SŁOWO O AUTORZE

D
r Milosz Jesensky jest lekarzem weterynarii, dziennikarzem, ufologiem i znanym w swej ojczyźnie pisarzem. Mieszka w mieście Krasno nad Kysucou na słowacko-czesko-polskim pograniczu. Zadebiutował on literacko pod pseudonimem Manfred Jensen okultystycznym życiorysem Adolfa Hitlera pt. "Demon z jineho sveta" (1997). W tym samym roku już pod swoim nazwiskiem wydał książkę "Cztyri hodiny do strzedoveku", którą krytyka uznała za najlepszą książkę od czasu pojawienia się na rynku "Poranka magów" Pauwelsa i Bergiera... W roku 1998 wydał "Realne przibehy X" nawiązujące do serialu telewizyjnego "Z Archiwum X", następnie monografię "Zeme zazraku" stanowiącą encyklopedyczny przewodnik po legendach i tradycjach z pierwiastkiem nadnaturalnosci, które dziś zaliczylibyśmy do zjawisk paranormalnych. W tymże samym roku wyszła jego praca o tajnych broniach Hitlera pt. "WUNDERLAND: Mimozemske technologie Trzeti Rzisze", którą napisał wspólnie z Polakiem inż. Robertem K. Leśniakiewiczem.

W 1999 roku ukazała się jego praca pt. "Dva mesice ve strzedoveku" stanowiąca kontynuację monografii z 1997 roku na temat zagadek Średniowiecza. Rok 2000 to kolejne prace pt. "Vyslanec z temnot", która to książka stanowiła kontynuację jego pierwszej pracy na temat Adolfa Hitlera; następnie ukazała się jego praca pt. "Po stopach Indiana Jonesa", w której pisze on na temat Arki Przymierza i jej poszukiwań. Najciekawszą jest jego trzecia książka "Zahady devatenacteho stoleti" w której omawia najciekawsze i najbardziej tajemnicze zagadki XIX wieku w formie wzorowanej na opowiadaniach Chrisa Cartera. W 2001 roku opublikował pracę pt. "Kletba faraonu" na temat klątwy faraonów i nie tylko, która dosięgła badaczy i rabusiów, którzy naruszyli wieczny spokój władców...

Polskiemu Czytelnikowi Autor jest znany z przekładów artykułów, które ukazały się na łamach miesięcznika "Nieznany Świat", którego jest stałym współpracownikiem. Poza tym jest redaktorem czasopism "Skryte Skutocznosti" (w Republice Czeskiej) i "UFO Magazin (Słowacja). Zajmuje się także dziennikarstwem radiowym w Radiu Żylina. Jest on najwybitniejszym ufologiem na Słowacji i krytyka słusznie upatruje w nim kontynuatora prac dr Ludvika Souczka, znanego także polskiemu Czytelnikowi autora m.in. powieści fantastyczno-naukowych. Aktualnie wraz z Robertem Leśniakiewiczem pracuje nad książką na temat tajemnic Księżyca i innych planet, która będzie stanowić rozwinięcie niektórych wątków tej pracy.

Witold Baranowicz (Robert K. Leśniakiewicz)

WSTĘP

B
ella delectat cruor - wojna żywi się krwią - prawda to stara, jak świat światem. Pewien uczony wyliczył, że od początku istnienia egipskiego Starego Państwa (odkąd zachowały się źródła pisane i dokumenty) do chwili współczesnej - czyli przez pięć i pół tysiąclecia - na naszej Ziemi rozegrało się około 14,5 tysiąca wojen. Jego francuski kolega Nicolas Camille Flammarion (1842-1925) dopełnia to wyliczenie tym, że konflikty te pochłonęły około 1,2 mld ludzi (Najnowsze szacunki Stockholm International Pace Research Institute podwyższają liczbę ofiar wojen na Ziemi do 5,2 mld ludzi! - przyp. tłum.), którzy przelali ogólnie rzecz biorąc 18 mln metrów sześciennych krwi! - a ich czaszki ustawione jedna obok drugiej utworzyłyby sznur tak długi, że wystarczyłby on na sześciokrotne opasanie nim kuli ziemskiej!!! Flammarion przeprowadził swe wyliczenia przed najbardziej niszczycielską II Wojną Światową, której ogólny bilans - ok. 52 mln ofiar w 48 krajach świata - oznajmiał początek nowej ery ludzkości, złowieszczo płonącą pochodnią atomowego ognia. Pochodnią tą zniszczył rozjuszony bóg wojny dwa japońskie miasta, którym sprawił los gorszy od biblijnej Sodomy i Gomory.

Dokładnie 6 sierpnia 1945 roku, o godzinie 8:45 czasu lokalnego, nad Hiroszimę nadleciał amerykański bombowiec B-29 Superfortess o imieniu własnym "Enola Gay", od którego oderwało się coś na spadochronie. Pół kilometra nad powierzchnią ziemi, przedmiot eksplodował i w tej samej chwili w mieście zginęło 65 tysięcy jego mieszkańców, a pozostałe 15 tysięcy nieco później. Po 17 tysiącach ludzi nie pozostało ani śladu, a z pozostałych zabitych pozostały jedynie straszliwie zmasakrowane zwłoki. 155 tysięcy kobiet, mężczyzn i dzieci zmarło w następnych tygodniach straszną śmiercią wskutek napromieniowania. Podobny los spotkał także mieszkańców Nagasaki.

Od tego czasu przeprowadzono wiele eksperymentalnych wybuchów atomowych (ogółem do stycznia 2002 roku zdetonowano na Ziemi 2062 ładunki jądrowe i termojądrowe. Dane wg SIPRI - przyp. tłum.), ale na pytanie: od kiedy nasza (podobno) humanitarna cywilizacja zaczęła używać energii jądrowej? - nie znaleziono dotychczas żadnej odpowiedzi... Od kiedy będziemy mogli datować użycie energii jądrowej? Czy od roku 1934, kiedy to Enrico Fermi zaczął swe badania nad promieniotwórczością, zmierzające do udowodnienia hipotezy głoszącej, że rozbicie atomu jest możliwe? A może od roku 1938, kiedy to niemiecki fizyk Otto Hahn rozszczepił jądro atomu uranu-235? A może będzie to ów nieszczęsny dzień 6 sierpnia 1945 roku, kiedy to bomba atomowa wybuchła nad Hiroszimą??? (Mógłby to być także równie dobrze dzień 16 lipca 1945 roku, kiedy to nad Jordana de Muerte wybuchło Trinity pierwsze "urządzenie jądrowe" o mocy ok. 20 kt TNT, dzieło Roberta Oppenheimera i Leslie Grovesa - przyp. tłum.)

Impuls do dokonania próby odpowiedzi na te pytania otrzymałem w pewne deszczowe popołudnie, w które lato 1997 roku było bogate, kiedy to siedziałem w domu przy czarnej kawie i papierosie, kartkując "Historię sztuki" Piojana. Kiedy natknąłem się na akwarelę "Sen" jednego z największych i notabene najbardziej tajemniczych niemieckich artystów Albrechta Dührera (1471-1528), zupełnie zatkało mnie ze zdumienia. Na kopii obrazu ze schyłkowego okresu życia i twórczości wielkiego malarza, znajdującego się dziś w wiedeńskim Kunsthistorisches Museum, widzimy nad idylliczna kraina unoszący się, wielce realistycznie oddany obłok w kształcie grzyba, grożącego zniszczeniem tego pogodnego i beztroskiego krajobrazu. W długim komentarzu do akwareli Dührer pisze o proroczym śnie, który mu się przyśnił w nocy z czwartku na piątek przed świętem Zesłania Ducha Świętego w 1525 roku, który rzucił na karton wkrótce po tym, jak się ze snu obudziłem i trząsłem na całym ciele...

Zaszokowany tak sugestywnym obrazem, przez następne dni nie robiłem niczego innego, poza gromadzeniem reprodukcji obrazów i grafik od XIV do XVIII wieku do mojego "prywatnego katalogu dowodów rzeczowych", jak go nazwałem, a do którego chciałem zebrać jak najwięcej tego rodzaju przykładów, takich rysunków i malunków w celu porównania ich z dziełem Dührera. Trzęsienia ziemi, płomienie, wybuchy, pożary, deszcz ognisty i siarczany - to wszystko defilowało przed moimi oczami, jak straszliwy komiks z przeszłości, ale obłok w kształcie grzyba był tylko u Dührera. A jednak udało mi się znaleźć coś podobnego. W 1785 roku opisywał i narysował podobny fenomen radca legacyjny Lichtenburg, który był tego świadkiem w okolicach miasta Gotha. W magazynie "Magazin für das Neuste and der Physik und Naturgesichten" napisał on dosłownie tak: Około godziny trzeciej po południu, na północ od miasta utworzył się pojedynczy, ciężki, do góry podobny i od szczytu grzybowato rozszerzony burzowy obłok. Zaobserwowałem, że spod kapelusza grzyba wychodziły jasne i gładkie opary, które w krótkim czasie utworzyły krąg wokół nogi grzyba. Wydawał się on być w ruchu, tym szybszym, im bardziej się on rozszerzał. Po upływie jednej minuty osiągnął on największą szerokość górnej części grzyba.

Hmmm... - wiadome jest, że wokół atomowego grzyba wytwarza się jonizujący pierścień gazów i tak go uchwycono na rycinie z końca XVIII wieku. Jeżeli jest to tylko zbieg okoliczności, to co najmniej dziwny!... To jeszcze wciąż nie jest wszystko, boż mamy przesłanki po temu, by wierzyć, że ziemska energetyka jądrowa jest o wiele, wiele starsza. Niemal detektywistyczne dochodzenie zaczęło się już w maju 1972 roku, kiedy to w zakładzie wzbogacania uranu w Pierrelatte, Francja, dokonano rutynowej analizy rudy uranowej. Wyniki tej analizy wprawiły w osłupienie i podziw fizyków i pracowników naukowych tych zakładów. Okazało się bowiem, że w uranie poddanemu analizie procent atomów izotopu uranu 235U wynosi tylko 0,717% a nie 0,720%, jak to ma miejsce wszędzie na Ziemi, Księżycu i w meteorytach. Gdzie zatem zginęło pozostałe 0,003% 235U?

Trop wiódł do Gabonu, do tamtejszych kopalni rud uranowych w Oklo, skąd wzięto próbki rudy do badań we francuskich laboratoriach. Analizę rudy wykonano od razu na miejscu. Zdziwienie specjalistów urosło do chorobliwych rozmiarów, bo badania wykazały, ze w 700 tonach uranu, które tam wydobyto w latach 1970-1972, brakuje 200 kg radioizotopu 235U. Mało? Taka ilość całkiem wystarczy do skonstruowania kilkudziesięciu bomb atomowych typu Hiroszima... Wygląda na to, że nikt w niedawnej przeszłości z Gabonu nie ukradł takiej ilości 235U, a zatem wychodziłoby na to, że w rudach uranowych w Oklo jest mniej uranu, niż go tam być powinno! A to oznacza tylko jedno - ktoś kiedyś oddzielał już uran-235 od naturalnej rudy!

Chociaż specjaliści pośpieszyli od razu z wyjaśnieniem o "naturalnym reaktorze jądrowym w Oklo" pozostaje faktem, że ktoś czy coś w przepastnej przeszłości oddzielał izotop 235U od reszty rudy dokładnie tak, jakby chciał przeznaczyć go do celów energetycznych. Oczywiście uczeni usiłowali wyjaśnić to zjawisko poprzez fakt, że rudy uranu w Oklo składały się w swej masie z 17% 235U i 83% 238U. Izotopy te mają różny czas półzaniku - T1/2 - i przed 2 mld lat ta ruda uranowa zawierała tylko 3% 235U. Uran mógł być wymyty przez wodę w delcie pradawnej rzeki, gdzie dziś leży Oklo i tam osadzał się 235U dokonując jego wzbogacenia. Kiedy ilość 235U wzrosła do masy krytycznej, dochodziło do reakcji łańcuchowej. Jakkolwiek by z tym reaktorem nie było, pozostaje faktem, że niewiele wiemy o energetyce jądrowej w Starożytności.

Dr Robert "Oppie" Oppenheimer, który w latach 1943-1945 pracował w PROJECT MANHATTAN nad bombą atomową, był nie tylko fizykiem - jak go przedstawiają jego pamiętniki, ale zajmował się także starohinduskimi tekstami, które są niczym innym, a właśnie opisami tajemniczych broni. Czy inspirował się on tekstami pisanymi sanskrytem? Po pierwszej próbnej eksplozji atomowej w dniu 16 lipca 1945 roku, na poligonie Los Alamos, Nowy Meksyk, Oppenheimer zacytował epos "Mahabharata": Uwolniłem kosmiczną siłę - teraz jestem niszczycielem światów... W kilka lat po II Wojnie Światowej, dr Oppenheimer wykładał w Rochester University, gdzie w czasie jednej z dyskusji pewien student zadał mu pytanie: Czy bomba atomowa w Los Alamos była w ogóle tą pierwszą, a może były wcześniej przeprowadzone jakieś utajnione testy? Odpowiedź wykładowcy była bardzo, bardzo dziwna: - Well - rzekł z westchnieniem - Ona była pierwszą... W każdym razie w tym wieku...

Czy słynny uczony miał na myśli to, że broń atomowa była w użyciu już w dalekiej przeszłości? Inną odpowiedź na tą samą kwestię dał laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii radioaktywnych związków chemicznych z roku 1921 - Frederic Soddy (1877-1956), który w swej książce "Odkrycie promieni" daje taką odpowiedź, która mogłaby być drugim motto dla tej książki: Domniemywam, że w przeszłości istniały cywilizacje, które znały energię atomową, a które zniszczyły się przez niewłaściwe wykorzystanie tej energii.

Zapraszam Was do podróży ku tym cywilizacjom...