przytomni, iż wielki ogień we wsi jest. A kiedy patrzali na ową zorzę, oddzielił się od niej słup ognisty i na nim też była wielka światłość. (Skala)
1624 - Wrzesień: ... tego i następnego miesiąca bardzo często-gęsto na czeskiej ziemi i we wszystkich innych krainach, miastach, miasteczkach i wsiach ukazywały się czasu nocnego szatańskie znaki w postaci smoków ognistych i latających przez powietrze z niemałym przestrachem i podziwem.
1630 - We wtorkową noc dnia 4 stycznia, pomiędzy 8 a 9 godziną wieczorem, w powietrzu nad Pragą widziano wielkie błyskanie i huk od niego szedł, aż lud się przeraził... (Beckovský)
1630 - 1-4 lutego: ... przez całą noc dziwy widać było na niebie - słupów wiele krwawych - naliczono ich aż 10.
1630 - 4 lutego widziano straszne, ogniste znaki na niebiesiech i obłokach nocą z poniedziałku na wtorek - a to: słupy od północnej strony przychadzające ku południowi, a ich światło długo trwało na nieboskłonie. (Bydzovsky)
1633 - 3 grudnia: Dnia onego... Bóg swój dziw ukazał - dwa światła, jedno na północy, drugie na południu przeciw sobie powstały, jakby się pomiędzy sobą biły. (Prokop)
1647 - Marzec: ... w Żatci... nad miastem krwawe miecze się pokazały.
1709 - In Martio (w marcu)... In novem drugi piątek tegoż miesiąca okoo godziny 10 w nocy jakowaś światłość się na niebie ukazała i przez 3 godziny trwała.
1731 - Item tegoż roku, miesiąca Septembris (wrzesień), ukazało się na nocnym niebie jakieś zjawisko na kształt kilku wysokich, ognistych słupów.
1737 - 16 grudnia światło na niebie się ukazało, od 9 do 10 godziny, było ono czerwone, a niebo także czerwonym było, jakby krwią polane.
1741 - Roku 1741, dnia 8-go, 9-go i 10-go ukazywała się światłość na niebie, bądź był to phaenomenon. Prawie po północy od Drażdan wychodziła światłość, jakby słońce zachodziło od godziny 9-tej do północy. Z tego światła wychodziły jasne słupy, które tak jak wymusztrowane wojsko chodziły tam i sam, a ich końce były ogniste, a to wszystko przez trzy noce... Item z tych słupów wychodził wicher, bowiem powietrze tak falowało, jakby fale na wodzie powstałe...

To wszystko podałem jako przykład, choć kroniki roją się od takich zapisków, że mógłbym to ciągnąć i ciągnąć, ale przecież nie o to chodzi. Kiedy zorientowałem się, że przepisywanie wiekowych tekstów jest tak nudne, jak ich czytanie, to pozostało mi na koniec tego rozdziału napisać tylko jedno, jedyne łacińskie słowo - FINIS.